środa, 27 listopada 2013

3.12. nie słódź, bo pójdzie mi w biodra



*Zayn*
  Dziś mamy iść na jakieś przyjęcie do zamożnego gościa, u którego jest ten cały klucz. Siedzieliśmy ze Stylesem na sofie i czekaliśmy na Julkę, która już od godziny siedzi w pokoju Lady Marie. Usłyszeliśmy trzask, a wzrok automatycznie przeniósł się na schody, po których schodziła Julka. Ubrana była w białą suknię, z długim rozcięciem które obnażało jej prawą nogę. Odkryte miała też biodra. Włosy zaplecione w gruby warkocz opadały na lewe ramę. Na nadgarstkach złote bransoletki, tak jak niektóre części jej sukienki. Na stopach miała złote sandały wiązane do łydki. Wyglądała zjawiskowo jak grecka bogini. MOJA bogini. W błyskawicznym tempie znalazłem się przy schodach i podałem jej dłoń, którą pewnie uchwyciła.
-Pięknie wyglądasz
-To zasługa Lady Marie- wskazała na kreację.
-Bez tego też jesteś piękna
-Eh nie słódź, bo pójdzie mi w biodra- westchnęła, a później lekko się uśmiechnęła.- Curly chodź- loczek wstał i otworzył drzwi. Wyszliśmy i wsiedliśmy do lektyki, którą nieść miało czterech ciemnoskórych facetów. Całą drogę Julka gapiła się przez okno i co chwila się krzywiła.
-Co ci?- spojrzałem kątem oka na Harrego.
-Oni tu mają źle- jęknęła- nie chcę żeby cierpieli
-Pomożemy im- westchnąłem. Powóz zatrzymał się, dlatego wysiedliśmy. Wszędzie było już pełno ludzi. Jula złapała nas pod ramiona i weszliśmy do środka. Kiedy przekraczaliśmy próg wszystkie spojrzenia padły na nas. Po chwili jednak wszyscy wrócili do zabawy. Podszedł do nas jakiś sługa z tacą i poczęstował kieliszkami z ciemną cieczą. Zabraliśmy po kieliszku i skosztowaliśmy. Do uszu dobiegła muzyka, a do nas podszedł jakiś starszy facet. Zgiął się w pasie.
-Mógłbym prosić o taniec panienko?- NIE! Julka spojrzała na mnie zdziwiona.
-Jasne- uśmiechnęła się lekko i puściła mnie i Stylesa, by złapać za dłoń starego pryka. Poszli na środek Sali. Brunetka wykonała obrót, a dziad przyciągnął ją do siebie. Gotowało się we mnie.  Złapał ją w pasie, dotykając skóry. Ona położyła rękę na jego barku, a drugą na jego. Zaczęli tańczyć.
-Idź do niej
-Co?- odwróciłem się w stronę Harrego.
-Idź do niej – wyszczerzyłem oczy- wiem, że jesteś na mnie wkurwiony, ale dobrze wiesz, że nie zawsze daję dobre rady. Nie potrzebnie mnie słuchałeś, nie mówię tego za często, ale przepraszam- dobra to jest dziwne. On przeprasza. Ta cała Gin musi dla niego wiele znaczyć. Zmienił się dla niej. Westchnąłem głęboko i ruszyłem w kierunku Julii. Złapałem za bark dziadka i odciągnąłem od niej.
-Odbijany- warknąłem, a on odszedł. – zatańczy pani ze mną Lady Julio?- ukłoniłem się, a na ustach dziewczyny pojawił się lekki uśmiech.
-To będzie dla mnie zaszczyt – również pokłoniła się, a potem złapała za moją dłoń. Przyciągnąłem ją do siebie bardzo blisko. Lewą dłoń usadowiłem na jej obnażonym biodrze, a ona swoją prawą na moim ramieniu. Patrzeliśmy sobie w oczy, a chwilę później już wirowaliśmy. – Zayn klucz- jęknęła.
-Później
-Teraz- wysyczała przez zaciśnięte zęby. Zatrzymała się, a później złapała mnie za dłoń i prowadziła w kierunku Harrego. – rozdzielmy się to szybciej znajdziemy klucz
-Dobra, to wy idźcie razem ja pójdę sam- zaproponował Harry, a ja byłem mu wdzięczny. Jula przytaknęła, a później znowu szliśmy za rękę w kierunku pokoi. Weszliśmy do jakiegoś gabinetu wszędzie było ciemno, dlatego zaświeciliśmy światło. Przeszukiwaliśmy wszystkie szuflady, szafki, ale nic nie znaleźliśmy. Idzie ktoś! Julka stała jak sparaliżowana. Nie potrafiła się ruszyć. Co się ostatnio z tą dziewczyną dzieje!? W szybkim tempie zgasiłem światło, potem usadowiłem ją na biurku i pochyliłem się nad nią. W chwili gdy drzwi się otworzyły i ktoś przez nie wszedł odwróciłem się. Światło zapaliło się, a mężczyzna był zmieszany. Uśmiechnąłem się chytrze.
-Nie powinniście tutaj być- warknął. Znowu na nas spojrzał i zrozumiał w czym nam przeszkodził, a raczej mógłby przeszkodzić, gdybyśmy to tutaj robili.
-Sory, ale…- z kpiącym uśmieszkiem wzruszyłem ramionami. – no wiesz, nie ma gdzie- ale z ciebie złamas! Spojrzałem na nią z uniesionymi brwiami, po czym pocałowałem. Nie mogłem się powstrzymać, ona jest mega pociągająca w tej kiecce.
-Rozumiem, ale te pokoje są zakazane
-W zakazanym jest najlepiej
-Wyjdźcie stąd
-Jak skończymy- powiedziałem przez zaciśnięte zęby. Stanął naprzeciwko mnie, a ja czułem i słyszałem puls jego krwi. To człowiek, a ja mogę go zahipnotyzować! – nic nie widziałeś, wyjdź i zapomnij- warknąłem patrząc mu prosto w oczy, jego źrenice tak jak moje zaczęły się rozszerzać.
-Nic nie widziałem, wyjdę i zapomnę- powtórzył, a później zrobił to co kazałem. Wróciłem do Julki, która nadal siedziała na mahoniowym burku. Złapałem za jej uda, które rozszerzyłem, by mieć lepszy dostęp do jej ust. Już miałem ją pocałować, kiedy zasłoniła moje wargi.
-Jesteś obrzydliwy, liżesz się najpierw z tą szmatą, a teraz chcesz się całować ze mną. Przez ciebie coś od niej złapie- zeskoczyła zwinnie z mebla i podeszła do regału z książką. – widziałeś?! Po co mu książki o gwiazdach?! Przecież tu nie ma gwiazd- podszedłem bliżej niej, ale wyjęła już książkę, za sprawą której cały regał obrócił się razem z nami. Staliśmy w innym pomieszczeniu.
-I co teraz pani mądra?- zapytałem sarkastycznie. Dziewczyna mordowała mnie wzrokiem.
-Nikt cie nie prosił, żebyś tu przychodził, a w szczególności ja! – wrzasnęła.
-Serio?! Po to jakiego nie pozwoliłaś mi oddać krwi Przemytnikowi?!
-Chcesz skończyć jak Harry!?- otworzyłem szerzej oczy. – nie gap się tak! On ma teraz przejebane, nawet jak znajdzie Gin nie będą mogli być razem, bo się sprzedał- dodała ciszej. Odwróciła się na pięcie, a następnie podeszła do jakiejś szkatułki. – dobra chodź
-Niby jak chcesz stąd wyjść?- wywróciła oczami i złapała mnie za nadgarstek. Chwilę później staliśmy już w gabinecie, a raczej to ja stałem, bo Julka zemdlała. Wziąłem ją na ręce i położyłem na sofie. Harry! Harry! Próbowałem nawoływać przyjaciela telepatycznie. Co? Szukam tego pieprzonego klucza. Przyjdź szybko do gabinetu! Moment później przez drzwi wszedł Styles.
-Co jej się stało?!- w mgnieniu oka znalazł się przy leżącej Adams. Wyglądało jakby to już raz widział- Julka wstawaj to nie jest śmieszne, raz mnie już nabrałaś. Starczy ci
-Co to ma znaczyć?- zapytałem z wyrzutem. Lokaty głęboko westchnął, a później wstał i spojrzał na mnie.
-Jak ty i ta córka doktorka w domu, my szliśmy do domu tego co go Julka zabiła. Kiedy wracaliśmy to teleportowała nas, później omdlała, ale szybko odzyskała siły. Macie klucz?- podałem mu skrzyneczkę. – to nie jest klucz- oburzył się.
-Jest- mruknęła – weź jeszcze tą książkę- wskazała drętwo na regał. Harreh zrobił to o co prosiła.
-Wynośmy się stąd- zarządził, a Julka próbowała wstać, no ale znowu osunęła się na nogach. Zabrałem ją na ręce i wyszliśmy tylnim wyjściem.
-Co ci jest?- Nic, wszystko jest dobrze. Uśmiechnęła się blado, na co wywróciłem oczami- nie wierzę- uwierz, nie mów Harremu, tego co ci powiedziałam. Znajdę sposób, żeby mu pomóc- nie wątpię- musnęła lekko mój policzek. Wsiedliśmy do lektyki, która zaniosła nas do domu Lady Marie. Kobieta dalej była osłabiona. W salonie, na sofie siedział Mai, kiedy tylko zobaczył Julię kazał mi ją położyć w jej pokoju. Kiedy wykonałem jego polecenie przysiadłem na brzegu łóżka, a do pokoju wszedł Mai z jakąś butelką i kieliszkiem. Wdrapał się na materac i wlał ciecz do kryształu. Następnie uniósł głowę Adams i poił tym… czymś.- co ty odpieprzasz?- zapytałem w miarę spokojnie.
-Ona się musi napić
-Jakiegoś gówna?
-Wina czarna magia- dodał ciszej, jakby to była tajemnica. – pomożesz mi?- wywróciłem oczami i głęboko westchnąłem. Przejąłem kielich i teraz to ja dawałem Julce picie. – na pewno ci wybaczy- dodał kiedy już wychodził.
-Ta miejmy nadzieję- westchnąłem. Spojrzałem na śpiącą brunetkę i się lekko uśmiechnąłem. Cały czas mam w głowie nasze pierwsze spotkanie, jak mnie nazywała Palantem dalej to robi, ale nie przeszkadza mi to. Pamiętam też jak moja mama nas przyłapała na seksie, mina Julki była bezcenna; jak umarła. Czułem się źle, jakby odebrano mi cząstkę mnie. Na całe szczęście wróciła i uratowała świat. Mimo, że czasem zachowuje się jak podła suka, to jest wrażliwa, dobra, pomocna i czasem nieśmiała. Jest wartościową dziewczyną, która ma w sobie to coś. Nie chodzi mi tutaj o moc, ale o charakter i to jak postrzega świat. Robi wszystko na swoją rękę i chce szczęścia przyjaciół. Weźmy na przykład Harrego, Julek nie spocznie dopóki nie znajdzie sposobu jak wyrwać go z kościstych łap Przemytnika. Opadłem zmęczony obok niej, a chwilę później już się do mnie tuliła.   

środa, 20 listopada 2013

nowy blog


Chance Harbor to miasteczko położone w północnej części stanu Waszyngton. Od dziecka mieszkają tutaj trzy dziewczyny, które przyjaźnią się od przedszkola. Diana, Faye i Emma są zgraną paczką. Wiodą spokojne i beztroskie życie, aż do czasu kiedy do Chance Harbor nie wprowadza się piątka przystojnych osiemnastolatków. Każdy z nich jest niebezpieczny, zniewalająco przystojny oraz skrywa tajemnice. W miasteczku zaczynają zdarzać się dziwne rzeczy… Zaginięcia, zabójstwa oraz groźby…
Życie trzech przyjaciółek zaczyna wywracać się do góry nogami, a najbrudniejsze sekrety mieszkańców zaczynają wychodzić na jaw…
Wkrótce ujawniona zostaje tajemnica, która na zawsze zmienia sposób postrzegania rzeczywistości przez dziewczyny…
Czy po raz kolejny zaufają? Czy dobrze wybiorą? Co z tym wszystkim wspólnego mają nowi przybysze? 

 ___________________________________
OK to taka jakby fabuła (?). Zapraszam na nowego bloga, na którym jest już prolog no i zwiastun 
buźka miśki ;**

poniedziałek, 11 listopada 2013

3.11. będziemy mieli dziecko/ nowy blog

*Liam*
Tak jak przepowiedziała Zoey wygraliśmy, ale fartem, bo Destiny chciała zajebać temu Adamowi. Po zakończeniu meczu Dess przeszła do rękoczynów, a Louis musiał ją odciągnąć siłą, bo Adam mógłby chodzić bez zębów. Dziwnie by wyglądał skoro to wampir. Szczerbaty wamp to byłoby też śmieszne. Poszliśmy wszyscy do pokoju dziewczyn, ale wcześniej wzięliśmy odświeżające prysznice. Usiedliśmy na łóżkach. Niall miział się z Mel, a my mieliśmy się dowiedzieć co widziała Stella, ale bliźniaczki powiedziały, że nie mogą powiedzieć, bo to Aga powinna wyznać nam prawdę. Ostatnio jest jakaś dziwna, nieobecna. Kiedy chcę ją przytulić odsuwa się, jedyne na co mi pozwala to patrzenie. Jest płochliwa.
-Powiesz coś w końcu- westchnął Lou, a moja dziewczyna potrząsnęła przecząco głową.
-Aga przecież jesteśmy jak rodzina. Wspieramy się nie?- Dess też powoli traciła cierpliwość.
-Jak mam to powiedzieć? Przecież… - spuściła głowę- muszę się przejść- wstała, a ja za nią- Liam chce iść sama- warknęła, a ja opadłem na łóżko głęboko wzdychając. Dlaczego przestała nam ufać? Co się takiego wydarzyło, że się od siebie oddaliliśmy. Jeszcze klika tygodni temu wszystko było jak w bajce, a teraz?! To przypomina piekło! Do pokoju wbiegła ta nowa dupa Zayna.
-Gdzie Zayn?- zatrzepotała długimi rzęsami.
-Wyjdź z tego pokoju- odezwała się Dess.
-Ciebie nie pytam pokrako- warknęła. Destiny była o dziwo bardzo spokojna. Wstała i zamknęła oczy, po chwili je otworzyła, a były z nich pioruny. Drzwi się otworzyły, a Charlie wyleciała z nich jak pocisk. Blondynka uśmiechnęła się w moim kierunku, a później znowu przyległa do Tomlinsona, który mocno ją przytulił i co chwila całował.
*Aga*
Siedziałam nad jeziorem i płakałam. Nie chcę ich okłamywać, ale jak mam powiedzieć im prawdę? Jak to zaakceptują? Co jeśli Liam mnie odrzuci? Ja nie przeżyję bez niego. Chciałabym, żeby Julka tu teraz ze mną była. Ona wiedziałaby co zrobić. Doradziłaby mi. Jestem wdzięczna Stelli i Zoey, że nic nie powiedziały Destiny, Louisowi, Liamowi i Niallowi oraz Mel. Przecież wampy nie mogą mieć dzieci, ale chwilunia jesteśmy z mieszanki. To jest cholernie skomplikowane. Nikt praktycznie o nas nic nie wie. Wiedzą tylko tyle, że jesteśmy potężni i boją się reagować na jakikolwiek z naszych wybryków. Niby są powiązani jakimś paktem, żeby utrzymać świat w równowadze, ale nam nic nie potrafią zrobić. Jak oni zareagują na wieść o tym, że noszę w sobie dziecko? Na samą myśl o tym, że przestaniemy być rodziną robi mi się smutno.
-Aga gdzie jest Julek?- odwróciłam się i zobaczyłam umięśnioną sylwetkę Josh’ a. – czemu płaczesz?- zmarszczył brwi, a później przysiadł obok mnie. Otarłam wierzchem dłoni łzy spływające po policzkach.
-Ja… ja nie wiem, gdzie jest Julka- powiedziałam przez płacz.
-Dobra nie ważne później jej poszukam. Teraz mów co się stało?- patrzyłam na niego zagryzając wargę. W głowie natomiast kłębiło się pytanie ‘Czy ja mogę mu ufać?’. – słuchaj ja wiem, że masz wątpliwości, ale powinnaś się wygadać. Obiecuję, że nikomu nie powiem. Zresztą co ja będę ci tłumaczył, daj ręce- wystawił swoje dłonie w moim kierunku. Spojrzałam na niego spod zmarszczonych brwi. Nakazał położyć moje dłonie na swoich. Niepewnie to uczyniłam, później poczułam niesamowitą energię, która przeniosła mnie do jakiegoś dworku. Julka siedziała na sofie i przytulała się z Harrym. Wnętrze było urządzone bardzo przytulnie, gdzie jest to piękne miejsce?
-Julka?- zapytałam by upewnić się czy to naprawdę moja siostra. Brunetka wstała i podeszła do mnie przytulając.
-Josh co wy tu robicie?- uśmiechnęła się lekko, a później przyległa do Cartera.
-Co on tu robi?- warknął Zayn wychodząc zza drzwi. Mordował wzrokiem demona, który nie pozostawał mu dłużny. Gdyby tylko mogli pozabijali by się. Wnioskuje, że się jeszcze nie pogodzili. Harry, który przed sekundą tulił Julie teraz słodko spał.
-Powiedz Julce skoro mi nie chcesz- wzruszył ramionami. Już miałam powiedzieć mojej siostrze o co chodzi, ale znów pojawiliśmy się nad jeziorem. – kurwa- mruknął pod nosem- sorka Aga, ale nie mamy tam takiego łatwego wstępu. Pewnie jest w piekle, albo czeluściach. Po tym dworku obstawiam czeluści- wstał i podał i rękę, którą pochwyciłam i z jego pomocą wstałam.
-Dzięki- posłałam mu krzywawy uśmiech. Mimo, że jest byłym Julki nigdy z nim nie gadałam. Co jest dziwne, bo przesiadywali u nas dość często.
-Wiesz może nie jestem dobrym doradcą, ale powinnaś im powiedzieć o tym dziecku- wyszczerzyłam na niego oczy. Przecież mu nie mówiłam!- masz teraz większą moc, prawie tak dużą jak Julek. – zniknął. Może on ma racje? Może powinnam im powiedzieć? Jeśli tego nie zaakceptują to ich problem, a ja? Będę żyła dalej, bo co innego mogę zrobić? Wróciłam do pokoju, a Liam od razu poderwał się i stanął naprzeciwko mnie. Chciał mnie przytulić, ale w ostatniej chwili zrezygnował. Szczerze powiedziawszy to mu się nie dziwie cały czas trzymam go na dystans.
-Wszystko gra?- podrapał się w kark, a ja pokręciłam przecząco głową i mocno się do niego przytuliłam. – Ey mała – gładził moje plecy, kiedy znów popłynęło kilka łez.
-Powiedz w końcu o co biega, bo już nie wyrabiam- westchnął Tomlinson.
-No, bo ja… MY będziemy mieli dziecko- mruknęłam, a Liam wyszczerzył gały. – wiedziałam, że tak będzie- chciałam wyrwać się z ramion ciemnego blondyna, ale nie pozwalał mi. Później wziął mnie w ramiona i obrócił wokół własnej osi. – ale…
-Jak mielibyśmy się nie cieszyć?- zapytała Dess. – czasami jesteś strasznie głupia- westchnęła. Liaś wziął mnie na ręce i położył mnie na łóżku, a sam zajął miejsce obok. Gładził dłonią mój brzuch i co chwila muskał moje usta.
*Julka*
To niesamowite, że Josh przyszedł tu z Agą. Dziwne jest to, że tak po prostu zniknęli, ale Lady Rene wytłumaczyła mi, że nie mają prawa tu przebywać, jeśli nie wie o tym Przemytnik, który stoi tu na straży granic. Marie leżała w łóżku i coś zapisywała w brązowym zeszycie. Nie wiem co robiła, ponieważ nie chciała mi pokazać. Siedziałam na tarasie z kubkiem gorącej czekolady i wpatrywałam się w słońce. To dziwne, że ci ludzie nigdy już nie zobaczą księżyca, gwiazd. Utknęli tu na zawsze. Mieszkają lub są więzieni w wymiarze, w którym panuje bieda, wandalizm i bezprawie. Mai cały czas powtarza, że on chce tylko odzyskać rodziców. Po głębszym zastanowieniu się, ja nie chcę tylko pomóc Mai’ owi. Chcę pomóc tym ludziom.
-Julka pogadajmy
-Nie mamy o czym gadać Zayn- chłopak przysiadł obok mnie. Złapał swoim palcami moje. Pod wpływem chwili oparłam głowę o jego umięśnione ramie.
-Wróć do mnie
-Masz Charlie i tą całą Felicie- mruknęłam- ja nie…
-Nie będziesz kolejną- dokończył naśladując mój głos- tylko, że ty jesteś tą jedyną
-Przestań. Ja nie chcę wracać do przeszłości
-Julka wróć do mnie- przeniósł mnie i usadowił sobie na udach. Palcami muskał moje nerki, a po chwili pocałował mnie. Co z początku odwzajemniłam, ale później się ogarnęłam. Całował blond wywłokę, która nie wiadomo czy czegoś nie przenosi. Wstałam i skoczyłam w dół. – Jula- mruknął niezadowolony pod nosem. 
_______________________________
Sorki, że musieliście tyle czekać, ale sami wiecie :SZKOŁA! To mnie dołuje, serio co chwila mam jakiś sprawdzian czy kartkówkę, no albo projekt! To jest chore! Oni nas chcą psychicznie wykończyć! No ale znalazłam chwilkę, właśnie chciałam was też zaprosić na nowego bloga, który też będzie o magii. 


poniedziałek, 28 października 2013

3.10. Ey, a może mają trójkącik



*Louis*
Mówiłem już jak bardzo kocham to, że nigdy nie będę stary? Że nigdy nie dorosnę? Nie? To teraz to mówię kocham to i uwielbiam. Myślałem, że już wszystko będzie dobrze, ale tak nie jest. Nie jesteśmy już rodziną, teraz non stop się kłócimy. Dess z Liamem, a ja z Agą. Niall z nami wszystkimi. Harry gdzieś wybył jak Julka i Zayn. Wszystko przez tą wywłokę z pierwszego roku! Po jakiego się z nią lizał?! Jakby nie mógł opanować swojego popędu.
Najgorsze jest to, że dziś gramy pierwszy mecz. Trener wybrał nas i kilku młodszych do drużyny. Gramy w football. W drużynie są Liam, Niall, Harry, Zayn, ja, Jake, Josh, George, Chris, tą laskę Matty i jedną z wyroczni Zoey. Udałem się na trening. W szatni siedzieli już wszyscy i byli przebrani. Matty pożerała mnie wzrokiem, a Zoe chyba miała wizję, ponieważ jej oczy zrobiły się czarne. Zdjąłem białą koszulkę w granatowe paski oraz czarne rurki. Przebrałem się w strój sportowy. Usiadłem na ławce i zacząłem sznurować buty kiedy do szatni wpadła Dess i Aga obie były dość zdenerwowane.
-Co jest?- zapytałem całując moją dziewczynę.
-Trener to pajac- stwierdziła Agata, na co Liam zmarszczył brwi.
-Czemu?- dodał z nutką śmiechu Nialler.
-Ogarnij, że nie ma Malika i loczka blondasie! A on kazał nam ich zastąpić!- ja, Horan i Payne wybuchnęliśmy śmiechem, a reszta patrzyła na nas jak na idiotów. – coś ty się sera na wpierdalał!?- warknęła Destiny. Przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem. Następnie otworzyłem szafkę Harolda i Zayna, a potem podałem dziewczynom stroje.
-Jezu czemu oni gdzieś wybyli?- jęknęła Aga.
-Ey, a może mają trójkącik- Horan zaczął ruszać znacząco brwiami.
-Ogarnij się blondasie- warknął Carter, który mordował naszego przyjaciela wzrokiem. – Aga gdzie Julek?- bliźniaczka Julki wzruszyła ramionami. – nie rób ze mnie idioty, gdzie jest twoja siostra!?- wrzasnął, a na ramionach Adams pojawiła się gęsia skórka.
-Zamknij pysk cwelu- w obronie brunetki stanęła Dess. Chłopak zamknął oczy, chwilę później moja dziewczyna leżała na ziemi. Ruszyłem na niego, ale blondynka złapała mnie za ramię i odciągnęła. Pchnęła na ścianę i łapczywie wpiła się w moje wargi. Wściekłość troche ze mnie uleciała. Zaraz się ode mnie oderwała i rozebrała do bielizny. Idealne ciało przyodziała w strój podobny do mojego, ale z numerkiem 13. Agata dalej stała jak słup soli.
-J- ja nie… nie będę grać- pokiwała głową na boki zagryzając dolną wargę.
-Zamień się miejscami z Julią- wzruszyła ramionami Matty.
-JULKI. TUTAJ. NIE. MA!- wrzasnąłem.
-A zaklęcie zamiany?- każde z nas zmarszczyło brwi. – niby elita tak?- prychnęła- chodź tu pedantko- złapała Agę za nadgarstek i pociągnęła w stronę ławeczki. Usadowiła ją i złapała za dwie ręce. Posłała mi chytry uśmieszek, a ja spojrzałem na Zoey, która pokręciła przecząco głową.
-Niezła próba, ale nas nie nabierzesz- Aga szybko poderwała się i stanęła między mną, a Liamem. Zoe nagle zemdlała, ale Nialler zdążył ją złapać i nie zaryła głową o podłogę. – co jest?
-Wygramy, a Stella widziała… -zawahała się- powiem wam później – posłała mi blady uśmiech, a następnie wyszła. Staliśmy jakieś 5 minut w ciszy, a później wyszliśmy na boisko. Zaczęliśmy rozgrzewkę, a po 30 minutach rozpoczęły się międzyszkolne rozgrywki. Charlie tak jej psiapsiółka i kilka innych lasek robiły za cheerleaderki. Ja byłem kapitanem, a moim rywalem był nie kto inny jak Adam. To mój ex przyjaciel. Nie żeby coś, ale to on zniszczył te przyjaźń, a właściwie to jego panna. No bo sory, ale która dziewczyna mówi chłopakowi, że jego przyjaciel ją podrywał, kiedy było na odwrót.
-Wiedziałem, że to kiedyś się wydarzy Tommo
-Tylko, że znowu przegrasz- wzruszyłem ramionami i szeroko się uśmiechnąłem. Zabije cie! Zabijaliśmy się wzrokiem, kiedy Dess złapała mnie za prawą dłoń i zmusiła, żebym na nią popatrzył.
-Wyluzuj, to tylko zabawa
-Kocham cie wiesz?- blondynka uśmiechnęła się triumfalnie, a potem cmoknęła mnie w usta.
-Macie w drużynie laski?!- zaśmiał się kpiąco Adam- zresztą one na pewno są lepsze od was. Ey blondi co powiesz na spełnienie marzeń po meczu?- Zaraz ci jebnę! Ta Dess też mu zaraz jebnie, jak nie skończy. Destiny uśmiechnęła się, a później –w błyskawicznym tempie- położyła dłoń na jego twarzy i cisnęła nią w ziemię. Mimo, że jest dziewczyną jest bardzo silna. Jest silniejsza od wielu wampirów. Usłyszeliśmy gwizdek, a mecz się rozpoczął. Zakaz używania mocy to jedna z najważniejszych zasad.   
*Julka*
Boże jak on mnie wkurwia! Gdyby wiedział jak bardzo mnie irytuje, dawno sam by sobie przypierdolił. Grrr… Siedzieliśmy właśnie w bryczce, którą ciągnęły – według Mai’ a rumaki, a według mnie- czarne szkapy. Nie zbyt lubię konie. Śmierdzą i załatwiają sie na drogach. Ghh ohyda. Nagle jakiś wamp ubrany w granatowy frak, eleganckie włoskie buty, a długie czarne włosy były spięte w kucyka z tyłu głowy zaczął lać biczem jakąś starszawą kobietę. Jakiś mężczyzna ubrany w stare łachmany przyglądał się temu z łzami w oczach. Wyskoczyłam z powozu i zasłoniłam kobietę przed uderzeniem, które nie nastąpiło, bo je zatrzymał Zayn.
-Po chuj ty się wtrącasz?- warknęłam na niego.
-Zamknij się Julka
-Ty pierwszorzędna dziwko! Wiesz co zrobiłaś!?- głos sadysty był gruby i doniosły. Gdybym się bała to przeszedł by mnie dreszcz.
-Nie nazywaj jej tak- Malik mówił bardzo wolno jakby tłumaczył tej swojej Barbie. Pomogłam kobiecie wstać i usadowiłam obok Harrego w wozie, a później powiedziałam, żeby ten facet też wsiadł. Zayn dalej kłócił się z wampem. – zamknij ryj!- nie widziałam go tak wkurwionego od czasu, kiedy dowiedział się o mojej śmierci.
-Uspokój się chłoptasiu- wyśmiał go.
-Ey! Nikt nie będzie go obrażał poza mną- poczułam nagłą wściekłość, a potem skupiłam całą moc na jego głowie, która po chwili eksplodowała. Dosłownie. – chodź- pochwyciłam jego nadgarstek i wpakowałam do naszego środka komunikacji.
-Dziękuję pani- kiwnęła głową na znak wdzięczności. – jak cie zwą aniele?- czekaj co!? Aniele? Bez jaj!- jestem Marie, a to mój narzeczony Rob.
-Julka, Mai, Harry i Palant- przedstawiłam nas wszystkich.
-Zayn, Mai, Harry i zołza, która okłamuje sama siebie- przedrzeźniał mnie.
-Przestańcie się kłócić- szepnął Mai. – Lady Marie wybacz im zachowanie
-Nie przeszkadza mi zachowanie wybawców- kobieta gwałtownie złapała się za brzuch, a później jęknęła. Łoooooo kobieto tylko nie mów mi, że jesteś w ciąży i masz zamiar teraz nam tutaj rodzić!
-Jestem ci wdzięczy Lady Julio, w ramach podzięki przyjmij to- podał mi łańcuszek z kryształową kulką.
-Ja nie… nie mogę tego przyjąć
-Musisz nic więcej nie mamy, bo wszystko nam zabrali. – Marie spuściła głowę i otarła samotną łezkę spływającą po policzku.
-Odzyskamy to
-Nie dacie rady potrzebne są klucz, róża oraz potężna moc- dodał Senior Rob.
-Moc mamy, a klucz i różę znajdziemy- uśmiechnął się blado Harry. – co się dzieje z ludźmi, którzy tu trafiają?- powóz zatrzymał się przed jakimś budynkiem, a my wysiedliśmy. Okazało się, że to jedyne miejsce, gdzie możemy przenocować. U jakiegoś doktorka. Drzwi otworzyła młoda kobieta, która była niewysoką rudowłosą dziewczyną o zielonych oczach. W okolicach nosa i kości policzkowych występowały piegi. Oczy miała pomalowane czarną kredką. Ubrana w czarne rurki, szarą bokserkę oraz brązowy kardigan.
-W czym mogę pomóc?- uśmiechnęła się w kierunku Malika.
-Chcemy pokój i opieki dla Lady Marie- odpowiedział jej mój ex. Ruda wpuściła nas do środka. Przywitał nas jakiś doktorek, który był niższy od rudowłosej. Na jego nosie spoczywały okulary, a siwe włosy były postrzępione. Wyglądał jak po ostrym pieprzeniu.
-Witam. Ojej co się stało?- zatroskany pomógł Rob’ owi przenieść Marie na leżankę w gabinecie, gdzie zaczął pielęgnować jej rany. Usiedliśmy w salonie, a nowa luba Malika przyniosła nam herbaty oraz ciasteczka.
-Co się dzieje z ludźmi, którzy tu trafiają?- powtórzył swoje pytanie Curly.
- Trafiają do teatru, gdzie uczą się tańca, a później tańczą dla bogato postawionych istot
-Kurwa!- wrzasnął loczek i przyłożył pięścią w stół. – jak się tam dostać?
-Potrzebny jest klucz
-No okay, gdzie go znaleźć?!- wrzasnęłam poirytowana. Niech gada nie mam czasu na takie pierdoły! A ten idiota jeszcze się do mnie chytrze uśmiecha. Co ten palant wymyślił? Lekko musnął palcami jej palce, a ona uśmiechnęła się leciutko i dostała rumieńców. O boże, ale żenada. Myśli, że będę zazdrosna o nią?! Chyba coś mu się pomyliło. Heh zabawny jest. – gdzie jest klucz!- wrzasnęłam. Nie lubię być ignorowana.
-On jest…- Malik znów zaczął ją uwodzić. Kątem oka spojrzałam na Harrego, który wkurwiony do granic możliwości wstał i wyszedł trzaskając drzwiami.
-Zajebisty z ciebie przyjaciel- w moim głosie był czysty sarkazm. Już miałam wyjść za loczkiem, ale ten doktorek mnie zgarnął do swojego gabinetu. – o co chodzi?
-Pomogę wam- Marie podniosła się i nakazała dłonią, żebym usiadła obok niej. – jeśli chcecie się dostać do teatru musicie iść na przyjęcie do najwyżej postawionych na przyjęcie. – dotknęła mojej koszuli i pokręciła przecząco głową- potrzebujecie stroi. Uszyję coś dla was, ale potrzebuję materiałów oraz moich sprzętów z domu mojego pana.- zmarszczyłam brwi- tego, którego zabiłaś- uśmiechnęłam się.
-To okay to gdzie on mieszkał?- Lady Marie dokładnie mi wytłumaczyła co, gdzie i jak. Wyszłam z domu i rozejrzałam się. Nigdzie nie było loczka. – Curly!- pojawił się przede mną z kamienną twarzą.
-Muszę ją odnaleźć Julka
-Pomogę i wiem jak ją wydostać z teatru- chłopak nie czekając dłużej mocno mnie przytulił. Po chwili jednak szliśmy do domu tego, którego zabiłam. Droga zajęła nam 20minut, a później staliśmy przed ładnym dworkiem. klik. Nikomu o tym nie mówiłam, ale zawsze chciałam w takim mieszkać. Siadałabym z mężem na tarasie, a po domu biegały nasze dzieci. Oczywiście każdy doskonale wie, że wampy nie mogą mieć dzieci. Także moje marzenia się nigdy nie spełnią. Jedyną rzeczą, która mnie pociesza jest to, że mam oddanych przyjaciół, którzy mnie kochają. Spojrzałam kątem oka na Harrego, który właśnie robił to samo. – to co idziemy?- kiwnął głową na tak. Ruszyliśmy do wielkich drzwi, które same się przed nami otworzyły. Zmarszczyłam brwi. WTF?! Jak to się stało?! Ja mocy nie używałam. Weszliśmy do środka, a przed nami bije allachy kilkaset człowieków. – co jest?- zapytałam przyjaciela.
-Zabiłaś naszego pana, teraz należymy do ciebie- powiedziała jakaś kobieta. Ubrana była w fartuszek, a w ręku trzymała tacę z herbatą.
-Ten dom jest mój?- uniosłam ze zdziwienia brwi. To zajebiście! – jak cie zwą?
-Rene- pokłoniła się.
-Nie musisz tego robić- stwierdził Harreh. Daj ten dom Lady Marie. Uśmiechnęłam się do niego. To zajebiście genialny pomysł.-  ile potrzeba na odnowienie go?
-To…
-Głąbie kilka minut- wcięłam się jej w zdanie, ale to była wyższa konieczność. – wyjdźcie wszyscy na zewnątrz- według mojej prośby wszyscy wyszli na powietrze. – pomożesz mi Curly?- dziś pierwszy raz od tej wiadomości, że Gin zniknęła uśmiechnął się. Użył swoich żywiołów, a ja swoich, ale w innej kolejności. Po kilku minutach na miejscu starego budynku powstał nowy zupełnie inny dworek. klik. - gotowe- wyszczerzyłam sie, tak samo jak loczek.
-Posiadacie wielką moc- powiedział pełen podziwu czarnoskóry niewolnik- teraz możecie być w niebezpieczeństwie, gdy Arcykapłan Arteon i ‘N się o tym dowiedzą.
-Nie mogą się o tym dowiedzieć- Harry powoli tracił cierpliwość.
-My nic nie powiemy- zapewniła nas Lady Rene.
-Dobrze. Kojarzycie Lady Marie?- przytaknęli- za godzinę ją tu przyprowadzimy. Przygotujcie jej łóżko i coś do jedzenia.
-Tak pani- razem z Harrym wróciliśmy do domu. Poszliśmy na łatwiznę i teleportowaliśmy się tam, ale będąc już na miejscu upadliśmy. Lepiej nie będziemy na razie korzystać z tej mocy. Weszliśmy do domu doktorka. Zayn siedział w salonie i znudzony tylko przytakiwał rudowłosej dziewczynie. Z Harrym od razu poszliśmy do gabinetu. Marie odpoczywała, a Rob siedział przy niej i lekko się uśmiechał.
-Jeśli chcecie odpocząć możecie skorzystać z mojej sypialni
-To nie potrzebne. Proszę spakować wszystkie swoje rzeczy- mężczyzna był zdziwiony.- przeniesiemy się wszyscy do dworku.
-Felicia- zawołał, a chwilkę później pojawił się Zayn z nową panienką. Czujecie to!? Tu nie chodzi o moją zazdrość, bo wcale nie jestem zazdrosna. Tylko, że on nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji, w której się aktualnie wszyscy znajdujemy!  - spakuj wszystkie swoje rzeczy.
-Zayn pomożesz mi?- zatrzepotała rzęsami. O proszę, bo zaraz się z haftuje! Rzygnę tęczą i pochlastam! Grrr. To dalej lowelasie!  Przekazałam mu telepatycznie. Zacisnął szczękę i wściekły ruszył na górę. Razem z córeczką doktorka, który pakował właśnie swoje mikstury. 
____________________________
Ok znalazłam chwilę więc dodaje. Cieszycie sie?

niedziela, 20 października 2013

3.9. jesteś debil, dla którego liczy się tylko ilość zaliczonych panienek



*Julka*
Nie będziemy gadać z Przemytnikiem, bo płaci się mu zawsze niewyobrażalnie wielką cenę. Wstałam i skoczyłam w dół. Szłam się przejść. Jeśli Zayn poprosi o coś Przemytnika będzie źle, ponieważ ten może mu coś zrobić. Przemytnik wysysa energię życiową. Sama to załatwię. On niech się nie miesza. Przeniosłam się na czarny rynek i odnalazłam dom Przemytnika. Zapukałam, a otworzył mi wysoki mężczyzna ubrany cały na czarno, z długimi włosami, w kapeluszu, płaszczu do ziemi. Jego dłonie były bardzo chude i widać było jego niebieskie żyły, dzięki przeźroczystej skórze.
-Czego wielka Julka Adams chce ode mnie?- uśmiechnął się chytrze.
-Potrzebuję dostać się do czeluści- wskazał dłonią, abym weszła do środka, dlatego tak też uczyniłam. Usiadłam na szarym fotelu, a on naprzeciwko mnie.
-Do czeluści mówisz. Ile osób?
-Trzy
-Kto? I po co?
-Nieważne, potrzebuję
-Powiedz, albo spadaj- zaczyna mnie irytować.
-Masz nas tam zabrać- warknęłam.
-Czyli ty, twój chłoptaś i?
-Czego chcesz w zamian?
-Krwi- zmarszczyłam brwi- twojej złotko
-Nie
-To wypad
-Nie
-Zdecyduj się dziewczyno!- wrzasnął, a cały dom się zatrząsł. Przemytnik jest potężną istotą.
-Masz nas tam zabrać , bo…- nagle drzwi się otworzyły, a stanął w nich Malik. – co ty tu kurwa robisz!?- wrzasnęłam.
-O to samo mógłbym zapytać. – zignorował mnie i usiadł obok wdając się w dyskusję z Przemytnikiem. –co chcesz w zamian?
-Krwi twojej dziewczyny- spojrzał na mnie.
-Zapomnij, ja nie jestem taki głupi.- uśmiechnął się chytrze.- co powiesz na moją krew?
-Stoi!
-Nie- wysyczałam. – zapomnij o jego krwi. Kropla wina czarna magia – wyszczerzył na mnie oczy tak jak Zayn.
-Ono nie istnieje- zaśmiał się.
-Serio?- w mojej dłoni pojawiła się butelka wspomnianego wcześniej trunku. – to jak będzie?- przytaknął podał mi małą fiolkę, do której odlałam jedną małą kropelkę wina.
-Bądźcie gotowi za jakąś godzinę- przytaknęłam i złapałam Zayna za rękę i wyszliśmy. Wrzeszczeliśmy po sobie nawet jak byliśmy u mnie w domu. Mai przyglądał nam się uważnie. Darliśmy koty o wszystko wywlekając spod dywanu dawno już zapomniane błahostki.
*Gin*
Ktoś zadzwonił do drzwi, dlatego wstałam z kanapy i poszłam otworzyć. Po uchyleniu brązowego prostokąta ujrzałam wysokiego bruneta ubranego w czerń. Obcisły podkoszulek idealnie eksponował mięśnie oraz tatuaże. Włosy postawione na żelu i brązowe, przeszywające mnie oczy.
-Tak?- zapytałam marszcząc brwi. Jest 23 oglądam sobie ‘Batmana’, a tu przychodzi mega przystojniak. Nie byłoby to dla mnie problemem, gdybym nie była z Harrym.
-Jesteś Gin, no nie?- z lekkim uśmiechem pokiwałam potwierdzająco głową. – to cie porywam- prychnęłam śmiechem, a on zachował powagę. Później jego twarz zaczęła się zmieniać. Chciałam zatrzasnąć drzwi, ale nie pozwolił i wyciągnął mnie z mieszkania siłą. Zatopił kły w mojej szyi…
*Harry*
Stałem właśnie w samych spodniach przed szafą i zastanawiałem się jaką koszulkę powinienem ubrać, kiedy drzwi do pokoju się otworzyły. W progu stała jakaś blondynka. Na głowie przewiązana bandanka, ubrana w krótkie czarne szorty i białą luźną koszulkę.
-Hej- uśmiechnęła się.
-E… cześć?- zacząłem nie pewnie. Szczerze to ja jej nie znam. Pewnie jest z pierwszego roku. – kim jesteś i co tu robisz?
-Jestem Matty, a przyszłam zapytać czy idziesz ze mną na spacer- znów się szeroko uśmiechnęła.
-Sory, ale nie- jej wyraz twarzy diametralnie się zmienił. Teraz mogłaby zabijać wzrokiem, Bogu dzięki że Amus tego nie uczy!
-Ta cała Gin nie jest ciebie warta, to zwykła szuja i dziw…- w szybkim tempie przygwoździłem ją za gardło do ściany. Doskonale wiedziałem jak teraz wygląda moja twarz. Podobnie jak podczas głodu, tyle tylko, że nie umazana w krwi.
-Jeszcze jedno słowo na temat Ginny… to skręcę ci kark- warknąłem przez zaciśnięte zęby. – KPW?!
-Nawet nie wiesz jaką mam teraz na ciebie ochotę- odsunąłem się od niej i przyglądałem się ze zmarszczonymi brwiami. Ja jej o tym, że urwę jej łeb, a ona mi że chce mnie przelecieć!? Boże co się dzieje z tymi dziewczynami. – jeśli chcesz…
-Jedyne o czym teraz marze to to, żebyś wyszła- prychnęła i opadła na łóżko odsłaniając przy tym skrawek brzucha. Zrobiła to specjalnie. Nie zwracałem na nią zbytniej uwagi tylko zabrałem biały t-shirt od Malika i przeciągnąłem przez głowę. Przeniosłem się do Gin, pewnie zamula i ogląda coś w TV, a ja chcę jej zrobić niespodziankę i wyciągnąć do Vegas. Po dotarciu na miejsce, nie zastałem blondynki wołałem ją, ale to też nic nie dało. Zadzwoniłem do Cleo, ale powiedziała, że jej nie widziała. Na stole pojawiła się jakaś koperta, wziąłem ja do ręki i otworzyłem. Na czarnej kartce białym atramentem zapisane było:
‘Siemasz Harry jak już się domyśliłeś mamy twoją dziewczynę, a jak nie to i tak już wiesz. Jest naprawdę słodka, a jej krew jest wyśmienita. No, ale ten… Gin jest już nasza pogódź się z tym. Narka frajerze ;p
Rey i PJ’
Chyba go pojebało skoro myśli, że to tak zostawię! Wyjąłem komórkę i szybko zadzwoniłem do Julki. Odebrała od razu.
(rozmowa, J- Julka, H- Harry)
J- co tam Curly?
H- Julek gdzie mogą być Rey i PJ?
J- prawdopodobnie w czeluści, a coś się stało?
-Zawsze tak jest Jula!- w tle słychać było Malika. Pewnie znowu drą koty. Nie mój interes. Nich to załatwiają sami.
H- nie coś ty, tak tylko pytam. Dzięki
J- spoko loczek- rozłączyłem się. Czeluści. Myśl Harry. PJ i Rey są w czeluściach. Do czeluści można się dostać na dwa sposoby. Jako towar lub za swoje przewinienia. To miejsce dla złych ludzi i demonów, którzy już nie żyją. Przemytnik! Teleportowałem się do niego. Siedział na fotelu i zachwycał się małą fiolką. Odchrząknąłem głośno.
-Czego znowu chcesz?- warknął.
-Muszę do czeluści, zrobię wszystko, żeby się tam dostać
-Wszystko?- uśmiechnął się chytrze, a ja tylko przytaknąłem i pewną siebie miną. – chcę twojej esencji życiowej
-Dobra- podałem mu rękę, na której wypalił symbol pentagramu. Piekło jak cholera, a później straciłem przytomność.
*Zayn*
Z Julki jest zołza! Cholerna uparta zołza! Zamiast się przyznać, że jej zależy to robi ze mnie idiote. Skoro jestem jej obojętny, to po chuj się wpierdalała i nie pozwalała, żebym oddał przemytnikowi krew!? No po co zaprzeczała i darła japę!?
-Skończyłaś?- zapytałem już zmęczony tą jej paplaniną typu ‘jesteś debil, dla którego liczy się tylko ilość zaliczonych panienek’. Brunetka nadal zawzięcie gestykulowała i mnie obrażała. Śmiać mi się z niej chciało. Uroczo wygląda jak marszczy ten nosek.
-Nie- warknęła. Przeszliśmy jakieś dwie minuty temu przez bramę wraz z przemytnikiem. Idziemy w stronę wulkanu, który jest oczywiście wygasły. W środku znajduje się miasto. Niebo jest czerwonawe i widnieje na nim połówka ognistego słońca. Słońce tutaj nie zachodzi, nie może. Tak jak te istoty nie mogą opuścić tego miejsca, no chyba że wyciągnie ich ktoś z zewnątrz.  To jest durne dwoje nastolatków i małe dziecko przyszło do czeluści, bo rzekomo znajdują się tu jej rodzice.
-Ey Malik czekaj!- na sam dźwięk mojego nazwiska odwróciłem się i kogo widzę? Co ten lokaty idiota tu robi? Mało mu, że jego rady doprowadziły do końca mojego związku?
-Harreh co tu robisz?- Julka była zdziwiona zupełnie tak jak ja.
-Porwali Ginny- uniosłem na niego brwi, a później prychnąłem pod nosem. Pomyśleć, że tak bardzo ją kocha. Kogo on chce w chuja zrobić? Prędzej czy później ją zostawi jak każdą poprzednią. Zapewnia, że kocha, że jest jedyną, a później mówi nara. Klasyczny Harry. –co cie tak bawi?- warknął w moim kierunku.
-Ty mnie bawisz, bo i tak ją zostawisz
-Nie zostawię!
-Nie znam cie od wczoraj Hazz! Myślisz, że jestem taki głupi?!
-Tak jasne wyładuj się na mnie, bo jesteś idiota i straciłeś Julkę, a teraz jak chodzi z Jake to mógłbyś go zabić- spojrzałem na Julie, która nad czymś zawzięcie myślała.
-Kto wymyślił, żebym zostawił furtkę?!
-Po co mnie słuchałeś!?
-Po chuj takie rzeczy mi gadasz!?
-Zamknijcie się już!- obaj spojrzeliśmy na brunetkę, która wbijała swój wzrok w Stylesa. – jak się tu dostałeś?- w jej głosie była nutka strachu.
-Przemytnik- wysunął w jej stronę nadgarstek, na którym był pentagram. Gwiazda zmieniła się jednak w runę. Uderzyłem się dłonią w czoło, a następnie przeczesałem włosy. Czy on jest aż tak głupi, czy oszalał z miłości do ten dziewczyny!? – coś nie tak?
-Curly- jęknęła Julka- należysz teraz do niego
-Mam to w dupie, chce, żeby Gin była bezpieczna
-Ale jeśli wrócisz, nie będziesz już z nią. Jesteś sługusem Przemytnika- podeszła i mocno go przytuliła. – Curly jak mam ci teraz pomóc?
-Przestań pomagać- powiedział.- czuję się niepotrzebny- wywróciłem na jego słowa oczami.- jesteś od nas potężniejsza, jesteś idealna, a ja czuję się jak nic nieznaczącym pierwszorzędnym wampirem, który nikomu nie robi
-Nie mów tak Harreh- odsunęła się od niego.- zawsze będziesz dla mnie ważny.- na usta loczka wkradł się lekki uśmiech- jesteś jak mój brat, dla ciebie zrobię wszystko. – tak jak dla tego debila. Spojrzała kątem oka na mnie, a ja się chytrze uśmiechnąłem. Słyszę jej myśli nawet jeśli je blokuje przed innymi. – czego się cieszysz przygłupie?- warknęła w moim kierunku.
-Nadal ci zależy
-Nie ośmieszaj się- mówiła z pogardą w głosie.
-Jesteś jak mój brat, dla ciebie zrobię wszystko tak jak dla tego debila- dziewczyna poczerwieniła ze złości. – i co dalej będziesz kłamać, że ci nie zależy!?
-Wara od moich myśli palancie! Mam cie dość! Po co tu przychodziłeś!? Mogłeś sobie zostać z tą Barbie! Po chuja z nami lazłeś!?
-Skończ w końcu z tą Charlie, bo to się robi nudne- złapałem ją za ramiona i lekko potrząsnąłem. – wbij sobie do głowy, że tylko ciebie kocham
-Całowałeś ją
-To nic nie znaczyło
-Dla niej tak
-Mam na nią wyjebane. Po prostu…
-Patrz!- wrzasnął Harry. Teraz mógłbym go zabić, bo Julek wyrwała się z moich ramion i spojrzała na wysoką kobietę w blond włosach ubraną w połyskującą zbroję.
-Kim jesteście?- jej głos był bardzo męski. – po co tu przyszliście?
-Po rodziców i znajomą- warknęła Jula, a chwilę później blondyna złapała ją za brodę. Ścisnęła bardzo mocno, ponieważ Julka miała dzióbek jak ryba.
-Grzeczniej dziewczynko- po tych słowach to ona zwijała się z bólu po ziemi. Nikt nie będzie jej mówił jak ma się zachowywać. Nie mojej dziewczynie, gdyby to był Harry to spoko, ale nie Jula. Skupiłem się na jej myślach i wykorzystałem je przeciwko niej.
-Nie waż się jej dotykać i mówić co ma robić- wysyczałem i złapałem Jule za nadgarstek. Poradziłabym sobie sama- nie wątpię. No tak Adams nie byłaby sobą gdyby nie wtrąciła swoich pięciu groszy. Co z tego, że właśnie jej pomogłem? 
______________________________________
Okay zaraz po zakończeniu tego bloga zamierzam zacząć wstawiać rozdziały na http://fuckingbiglove.blogspot.com/. NIE WIEM ile jeszcze będzie tutaj rozdziałów. Tymczasem co sądzicie o tym rozdziale? Podoba wam sie chociaż?
Nie wiem co myślicie, ponieważ bardzo mało osób komentuje!
Bardzo dziękuję tym, którzy komentują bo jesteście kochani!!
To tyle buźka miśki ;**