piątek, 28 marca 2014

3.19.Eksperyment 269…


*Zayn*
Zrobiliśmy wszystko, co trzeba było zrobić, aby dostać się do Czeluści. Staliśmy przed teatrem i zastanawialiśmy się jak mamy odzyskać jej moc i wspomnienia.
-Może po prostu wejdziemy?- zasugerowała dziewczyna, na co niechętnie przystałem. Przekroczyliśmy próg i ruszyliśmy w głąb budynku.  Na scenie leżała jakaś kobieta. Podeszliśmy do niej niepewnie. –wszystko w porządku?- zatroskana Julia przykucnęła przed nią i rękawem buzy starała się zetrzeć krew, która ściekała jej z łuku brwiowego.
-To ty- powiedziała resztką sił.
-Ja?- brunetka zmarszczyła brwi.
-Ty. On przekazał twoją moc mnie, ale ona mnie zabija. Zabierz to ode mnie!- wrzasnęła i złapała się za głowę. Potem zaczęło nią rzucać jak opętaną, po całym podeście.- zabierz!- wrzeszczała coraz głośniej.
-Zayn boję się jej- Julka schowała się za mną, kurczowo trzymając mnie za ramię.
-Zabiję ją! To jej wina!- darła się jak popierdolona. Szybko znalazła się obok mnie i chciała zrobić krzywdę Julce. – ty mała suko, chodź tutaj!
-Dobra mam dość- westchnąłem znudzony i skręciłem jej kark. Kobieta upadła, a Adams szczypnęła mnie w ramię. – ała.
-Przepraszam, czy ty ją… no wiesz…
-Jeszcze nie, ale spokojnie, zaraz to zrobię. – podszedłem i nadgryzłem nadgarstek powalonej pani. Potem przywołałem Julię gestem dłoni, a ona niepewnie do mnie podeszła. –trzymaj tutaj- nakazałem złapać za miejsce, z którego ciekła krew, a potem powtarzała po mnie zaklęcie przekazania mocy.
-Zayn? Co się dzieje? Co my znowu tu robimy!? Pomogłam Harremu?- stara wiedźma wróciła.- ja ci dam wiedźmę ty palancie- warknęła wściekła, a ja się chytrze uśmiechnąłem. Zmniejszyłem odległość między nami i wpiłem się w jej wargi. Odepchnęła mnie.- co ty odwalasz!? Nadal jestem na ciebie zła, bo przelizałeś się z tą szmatą.- nagle zza brunetki wyskoczyła, wcześniejsza obłąkana baba i zaczęła ją dusić. Zaszedłem ją od tyłu i wyrwałem serce i rzuciłem na panele. – dzięki- szybko cmoknęła mnie w policzek. Potem upadła, nie mogłem nic zrobić, bo też się przewaliłem.
*Liam*
To było dziwne i nie spodziewał się tego nikt. Zaatakowali nas nagle i zabrali do niewoli. Głupia Charlie i reszta tych zdzir! Nie wiem, gdzie jest i nie wiem, gdzie jest reszta. Najbardziej boję się o Agatę i dziecko, ale znajdę ją, a potem zatłukę tą blond lalunie, która wprowadziła całe to zamieszanie. Podła pizda!
*Julka*
Obudziłam się w zimnej celi. Pierwsze co zrobiłam to zaczęłam szukać Malika, bądź co bądź nadal się o niego martwię. Nie było go obok. Czułam potworny ból głowy i byłam wypompowana z sił. Nie miałam jak się ruszyć, nawet ruch palcem i mruganie sprawiało niewyobrażalną trudność. Do uszu dobiegł krzyk.
-Aaaa!! Spierdalaj ode mnie ty pojebany psychopato!- po głosie rozpoznałam Zayna. Czuł cholerny ból, nienawiść i był wkurwiony na swojego oprawcę. Po chwili usłyszałam strzał. Chciałam… bardzo chciałam mu teraz pomóc, ale nie potrafiłam się ruszyć. Walczyłam z tym pieprzonym brakiem sił, ale przegrywałam. Pierwsza życiowa porażka przyjęta na klatę. – a tylko ją tkniesz, to cie rozkurwię- mruknął, ale słyszałam. Przecież to przez to cholerne powiązanie, cierpię tak jak on, mimo, że to jego krzywdzą to odczuwam to i przeżywam razem z nim. Jakbyśmy mieli jeden umysł. Nie wiem ile czasu tam był, ale niedługo po kolejnej serii obelg, wyzwisk i gróźb jakiś typ wrzucił go do celi obok.
-Zayn- ostatkiem sił przyczołgałam się do krat, które łączyły nasze cele. – wszystko… wszystko w porządku?
-Nie chcę żeby on cie krzywdził- wycedził przez zaciśnięte zęby. – przepraszam – pokiwałam przecząco głową.- nie chciałem tego. Wiem, że jestem pojebanym idiotą i pieprzonym dziwkarzem, ale kocham cie jak wariat Julek. – to naprawdę urocze z jego strony. – wróć do mnie.- przełożyłam dłonie przez szczeble i szarpnęłam za jego koszulę przyciągając go bliżej swoich ust, a następnie pocałowałam.
-Kocham cie palancie- uśmiechnął się chytrze, a potem nadgryzł swój nadgarstek i podsunął mi pod nos. – co robisz?- nie wiem, co on kombinuje, bo nigdy nie piliśmy swojej krwi. Czy to czasem nie będzie kanibalizm? Bez kpiny, w końcu… o
boziu, ja już wiem, co on knuje. To będzie tak jak rozbitkowie na bezludnej wyspie! Pozjadamy się wzajemnie! Ja nie chcę go zjadać!
-Julka zaufaj mi i napij się- wyglądał teraz jakby czegoś się najarał. Niepewnie ujęłam jego przed ramię i upiłam kilka łyków krwi. Jego krew była naprawdę smaczna i przywróciła mi trochę sił. Chwilę potem moja cela się otworzyła i zostałam brutalnie odciągnięta od Malika, który ledwo przytomny leżał na zimnej posadce. Zatargał mnie do jakiegoś pomieszczenia i umieścił na kozetce. Przywiązał moje nadgarstki i kostki, nie pozwalając mi tym samym na żaden ruch. Szarpałam się, ale to było na nic. Do pokoju wszedł jakiś doktorek.
-Eksperyment 269 gotowy do pierwszej serii badań- powiedział do małego pilocika. Nie kontaktowałam, to zupełnie jakbym była na ostrym haju, albo kacu po grubej imprezie.
-Co ty ode mnie… ch- chcesz?- powieki mi się zamykały. – Aaaa!- zaczęłam krzyczeć, kiedy naciął mi brzuch. – ty gnoju- mruknęłam. Zaczął wyjmować poszczególne narządy z mojego ciała, a ja wrzeszczałam, jakby mnie obdzierał ze skóry.
-Eksperyment 269…
-Zostaw ją ty pojebany masochisto!- darł się Zayn. Pierwszy raz w życiu tak bardzo się boję. Co jeśli nasi przyjaciele też tutaj są?
-Twój przyjaciel jest bardzo agresywny- stwierdził, a potem naciął mi policzek.
-To mój chłopak – sprostowałam. – i jeśli w jakikolwiek sposób go skrzywdzisz, powieszę cie na twoich flakach na Wieży Eiffla. – warknęłam.
-Eksperyment 269…
-Przestań to powtarzać, nie jestem królikiem doświadczalnym! Jestem człowiekiem, mam swoje uczucia i to co robisz mnie boli!- nie wiem co się teraz ze mną stało. Zaczęłam krzyczeć jak szalona…
*Zayn*
Krzywdził ją. Sprawiał, że cierpiała, a mnie bolało razem z nią. Przekierowałem część jej bólu na mnie, ale nadal działa jej się krzywda.
-Przestań to powtarzać, nie jestem królikiem doświadczalnym! Jestem człowiekiem, mam swoje uczucia i to co robisz mnie boli! Pierdolony gnój i masochista!- Julka zaczęła panikować. To wiadome, że się boi, bo ja odczuwam to samo, jednak z tym wyjątkiem, że boję się o nią. Po jakimś czasie przynieśli ją do celi, była całe zakrwawiona i wyglądała jak żul. Nie żeby coś, ale nawet jak jest podobna do menela, nadal jest seksowną wiedźmą, którą mam ochotę przelecieć.
-Julcia, chodź tu- zawołałem, a ona uniosła głowę. Miała całą poranioną twarz. Powoli zaczęła przyczołgiwać się do mnie. Znów nadgryzłem nadgarstek i dałem jej się napić mojej krwi.
-Jesteś… naj- lepszym, co mnie w życiu spotkało. Wiem, że czasem zachowuję się jak podła ździra i egoistka i bardzo przepraszam, ale kocham cie jak wariatka.- pocałowałem ją przez szczeble krat, które tylko nam przeszkadzały. Ślinka poszła w ruch. Oderwaliśmy się na chwilę, tylko po to, żeby złapać oddech.- przepraszam- powiedziała, a potem schowała się za murem i więcej się do mnie nie odzywała.  Wydostanę ją z tej celi, nawet jeśli byłaby to ostatnia rzecz jaką zrobię.
*Julka*
Wstydzę się… wstydzę się tego, że nie mogłam nic zrobić. Nie chciałam patrzeć na Zayna, bo wiem, że go zawiodłam, ale zrehabilituję się i uwolnię nas, a potem naszych przyjaciół.
Kolejny dzień, najpierw Zayn później ja. Dziś było inaczej. Zayn nie obrażał go, nie krzyczał. Jedyne co było słychać to przyśpieszony oddech. Przed moją celą stał jakiś mięśniak.
-Sean wyrżnie cały wasz gatunek-wywróciłam oczami.
-Coś nie sądzę- odwróciłam głowę i zobaczyłam Malika. Mulat był cały we krwi. Pochwycił go, a potem wrzucił do mojego więzienia.- jedz, a potem spadamy- według jego polecenia zatopiłam kły w karku mięśniaka. Jego krew była paskudna, ale nie będę wybrzydzać. Oczyściłam jego organizm z całej krwi, a potem podbiegłam do Zayna i wtuliłam się w jego ciało. – już dobrze, chodź trzeba urwać suce łeb- zmarszczyłam brwi. O kim on teraz mówi?- Charlie- aa no tak, blond dziwka, która całowała mojego chłopaka. Przenieśliśmy się do Sawet i doznałam szoku. Co się do cholery stało z tym miejscem!? Jakaś wojna, rewolucja, bunt?! –chodź mała- złapał za moją rękę i prowadził do szkoły. Weszliśmy na nasze piętro, do mojego pokoju i ogarnęła mnie wściekłość.
-Suko odłóż to!- warknęłam, a wzrok Charlie powędrował na mnie.
-No proszę zdzira wróciła.
-Tylko zdzira nazywa zdzirę zdzirą zdziro!- Zayn zmarszczył brwi. – odłóż moją szkatułkę!
-Sama ją sobie weź- nie musiała długo powtarzać. Zmieniłam się w tygrysa i rzuciłam na tę blond wywłokę. Jej psiapsiółki zaczęły piszczeć, a potem dźgnęła mnie hakiem z kominka w bok. Przybrałam normalną postać i zwijałam się z bólu. – gdzie twój chłoptaś?- zaczęłam szukać Malika, ale nigdzie go nie było. Uciekł? Wywlekły mnie do jakiegoś podziemia i wrzuciły do celi.
-Julek!- moi przyjaciele rzucili się na mnie z przytulasami.
-Wydostanę was stąd.
-Nie da rady. Czary ty nie działają- wzruszył ramionami Harry, a potem mnie przytulił. Jedyne co mnie dziwi, dlaczego Gin też tutaj jest? Przecież nie jest istotą magiczną, chyba że Harreh ją przemienił. Zayn gdzie jesteś!?
*Zayn*
Przeniosłem się na wyspę ognia, muszę go znaleźć. Chodziłem jak idiota nawołując imię: SMOK!! Ta Julka wybrała mu oryginalne imię. Nagle przede mną wylądował kilkunastu metrowy smok.
-Cześć Zayn.
-Siemka, potrzebujemy pomocy.
-Julka też?- pokiwałem pionowo głową. – ona mnie zostawiła!
-Straciła pamięć, mnie też nie pamiętała. W Sawet jest źle.
-Niech będzie. Cerber!!- ryknął, a obok nas pojawił się trzygłowy pies. Od czasu wielkiej wojny Cerber zamieszkuje wyspę   ognia. Po chwili wielki pies pojawił sie przy nas. Zaszczekał kilka razy, na co pogłaskałem jego jeden łeb. Przeniosłem nas do Sawet i się uśmiechnąłem. Nawet nie możecie sobie wyobrazić mojej radości na samą myśl o tym, że urwę tej dziwce głowę. Było dziwnie cicho, aż usłyszałem teatralne klaskanie. Na balkonie w pokoju lasek stał ten cały wujek Julki i te trzy suki.
-Zjawił się też książę- zmarszczyłem brwi.- a gdzie księżniczka?
-Jeśli tylko ją tkniesz, to…
-To co!? Co zrobisz!? Może już umarła, znów- zaśmiał sie pod nosem. – wiesz, nie doceniłem cie. Byłem pewien, że ona sobie nie przypomni, ale udało ci się- wywróciłem oczami i wskazałem palcem na niebo. Ich wzrok powędrował za moją ręką, a wtedy Smok zionął w nich ogniem.
­-Julek! Gdzie ty jesteś!? – pytałem ją telepatycznie.
-Z- Zayn my jesteśmy w lochach. Boję się. Powinieneś być z Charlie- spojrzałem na tą blond zdzirę, która szczerzyła mordę. – oj misiu nie złość się na mnie.
-Gadaj kurwa, gdzie ona jest, bo cie rozkurwię! –wywróciła oczami. Palancie lochy. Uśmiechnąłem się, a potem teleportowałem do lochów. Siedzieli zamknięci w celach, a Julka leżała na kolanach Agi. Otworzyłem więzienie i szybko znalazłem się przy Julii. Nadgryzłem nadgarstek i dałem się napić mojej dziewczynie. Brunetka mocniej ścisnęła moją rękę i sączyła o wiele szybciej.
-Co ty odpierdalasz Malik?!- warknął Liam.- to jest kanibalizm.
-Chuj mnie obchodzi – wzruszyłem ramionami. Wziąłem dziewczynę na ręce i wyszedłem z lochów, a za mną reszta.
-Kocham cie palancie- mruknęła muskając ustami moją szyję.
-Ja ciebie mocniej i będę do końca- cmoknęła kącik moich ust i znowu śliniła moją szyję.
-Jesteś mój- mruknęła i przyssała skórę mojej szyi, zostawiając mi malinkę. Na głównym placu toczyła się zacięta bitwa, a właściwie to już kończyła. Julka szybko wydostała się z moich objęć i zniknęła. 


sobota, 8 marca 2014

Nowiusieńki  



To tak, jakbyś krzyczał,
ale nikt Cię nie słyszy.
Czujesz się zawstydzony,
że ktoś może być tak ważny,
że bez niego jesteś nikim.
Nikt nigdy nie zrozumie, jak bardzo to boli.
Czujesz się tak beznadziejnie,
ale nic nie może Cię ocalić.
A kiedy jest już po wszystkim,
niemal pragniesz, żeby te wszystkie złe rzeczy powróciły,
bo razem z nimi przyjdą też dobre.
 
____________________
Nowy blog o Zaynie serdecznie zapraszam 

niedziela, 23 lutego 2014

3.18. Zależy mi na tobie



*Julka*
Czuję się jak wrak człowieka. Nie chcę widzieć Zayna, już nigdy. Na domiar złego zapomniałam oddać pracę na czas. Jestem beznadziejna! Siedziałam na murku i uczyłam się do testu, kiedy przede mną pojawił się mulat z jakąś blondynką. Była bardzo ładna i pewna siebie. Uśmiechnęła się do mnie szeroko i przyjaźnie.
-Hej Julka- zmarszczyłam brwi.
-Znamy się?- zapytałam dziewczynę, która przysiadła obok mnie. – nie kojarzę cie.
-Jestem Dess, miałyśmy się poznać wczoraj, ale ten idiota cie pomylił z tą pojebaną Charlie, która próbuje go bezskutecznie uwieść- patrzyła na Malika z kpiną. Chwilę później pojawił się Curly, który mnie przytulił.
-Jak tam? – wzruszyłam tylko ramionami od niechcenia.- a ty co Malik dalej zamierzasz ją ranić?- Zayn ruszył na niego, a potem przyłożył mu w twarz. Zaczęli się okładać, ale na całe szczęście Dess ich rozdzieliła.
-Lokaty idioto chodź- złapała go pod rękę.- oni muszą pogadać- wskazała na mnie i mulata, który patrzył się tempo na mnie. Nie chcę z nim gadać.- uwierz mi chcesz i to bardzo.- przyznała.
-Czy ty…
-Tak- powiedział Zayn.- każde z nas potrafi czytać w myślach. –Destiny i Harry gdzieś odeszli, mimo sprzeciwów ze strony loczka. Dess odciągnęła go siłą. Mulat przysiadł obok mnie na murku, a ja się trochę odsunęłam. – Julka proszę.- mruknął. Usiadł na murku okrakiem i zgarnął niesforny kosmyk za moje ucho.
-Daj mi…
-Panno Adams, kiedy odda pani pracę?- nagle przede mną wyrósł profesor, który wykłada sztukę.
-Jeszcze jeden dzień proszę- próbowałam go udobruchać, ale marnie mi to wychodziło.
-Masz czas do dzisiejszego popołudnia- odruchowo spojrzałam na zegar, na jednej ze ścian budynku. Było za 5 dwunasta. To jakieś żarty!?
-Jutro o- Zayn w błyskawicznym tempie znalazł się przy mężczyźnie i złapał go za kark. Spojrzał na mnie, a później na okrągłą tarczę zegara.- w południe dostaniesz pracę Julki – warknął, a następnie go puścił.- rozumiemy się?
-Tak, oczywiście- wykładowca odszedł.
-I po co to zrobiłeś? Przecież ja nie mam pomysłu co mam namalować- jęknęłam z bezsilności. Wampir usiadł znów obok i chciał przytulić, ale odsunęłam się. – proszę daj mi spokój.
-Nie mogę- powiedział przez zaciśnięte zęby.- nie mogę.
-Czemu?! Dlaczego, aż tak bardzo ci zależy!?- zaczynał mnie irytować.
-Bo cie kocham! Zrozum to wreszcie! Kochałem, kocham i będę kochał, niezależnie od tego co ta suka wymyśli, rozumiesz!?- odległość między nami zmniejszyła się diametralnie. Malik przycisnął mnie do ściany i pochylił się, patrząc prosto w moje oczy. – nie pamiętasz, bo miałaś durne życzenie, żeby zostać człowiekiem- teraz mówił ciszej, ale jego głos dalej był przesiąknięty złością.- to głupie, byłaś najpotężniejszą istotą we wszechświecie i po prostu się tego wyrzekłaś.
-Coś ty jarał?- zmarszczyłam brwi. – proszę daj mi spokój- jęknęłam błagalnie. Nie chcę kłopotów.
-Dobra zapomnij o tym- stwierdził zrezygnowany. – może namalujesz Nowy Orlean? – przytaknęłam, a potem pobiegłam po walizkę z moimi przyborami. Kiedy wróciłam obok chłopaka był zgromadzony cały wianuszek dziewczyn. Nagle obok mnie pojawił się mulat, objął mnie w pasie przyciągając bliżej swojego torsu. Chwilę później byliśmy już w Nowym Orleanie. Jak tutaj pięknie!  -Julka chcesz kawy?
-Nie. Chcę zrobić obraz, a potem odstawisz mnie do akademika. Nigdy więcej się nie spotkamy.- powiedziałam bez żadnego uczucia, rozstawiając sztalugę. Zaczęłam kreślić pierwsze kształty, które niekonkretnie były czymś pięknym, ale jak to mówią: Najpierw powstaje szkic, dopiero później arcydzieło. Nagle ktoś zasłonił mi oczy.- możesz przestać!?- wrzasnęłam poirytowana. Ten to ma tupet! – mam cie dość człowieku, zachowujesz się jak skończony…- zdarłam jego dłonie i się odwróciłam… to nie był Zayn! Przede mną stało jakiś trzech gości, nawet przystojnych. – dupkiem.- dokończyłam i byłam pewna, że jestem czerwona jak burak. Świetnie! Po prostu świetnie! Nie dość, że zrobiłam z siebie idiotkę przed całym kampusem, kłócąc się z Mattem; w tym cholernym Sawet zbłaźniłam się… to jeszcze jakby wszystkiego było mało w Nowym Orleanie drę się na całe gardło na obcych mężczyzn! Wszechświat się chyba na mnie uwziął.
-Kto jest skończonym dupkiem kochanie?- zapytał ten ubrany w jeansy oraz dopasowaną koszulkę z długim rękawem.
-Klaus – jak na zawołanie pojawił się Zayn. Przybił z każdym z nich sztamę, a potem ich wzrok powędrował na mnie. O co biega?
-Mhy… pachniesz… przepysznie- stwierdził ten w skórzanej kurtce. Zmarszczyłam brwi.
-Dlaczego?- teraz odezwał się ten w marynarce, patrząc na Malika z uniesionymi brwiami.
-Długa historia – machnął na to ręką.- ale mamy czas.- usiedli na pobliskiej ławeczce i zaczęli rozmawiać. Jednym uchem słuchałam. – …no i tym oto sposobem Julka jest człowiekiem, a Harry należy do Przemytnika.
-To niemożliwe, do tego potrzeba wielkiej mocy.
-Elijah mówię jak było, nie wymyśliłem tego.- mam dość!
-Jesteś po prostu zakłamanym chujem!- odwróciłam się do nich przodem. –nie dość, że zmyślasz, to jeszcze robisz z nich idiotów! Pogrywasz sobie zupełnie jak ze mną! Zależy mi na tobie- zaczęłam naśladować jego ton głosu.- kocham cie, właśnie widziałam jak to udowodniłeś. Wiesz co boli najbardziej? – pokiwał przecząco głową, a jego towarzysze patrzeli raz na mnie, raz na niego.-to, że widziałeś we mnie tylko i wyłącznie jej twarz. – dodałam ciszej.- dlatego zrób coś dla mnie i wróć do tej swojej dziewczyny. Po prostu daj mi spokój.- wstał, a jego oczy pociemniały. Zniknął, a z moich oczu zaczęły spływać łzy.
-Julka nie płacz proszę- Cole podszedł i schował mnie w swoich ramionach. – dobrze wiesz, że nie cierpię, gdy płaczesz.
-Cole nie wiemy o czymś? –uśmiechnął się chytrze Klaus. Cole wywrócił oczami, a potem przeniósł się… gdzieś.
*Zayn*
Zabije sukę. Te jej blond kudły będą się walały po całym Sawet jak z nią skończę. Wkurwiony do granic możliwości przeniosłem się do magicznego wymiaru, po czym pewnym krokiem ruszyłem w stronę szkolnego dziedzińca. Moi przyjaciele siedzieli przy naszym drzewie, a Charlie i reszta tych wywłok zajmowały schody. Twarze miały zwrócone ku słońcu i przymknięte oczy.
-I co, pogodziliście się?- całkowicie zignorowałem pytanie Louisa. Fajnie, że mnie wspierają i pomagają, ale teraz załatwię to raz na zawsze. Nareszcie będę miał święty spokój z tą psychopatką, która nie wiadomo, co sobie w tej tępiej główce ubzdurała. Zatrzymałem się przed trójką idiotek.
-Gościu zasłaniasz…- Martina otworzyła oczy i zamarła. Bała się i słusznie, pogrywały sobie ze mną, rozwaliły mój związek, cały czas mnie prowokują i sprawdzają jaki mam czas reakcji. Szczerze? Na początku to było nawet fajne, małolata się we mnie zabujała… potem zaczęło być dziwnie, a teraz!? Kurwa, mam ochotę rozpierdolić jej łeb o asfalt! – Zayn to nie tak- zaczęła się tłumaczyć.- to Charlie chciała- głos jej się łamał.
-Co?!- pisnęła Charlie oburzona i spojrzała gniewnie w stronę wampirzycy. – sama chciałaś się zabawić! Kto się ślinił do Harrego i Louisa!?
-Ey laski, wyluzujcie- Moore próbowała złagodzić sytuację, ale oberwało jej się za to.
-Sama się jarasz Niallem jak Kubuś Puchatek miodem!- wrzasnęła Matty.
-Mam na to wyjebane, czyj to był pomysł! Bo każda teraz za to zapłaci!- wydarłem się, a rozmowy całej szkoły ucichły. Teraz my byliśmy w centrum uwagi, my zapewnialiśmy im rozrywkę. Nad budynkiem szkoły zaczął wiać potężny wiatr, padał deszcz i uderzały o ziemię błyskawice. Ziemia się rozstąpiła, a ja jeszcze nie zacząłem się mścić. Zacząłem rzucać w nie pociskami telekinetycznymi i trafiać w nie piorunami. Chciałem, żeby cierpiały, żeby miały piekło na ziemi.
-Stary wyluzuj – poczułem jak ktoś odciąga mnie w tył. – a wy – Dess wyszła przede mnie i wskazała palcem na trio idiotek.- nie myślcie sobie, że wam odpuścimy. Na razie trzymamy Zayna na smyczy, a ty suko – tu wrzasnęła na Charlotte.- jeśli chcesz, poznać złego Malika to powiedz. A teraz wypieprzać na lekcje!- wszyscy jak na komendę jakiegoś króla się rozeszli. Co jak co, ale Destiny ma potężny głos. Moje ofiary również poderwały się ze schodów i uciekły. Tchórze, małe, pierdolnięte, nic niewarte zdziry!
*Louis*
Wszystko się spierdoliło, a było tak fajnie. Każdy z nas był szczęśliwy, ale ta cała Charlie i jej sługuski musiały się wpierdalać. Od chwili, kiedy Zayn próbował je zabić, nie gadał z Julką, olał szkołę i przestał jeść. To mój przyjaciel, jest dla mnie jak brat. Nie mówiąc nic nikomu, przeniosłem się do Chicago. Muszę to z nią załatwić, Julka musi mi pomóc.
-Ey gościu- zaczepiłem jakiegoś blondasa- gdzie mieszka Julka Adams?- jego twarz poczerwieniała, a szczęka zacisnęła się. Był wkurwiony, na co nie ogarniając całkowicie sytuacji zmarszczyłem brwi.- więc?
-A ty co kolejny chłoptaś do wydymania?!- prychnął.
-Przeginasz stary- stwierdziłem. Ludzie zatrzymywali się i patrzeli na nas jak na główne postaci, w przestawieniu zatytułowanym „Prymitywne ludzkie sprzeczki”. Czemu prymitywne? Bo ten gość jest skończonym dupkiem i zerem. – pytam ostatni raz, GDZIE JEST JULKA?!- warknąłem przez zaciśnięte zęby. Nie lubię się powtarzać, a ten frajer mnie coraz bardziej wkurwia. Kruchy człowieczek z naiwną nadzieją na to, że jest kimś ważnym, a Julia jest od niego uzależniona. Phi co za szpaner z przerostem ambicji i ślepym przekonaniem o swojej wyższości.
-Pierdol się!- splunął na moje nowe buty. Prychnąłem pod nosem, a potem wziąłem zamach i mu zajebałem. Blondyn się przewrócił, a po chwili zaczął zbierać z brukowej kostki resztki swojej godności.
-Grzeczniej śmieciu- odwróciłem się na pięcie i zobaczyłem ją. Szła cała przygnębiona i zamyślona. Ubrana w szorty, botki, luźną białą bokserkę i kurtkę kroczyła patrząc w dal. Włosy miała lekko zakręcone, a w oczach była pustka. – Julka!- brunetka popatrzyła na mnie i podeszła. –jestem Louis, przyjaciel Zayna.- prychnęła.
-Nie dam mu się pobawić moimi uczuciami.
-Pomóż mi- uniosła brwi i czekała wyczekująco. Wywróciłem oczami, a potem złapałem ją za łokieć i prowadziłem w stronę parku. – Zayn się załamał.
-Nie kłam, przecież ja dla niego jestem niczym, śmieciem, kruchym człowiekiem, któremu, gdyby tylko chciał mógłby urwać głowę.
-On by cie nigdy nie skrzywdził, bo cie kocha całym sercem i wiem, że ty też go kochasz. – na wysepce ogrodzonej wodą ze stawu, rosła ogromna wierzba. Rozejrzałem się dookoła i po stwierdzeniu, że nikt nas nie widzi, szybko ją do siebie przyciągnąłem i przeniosłem pod drzewo. Siedzieliśmy oparci plecami o pień. – przestał jeść, nie chodzi na zajęcia. Wiesz, że po waszej ostatniej sprzeczce chciał zabić te trzy wywłoki? Miał wyjebane na to czy go wyrzucą czy nie. Przekonaj go chociaż, żeby się pożywił- powiedziałem zrezygnowany. Wiem, że Julek ma trudny charakter i trudno jej schować swoją dumę do kieszeni.- nie bądź egoistką, chłopak skoczyłby za tobą w ogień.
-Eh daj mi trochę czasu na przemyślenie okay?- westchnęła głęboko, a potem odstawiłem ją do akademika. Wróciłem do Sawet, gdzie dopadła mnie Destiny, a potem zgwałciła.
*Julka*
Naprawdę mi ciężko. Louis- czy jak mu tam- za dużo ode mnie wymaga. Jak mam mu pomóc, nie myśląc o tym co mi zrobił? Czuję się jak Daisy, którą Donald zdradził z Myszką Minie. Tępo gapiłam się w ścianę i rozważałam wszystkie za i przeciw.
-Jula, wszystko dobrze?- zmieniłam punkt widzenia, teraz gapiłam się na Caroline, która patrzyła na mnie jak na idiotkę. – gapisz się na tą ścianę dobre 15 minut. – blondynka usiadła obok mnie. –mała?- pokiwałam tylko przecząco głową. – co się stało?- przyjaciółka przytuliła mnie mocno do siebie.
-Zayn się stał. – westchnęłam powstrzymując łzy.
-Przystojny wykładowca tak?- zamruczała, na co dźgnęłam ją w żebra. Przecież mówiłam jej, że on nie jest nauczycielem. – co z nim?
-Ma problem i według jego przyjaciela tylko ja mogę mu pomóc…
-Ale…
-Ale skrzywdził mnie i złamał serce.- z trudem powstrzymywałam łzy. Nigdy nie płakałam, nawet jak byłam mała i się przewróciłam i rozbiłam kolano. Teraz wszystko wywraca się do góry nogami i to przez chłopaka, a oni nigdy nie byli tak ważni jak przyjaciele.
-Zawsze chciałaś takiej miłości. – w sumie to prawda, ale…- więc dzwoń do tego idioty!- wyrwała mi telefon i wykręciła numer. – hej, tu Caroline, przyjaciółka Julki… właśnie Jula ma kłopoty mógłbyś przyjechać?… jest w cholernym niebezpieczeństwie!- rozłączyła się, a potem cmoknęła mnie w policzek.
-Zwariowałaś!?
-Podziękujesz później – złapała za kurtkę i wybiegła z pokoju. Chwilę później pojawił się Zayn.
-Wszystko w porządku?- podbiegł do mnie i dokładnie mnie z lustrował.
-Nie- pokiwałam przecząco głową.- boli mnie serce.
-Nie ciebie jedną.- mruknął. –chodź – przytulił mnie do siebie, a potem gdzieś przeniósł. Staliśmy na jakiejś skale, a pod nami była woda. – naprawdę nie chciałem- stwierdził patrząc mi prosto w oczy. Wzięłam zamach i przyłożyłam mu z liścia.
-To za to, że mnie zraniłeś, a to za to, że przyszedłeś i się martwisz- wspięłam się na palce i złapałam go za kark i pocałowałam, kiedy chciałam się odsunąć, nie pozwolił na to. Zaczął mnie zachłannie całować, a ja się temu poddawałam. Odepchnął mnie lekko. Jego twarz mówiła jedno: „jestem głodny!”.- nie krępuj się- odchyliłam głowę w prawo.
-Nie chcę ci sprawiać bólu.
-Dla mnie to czysta przyjemność- zaśmiał się cicho po nosem, a potem pochylił się i złożył pocałunek na obnażonym karku, po czym wbił w niego ostre kły.
-Dziękuję- cmoknął mnie w usta, a potem przetarł je kciukiem. – jesteś wyjątkowa wiesz?- uśmiechnęłam się lekko i spuściłam głowę. Później usiedliśmy na zielonej trawie. Pochylałam się nad chłopakiem i co chwila całowałam jego usta.
-O co chodziło z tym moim rzekomym życzeniem?- prychnął.
-To było tak: Dziewczyna Harrego, Gin została porwana do Czeluści, a Mai cały czas nawijał o waszych rodzicach i Jai’ u. Postanowiłaś pomóc Harremu i młodemu, dlatego poszliśmy do Przemytnika. Chciał twojej krwi, ale się nie zgodziłem, jak ja chciałem oddać swoją to ty nie chciałaś, dlatego dałaś mu wino Czarna Magia. Niestety loczek był uparty i był u Przemytnika przed nami i teraz jest jego marionetką. – wzruszył ramionami, a ja dalej uważnie go słuchałam. – musieliśmy zdobyć klucz i różę, żeby dostać się do teatru. Po pewnym czasie się to udało. Po drodze spotkaliśmy Katherine, która cie kiedyś zabiła, a ty jej pomogłaś. Potem, w teatrze Hazz odnalazł Ginny, a ty uwolniłaś Jai’ a i rodziców, ale twój wujek cie złapał i przekabacił. Kazał zdradzić twoje największe pragnienia. Powiedział: „A jeśli mogłabyś wieść zwykłe życie? Bez tego całego napięcia. Zwykła nastolatka, która imprezuje, studiować na Accademia di Belle Arti di Macerata?”. Chiałaś zwykłego życia i w pewnym sensie cie rozumiem, bo masz 19lat powinnaś szaleć i mieć wszystko w dupie, a ty od dziecka toczysz ciągłą walkę. I Wiem, że nie powinienem na ciebie tak naciskać, ale zrozum też mnie. Kocham cie najmocniej na świecie i chcę cie mieć zawsze przy sobie. Jest mi źle kiedy się kłócimy, kiedy cie nie ma boli mnie serce. Julka zrozum, chcę żeby było jak dawniej- zgarnął kosmyk za moje ucho, na co się lekko uśmiechnęłam. – Liam cały czas szuka sposobu, żeby twoja moc wróciła.
-Jestem taka jak wy?- nie wierzyłam w to co słyszę.
-Nie. – podsumował.- jesteś potężniejsza, od zawsze miałaś wielką moc i wiedziałaś jak jej używać, tylko, że dopiero niedawno dowiedziałaś się, że ludzie, do których od dziecka mówiłaś „mamo i tato” nie są twoimi rodzicami, a sama jesteś Awatarem. – uniosłam brwi.
-Przecież moi rodzice mieszkają w San Diego.
-Twoi rodzice nie żyją, bo Katherine ich zabiła, a ci rodzice rodzice są w Cytadeli- cooo? On mi tu chyba ściemnia. Wymyśla jakieś bezsensowne nazwy.- to taki jakby wymiar, w którym żyją Awatarzy. –machnął na to ręką.- wiesz o czym marzę?- pokiwałam przecząco głową. Niby skąd mam wiedzieć, skoro to on potrafi czytać w myślach.- chcę żeby to wszystko wróciło, twoja pamięć, my, nasza rodzina.
-Jeśli poprawi ci to humor, to też bym chciała- nagle jego telefon rozdzwonił się jak oszalały. Niechętnie go wyjął i odebrał.
-Stary przeszkadzasz mi- warknął od niechcenia.-… że co kurwa?!- przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz na ten ton.-… niemożliwe! Przecież miała być czarownicą, a nie jakimś Gerani, czy chuj wie czym… nie, czekaj. Jak to, że atakują Sawet?!… jaja sobie ze mnie robisz?!… dobra, dobra zaraz będę… jak nie!? Pogrzało cie?!… w domu Julki?… dobra, w garderobie…  dobra najpierw załatwimy jej moc, a potem wam pomożemy. Nara i trzymaj się pajacu- rozłączył się, a ja lustrowałam go badawczo.- mała musimy iść do Florencji- przytaknęłam, a on się pocieszająco uśmiechnął. Schował mnie w swoich ramionach, a potem staliśmy w jakimś pokoju i zmierzaliśmy do garderoby. Chłopak zaczął pukać w deski. Nie wiem czego szuka. Po chwili wyrwał jeden z paneli i wyjął z wnętrza dziury jakąś szkatułkę. Otworzył ją, a potem wyjął jakiś rulon. Zaczął go czytać, a potem wypowiedział wiązankę przekleństw pod nosem. – musimy wrócić do Czeluści.
-Co w tym złego?- zmarszczyłam brwi.
-Musimy znowu umrzeć…     
________________________________________
O jo mam dla was niespodziankę, to czy fajna czy nie zależy jak na to spojrzeć, za niedługo będziemy kończyć z tym opowiadaniem (:( jeszcze kilka rozdziałów i epilog. 
Ale! Mam pomysł na nowe opowiadanie z Zaynem hmm? Co wy na to?? Dobra czekam na opinie buźka miśki ;** 

piątek, 7 lutego 2014

3.17. Ty i on never ever rozumiesz!?



*Charlie*
Stałyśmy z Matty i Justine przy stoliku z ponczem i rozkoszowałyśmy się idealnym smakiem trunku, kiedy poczułam dźgnięcie w bok. Zakrztusiłam się lekko, a potem z gniewem spojrzałam na wampirzycę.
-Czy to nie twoja przyjaciółeczka?- zaśmiała się wskazując postać brunetki, która stała jak przybłęda i rozglądała się po sali balowej. Wkurzona zaczęłam szukać wzrokiem Malika, który jak później zobaczyłam gadał ze swoją paczką- mówi, że ma dla nich niespodziankę i że zaraz poznają jego nową laskę.
-Oj to na pewno- mruknęłam- Jus- spojrzałam na przyjaciółkę, która tylko wywróciła teatralnie oczami.
-Podobno chciała być człowiekiem, jakiś gościu to spełnił, ale o wszystkim zapomniała. Zayn próbuje ją znowu uwieść- wzruszyła ramieniem, a potem dokładnie zaczęła oglądać swój turkusowy lakier na paznokciach.
-Założę się, że jej nie odzyska.
-Przyjmuję- Stanford uścisnęła moją dłoń. Użyłam mocy i zmieniłam swój wygląd, na taki sam jak ma ta jego wywłoka. Byłam dokładnie taka sama jak Julka. Zarzuciłam włosami do tyłu, a następnie podeszłam do niej.
-Hej- uśmiechnęłam się szeroko.
-E… cześć?
-Widziałaś może MOJEGO CHŁOPAKA? – zmarszczyła brwi- Zayna Malika?- uniosła brwi. – zdradził mnie i chce odzyskać. – machnęłam ręką.
-Ale on… - zaczęła szybko mrugać powiekami. Charlie Zayn idzie! Przesłała mi telepatycznie Moore. Dałam jej znać, żeby mnie zastąpiła, a sama wyszłam naprzeciw mulata, który się szeroko uśmiechnął. Cmoknął mnie w usta, a potem obiął w pasie.
*Julka*
Dlaczego kłamał!? Sam mówił, że mu na mnie zależy, ale widocznie kłamał. I dlaczego jego była wygląda dokładnie tak samo jak ja!? To jest chore! Czy on robił to wszystko tylko dlatego, bo mam taką samą twarz jak jego dziewczyna!? To podłe i płytkie! Mulat pocałował ją przelotnie w usta, a potem obiął w pasie i prowadził do grupki przyjaciół, z którymi moment wcześniej rozmawiał.
-Słuchaj oni są ze sobą dwa lata- przekręciłam głowę i zobaczyłam jakąś dziewczynę w turkusowej sukience oraz drugą w bandamce oraz ubranej w czarne, skórzane rurki oraz białą zwiewną koszulkę. Wyglądały naprawdę ładnie. – nie warto.
-Lepiej sobie odpuść- wyższa obięła mnie ramieniem .- Jus wyjaśnij koleżance o co chodzi.
-Ty i on never ever rozumiesz!?
-Chcę do domu- zaśmiały sie na tyle głośno, żeby zwrócić uwagę całego towarzystwa.
*Zayn*
Cieszę się, że w końcu się zaczęło między mną, a Julką układać. Trochę boję się jak zareaguje na to, że Aga wygląda tak samo jak ona, ale to szczegół. Prowadziłem ją w stronę przyjaciół, którzy się szczerze uśmiechnęli. Wszyscy ją uściskali, a potem wdaliśmy sie w dyskusję. Adams była jakaś dziwna, jakby spięta. Naszą uwagę jednak przykuł głośny rechot. Justine i Martina śmiały się z jakiejś… kurwa mać!
-Ja jebie- przywaliłem sobie w czoło.
-Coś się stało Zayn?
-TY – wskazałem na dziewczynę, którą pomyliłem z Julką- się kurwa lepiej nie odzywaj Charlie, bo mnie coraz bardziej wkurwiasz!
-Pojeb!- wrzasnął Hazz- jak można pomylić swoją dziewczynę z jakąś tanią podróbką?!
-Daj se spokój z tym kazaniem, to nie ja należę to Przemytnika!
-Przynajmniej umiem rozpoznać swoją dziewczynę- dzieliły nas milimetry, a napięcie wisiało w powietrzu. – wiesz co mam cie w dupie. My chcieliśmy zobaczyć tylko Julkę, a ty zobowiązałeś się, że pomożesz jej wrócić, ale zjebałeś na całej linii!- wrzasnął, a potem w błyskawicznym tempie znalazł się przy Julce.
*Harry*
Co za pojeb! No kurwa nie mogę! Jak można pomylić laskę, z którą był dwa lata! Zna ją od trzech lat! Nie ogarniam tego gościa. Jus i Matty dalej szydziły z Julki, dlatego postanowiłem to zakończyć. Stanąłem z nimi.
-Bawi was to?- odwróciły się, a Matty spuściła głowę.
-Harreh to nie tak, jak…
-Zamknij ryj i nie mów tak na mnie! Odpierdol się od niej i tobie radzę to samo Jus, bo to może być ostatnia noc w waszym życiu. A tej trzeciej idiotce powiedz- wskazałem palcem na wampirzycę- że jeszcze jeden przekręt, w który zamieszana będzie Julka, albo którekolwiek z nas to nie dożyje walentynek! Spieprzać!- szybko się ulotniły, a Adams patrzyła na mnie przerażona- chodź, odprowadzę cie do domu- zarzuciłem ramię na jej barki i wyprowadziłem z zamku, w którym odbywała się impreza. Brunetka cała się trzęsła, dlatego zdjąłem marynarkę i zarzuciłem na jej drobne ramiona.
-Dzięki- powiedziała prawie nie słyszalnie. Chwała za to, że mam ten idealny słuch. – chcę do domu Curly- spuściła głowę.
-Czekaj co!? Możesz powtórzyć!? – czy ona nazwała mnie tak jak myślę, że mnie nazwała!?
-Chcę to domu?
-Nie, to po tym.
-Curly?- przytaknąłem.
-Dlaczego tak mnie nazwałaś?
-Bo jesteś loczek. –zaśmiałem się pod nosem, a potem przyciągnąłem bliżej siebie. Przeniosłem nas do Florencji. – chciałam do domu.
-No, a gdzie ja cie przyniosłem?- zdziwiłem się.
-No właśnie nie wiem. Ja mieszkam w Chicago.
-Od kiedy!?- zdziwiłem się.
-Od jakiś trzech miesięcy- wzruszyłem ramionami i znowu przytuliłem przyjaciółkę do klatki piersiowej. Przeniosłem nas do wskazanego miejsca- dzięki loczku-  cmoknęła mnie w policzek, a potem otworzyła drzwi akademika i trzasnęła nimi. Słyszałem jak wbiega po schodach. Wróciłem do Sawet. 
______________________________
O boziu, ale krótki rozdział ;/ wiem, wiem lama ze mnie, ale WY TEŻ SIE POPISUJECIE, NIE MA CO -_-  108 WEJŚĆ, A 5 KOMENTARZY O.o
JAK ROZDZIAŁ?? POSTARACIE SIE O WIĘCEJ KOMENTARZY?? TAK DLA MNIE I WGL ŻEBYM WENĘ MIAŁA 
buźka miśki ;**