muzyka
Od
kilku miesięcy mam ten sam sen, a śni mi się, że moja siostra jest na usługach
samego szatana. Od śmierci Julki minęły dwa miesiące, a wojny nie było i nie
ma. Ponoć dziadek źle odczytał datę. Nie wiadomo kiedy to nastąpi. Zayn nie
wrócił, a jego rodzice też nie wiedzą, gdzie się podział. Nie znaleźliśmy Dess
i powoli zaczynamy tracić nadzieję. Louis postanowił poszukać jej na własną
rękę i też wyjechał w świat. Aniołki, Niall i Harry szykują plany bitwy, jakby
takowa nastąpiła. Ja i Liam szukamy sposobów, żeby jakimś cudem zapobiec wojnie
i zmienić przyszłość oraz proroctwo. Cole i Nik szukają ze Stefanem i Damonem
Elijah’ a żeby dowiedzieć się co się stało z Destiny. Wszystko jest inne,
ponure, bo znikną nasz płomyczek. Dwa dni od śmierci Julii odbył się jej
pogrzeb. Uroczystość była bardzo skromna, a byli na niej tylko najbliżsi: Liam,
Harry, Niall, Caroline, Elena, Louis, Nik, Cole, dziadek, dyrektor szkoły i
ludzie z rady. Zayn się nie pojawił, nikt go nie widział. Cały czas płakałam,
nie potrafię pogodzić się z tym, że jej nie ma. Pamiętam jak sobie obiecałyśmy,
że zawsze będziemy razem, że nic nas nie rozdzieli. Miałyśmy się wspierać, mimo
kłótni i sporów kochałyśmy się. Dziś znowu chcę ją
odwiedzić, robię to
codziennie i opowiadam co się u nas dzieje. Na pewno ma mnie już dość i tego,
że zanudzam ją takimi pierdołami. Ciekawi mnie gdzie ona właściwie trafiła. Do
nieba, piekła, czy czyśćca? Nie była zła, to była jej tarcza ochronna przed
fałszywymi ludźmi. Mimo wrednego charakteru zawsze potrafiła pomóc, była
pyskata to fakt, ale zobaczcie ile dobrego zrobiła. Zawsze kiedy tu do niej przychodzę
siadam i opieram się plecami o tą dużą płytę, która jest nagrobkiem i piszę
pamiętnik, który teraz przypomina bardziej pamiętnik psychopatki, która każdego
dnia staje przed wyborem. Żyć, albo skończyć w tym wszystkim i się zabić.
Jestem żałosna, nigdy nie miałam tyle odwagi, żeby zrobić coś złego, a teraz
myślę o samobójstwie. To ja powinnam umrzeć, a nie Julia. Ona wiedziałaby co
teraz zrobić. Nie mam siły, jestem wypompowana. Nie sypiam w nocy, bo zawsze
mam koszmary związane z Julką, każdej nocy śni mi się jak ją torturowali, jak
chciała spłonąć na słońcu, jak Katherine ją więziła i podszywała się pod nią.
Katherine nigdy nie będzie jak Julia, chodź by chciała. Jej nikt nie kocha i
nikt nie zrobiłby dla niej tego co dla Julki, bo Katherine jest podłą egoistką
bez serca, która zabija dla przyjemności i zabawy. Chorą manipulantką i
egoistką, z przerostem ambicji i pieprzoną dumą w zanadrzu, której celem jest
włada nad światem. Chce zabić Aresa i Nerona, co jej się na pewno nie uda, bo
Julka… uda jej się, bo Julki nie ma, a nikt inny jej nie powstrzyma. Nikt nie
jest na tyle silny…
Wrócili, a przed nimi ostatni rok nauki w Sawet. Nowe przyjaźnie, nowi uczniowie, nowe miłości, nowi wrogowie, nowe kłopoty. Czy sprostają wyzwaniom, które szykuje dla nich los? Przekonasz sie...
czwartek, 6 czerwca 2013
sobota, 25 maja 2013
epilog
Włącz </3
Każdy ponosi
w życiu jakąś stratę, każdy cierpi. Ból jest, był i będzie częścią życia, tylko
że nie każdy jeszcze go poczuł. Co to jest ból? Wiem czym on jest, ale nie
potrafię ubrać tego w słowa. Małe dziecko może powiedzieć, że ból jest w tedy
kiedy się mono uderzysz, czy w takim wypadku powinnam powiedzieć, że boli mnie
serce? Straciłam rodzinę, ale znalazłam dwóch braci, którzy byli na usługach
zła, to dobrze czy nie? Przecież w każdej chwili mogą do nich wrócić i wygadać cały nasz plan. Czy to w ogóle ma
sens? Ta walka dobra ze złem? Przecież i tak przegramy, no bo kto miałby ich
poprowadzić? Ja? Na pewno nie, bo nie mam takiej odwagi i siły jak Julka, która
nie żyje. Nienawidzę życia i tego świata.
Mimo, że mam najlepszych przyjaciół i
chłopaka na świecie, to brakuje mi tej która była ze mną już od chwili
poczęcia. Brakuje Julki, mamy i taty. Czy istnieje w świecie coś takiego jak
dobro?! Najwyraźniej nie, bo gdyby istniało to by nam pomogło. Dlaczego to
tylko my mamy ratować ten świat!? Bóg istnieje? Jeśli tak, to dlaczego każe mi
cierpieć, dlaczego to robi? Pozwala na to? Przecież skoro miał wielki plan żeby
uratować ten cholerny świat, to czemu pozwolił Julce umrzeć?! No czemu, na to
pozwolił?! Zło? Ono istnieje, bo wiem i widziałam. A najlepszym przykładem zła
jest Katherine, Ares i Neron. Nie mam siły na nic, nie mam po co żyć. Chcę
umrzeć, to troche trudne dla wampira i czarownicy, no bo sama nie przekuję się
kołkiem. To byłoby głupie i szczeniackie. Ponoć tylko tchórze uciekają i
popełniają samobójstwo, czy ja też jestem tchórzem? Czy to, że każdego dnia
myślę o śmierci jest złe? Dokąd to wszystko zmierza? Jaki jest tego cel? Czy
jak rozpęta się piekło na ziemi będę zadowolona? Czy znajdziemy Dess? Czy Zayn
wróci? Nie wiem, nie potrafię odpowiedzieć na żadne z tych pytań. Czy ktoś jest
w stanie mi odpowiedzieć na te nurtujące mnie pytania? Nie wiem, bo nie znam
przyszłości, jedyne co widzę ja i Katherine Rey jest zamazane. Nie widzimy
przyszłości, czy to znaczy, że wszyscy umrzemy jak Julia? Czy…? A co jeśli…? A
gdyby… nie to bez sensu oni nie wrócą, już zawsze będę prawie sama na tym
świecie.
Kolejny dzień, kolejna godzina,
kolejna minuta, kolejna sekunda. Śmierć.
środa, 22 maja 2013
rozdział 19: Nie mam już nikogo
WAŻNA NOTKA POD ROZDZIAŁEM!!
PRZECZYTAJ KONIECZNIE!!
_________________________________
*Julia*
Kolejny
dzień w tym ciasnym, ciemnym pomieszczeniu. Mija kolejna koleina godzina, a za
nią następna. Czas jest czymś strasznym, albo płynie nie ubłagalnie wolno, albo
wręcz przeciwnie, za szybko. Dłuży się, gdy nie mamy na coś ochoty i musimy to
zrobić, a jak jesteśmy szczęśliwi, żyjemy pełnią życia i spędzamy czas z
przyjaciółmi… chodzi o to, że wolno płynie, gdy siedzę tu zamknięta.
-Macie coś
zrobić, żeby włączyła uczucia- to ten głos. Głos Aresa. Potem drzwi klatki się
otworzyły…
Powoli
próbowałam otworzyć oczy i po kilku próbach udało się. Siedziałam przywiązana
do krzesła linami, a przede mną stali moi bracia.
-Zapomnij,
też wolałbyś tego nie pamiętać
-Ból,
strach, nienawiść włączysz to- powiedział Stefan, który stał przy zasłonie.
Odruchowo zerknęłam na mój palec. Nie ma go.
-Gdzie mój…
pierścień?- nawet słowa sprawiły mi już trudność.
-Złe
dziewczynki nie zasługują na taką ładną biżuterię- uśmiechnął się łobuzersko, a
Stefan odsłonił zasłonę.
-Aaaaaa-
krzyczałam z bólu.- nienawidzę was, chociaż jesteście moimi braćmi-
powiedziałam już po setnym takim bawieniu się słońcem.
-Czekaj. Co
jak braćmi?- podeszli oboje do mnie, a ja zdążyłam złapać ich za dłonie.
Pokazałam całą ich historię. – jak ty to…- mam dość i tak Ares oraz Neron ich
przekabacą na swoją stronę. Wyrwałam się i odsłoniłam długie firany. Słońce
zaczęło palić moją skórę, a ja chwilę później byłam już cała pokryta ogniem. To
nie to samo, co stać się ogniem, bo ten, w którym obecnie przebywam jest
gorszy. Boli. Poczułam obalenie na podłodze i spryskanie gaśnicą. Oboje złapali
mnie za ramiona i ustawili do pionu. Usadowili na sofie, a Damon gdzieś
zniknął, ale szybko się pojawił, zza pleców wyjął torebkę z krwią.
-Pij, a
potem uciekaj
-Nie
zostawię was tu z nimi, oni zabili naszą rodzinę, nie chcę stracić jeszcze was
i Agaty- powiedziałam pomiędzy wysysaniem krwi, z torebki.
-Jakiej
Agaty?- zdziwił się Damon.
-Naszej
siostry, mojej bliźniaczki, tylko że milszej
-Nie ma Dess, nie możemy jej znaleźć,
a Elijah uciekł- usłyszałam w swojej głowie.
-Zayn nie żartuj, gdzie ona jest?
-Słowo mówię prawdę. Zapytaj się
Katherine, albo Aresa-wstałam i przeczesałam dłońmi włosy głęboko oddychając.
-Coś się
stało?
-Obiecuję,
że zaraz wrócę. Oddaj mi pierścień- Damon oddał mój pierścień, a ja w prędkości
światła opuściłam ten dom. Po drodze wzdłuż lasu. Spotkałam jakiegoś faceta.
Zaczęłam udawać i prosić o pomoc. Podszedł i pomógł mi wstać, a ja z
wdzięczności wyssałam z niego krwi. Omdlał, ale zdążyłam go napoić moją krwią.
Szturchnęłam go czubkiem buta- no dalej! Wstawaj! Jestem głodna- chłopak wstał
i był przerażony.
-Kim ty do
cholery jesteś?!
-Wampirem i
czarownicą
-Ta chyba
psyholką, jakbyś była wampirem zmieniłabyś mnie- zgrywa się czy jak? Wzruszyłam
ramionami i dałam mu więcej mojej krwi, a potem skręciłam mu kark. Zaczekałam
aż się obudził, a potem kazałam mu uważać i rzadko zabijać ludzi. Jest niedoświadczony,
więc może sprowadzić na nas kłopoty. Wróciłam do tego przeklętego domu.
Otworzyłam drzwi siłą woli, a całe towarzystwo poderwało się na równe nogi.
-O
dziewczynka włączyła uczucia- zgrywała się ta suka, która wygląda jak ja.
-O nadal
jesteś podłą zdzirą i nie włączyłam uczuć. Dalej cie nienawidzę- uśmiechnęłam
się sztucznie. – a teraz gadaj gdzie jest Destiny- warknęłam w jej kierunku.
-Nie wiem-
uśmiechnęła się szeroko.
-Din, zła
odpowiedź. Czeka cię kara. Zamiast odpierać ci kasę jak w teleturnieju, co
powiesz na życie?- cisnęłam w nią kulą ognia. Dostała, ale się nie przewróciła,
nawet nie zachwiała.
-Tylko na
tyle cię stać?- zaśmiała się. Ziemia rozstąpiła się, a jej nogi ugrzęzły pod
ciemnobrązowymi panelami. Rzuciłam w nią kawałkiem ściany, potem dmuchłam
powietrzem, zaatakowałam wodą, a ta dalej stoi i cieszy się jak głupia. –
przyłóż się troche- za kogo ona się uważa?! Dobra koniec zabawy. Ciskałam w nią
pociskami telekinetycznymi, które mogą zabić dowolną istotę.
-Co do
cholery?!- już dawno powinna zdychać. Trafiłam ją błyskawicą, próbowałam ją
postarzyć, ale nie mogłam czemu?
-Oj, oj, oj
czyżby twojej mocy używał też twój kochaś? Wiesz, że jeśli zginiesz on też?
Chyba, że pozwolisz nam was rozwiązać- to ryzykowne, bardzo, ale on nie może
zginąć. Nie z mojego powodu i mojej głupoty, nie wybaczyłabym sobie tego.
-Dobra,
rozwiążcie nas- Katherine podała mi kartkę na której było zaklęcie.
-Żegnaj Zayn- powiedziałam ostatni raz.
Uwielbiałam grzebać w jego myślach, chociaż czasem były brudne. Wiem, że ona
mnie teraz zabije, nie mam siły.
-Julka, stój o czym ty gadasz?!
-To koniec, powiedz Adze że ją
kocham. Ciebie też bardzo kocham- musiałam mu to powiedzieć.
-Też cie kocham, ale co chcesz
zrobić?! Wiesz gdzie Dess?
-Nie wiem, przepraszam.- przeczytałam głośno ciąg liter
zapisanych na żółtej kartce papieru, w języku łacińskim. Czułam się dziwnie,
źle i dobrze. Rzuciła we mnie kołkiem, a ja dostałam i zaczęłam krwawić. Nie
miałam siły nawet go wyjąć, a co gorsza nie mogłam nic powiedzieć.
-Coś ty
zrobiła naszej siostrze?!- wydarł się Damon, który momentalnie znalazł się przy
Katherine i złapał za jej zgorzkniałe serce pełne nienawiści.
-Waszej
co?!- wrzasnął Ares i odciągnął go on brązowowłosej.
-Głuchy
jesteś?! To nasz siostra, ona oszukiwała wszystkich!- do kłótni wtrącił się
Stefan. – dość nie będziemy wam już pomagać, chcemy poznać rodziców i drugą
siostrę
-Nasi… ro…
rodzi… rodzice… nie… nie… ży… żyją…- powiedziałam ostatkiem sił i wskazałam na
Katherine, która się śmiała jak nawiedzona. – wy… do… domu… Zayn… Aga… Li… Hazz…
Niall… aniołki… dziadek… znajdź… Dess
-Julka, nie
zamykaj oczu- oboje go mnie podbiegli i złapali przed upadkiem. Złapałam ich za
dłonie i przeniosłam samych do szkoły. Ja byłam cały czas w tym samym miejscu. Resztą
sił wstałam, ale podpierałam się stolika.
-Zakończ to-
powiedziałam prosto w jej oczy- skończ to! Już!- ktoś złapał za moje serce,
jego dłonie były zimne, a jedyne co pamiętam to upadek…
*Damon*
Gdzie my
jesteśmy? Gdzie Julka? Co to za miejsce? Szedłem ramię w ramię z moim bratem do
budynku, w którym paliły się światła. Ostrożnie weszliśmy na piętro i
zapukaliśmy do pokoju. Drzwi otworzyła nam Julka.
-A wy to
kto?
-Agata-
odezwał się Stefan, który podpierał się o futrynę drzwi- jesteśmy rodzeństwem,
Julka nas uratowała.- dziewczyna wpuściła nas do środka, w którym siedziało
pełno małolatów, Klaus i Cole.
-Gdzie
Elijah?- warknąłem. Przez tego idiotę moja ukochana nie żyje.
-Nie wiemy,
gdzie Julka?- zapytał mulat.
-Chyba… nie
żyje- każdy zamarł.- walczyła z Katherine, ale później przeczytała jakieś
zaklęcie, które miało ją rozwiązać z Zaynem- mulat wstał i wyszedł. Potem
usłyszeliśmy tylko trzask i pisk, jakby wilka. Wybiegliśmy z pokoju i
zobaczyliśmy chłopaka Julii całego we krwi, pod jego nogami leżał martwy
wilkołak.
-Coś ty
zrobił?!- darła się jakaś blondynka.
-Zamknij
się, albo ciebie też zabiję- warknął w jej kierunku, a potem zniknął.
Wróciliśmy do pokoju, a pod poduszką, na górnym łóżku coś zaczęło się ruszać.
Harry wyjął spod niej jakieś jajo, z którego kilka minut później wylągł się
smok. Skąd do cholery oni mają smoka?!
-Skąd macie
smoka?- zapytał mój młodszy brat.
-Jest od
Julki, a raczej był- powiedziała zapłakana Agata, którą przytulał Liam.
Pogrzebałem troche w ich myślach i wiem co nieco o nich.
-Ej, nie
płacz mała. Zobaczysz ułoży się- powtarzał Li.
-Nic się nie
ułoży! Nie mam już nikogo, Katherine zabiła mi rodzinę. Najpierw wujków, potem
rodziców, a teraz jeszcze Julka!- chciała wybiec z pokoju, ale zatrzymałem ją.
Chwyciłem za nadgarstek.
-Masz
jeszcze nas, jesteśmy rodzeństwem- brunetka popatrzyła mi w oczy, a potem bez
chwili zastanowienia mocno się do mnie przytuliła.Łzy ciekły jej z oczu i wsiąkały w moją koszulkę.
___________________________________________
Okay, spodziewaliście się tego? Mam nadzieję, że wam się podoba... Dobra nie wiem co mnie naszło, ale dodam jeszcze epilog i zaczynam pisać drugi sezon. I widzicie, co potrafią zdziałać wasze komentarze? No, więc ten [tak jakby] tom nazywał się magia jest tym czego nie wiesz; kolejny będzie nosił nazwę: "Magia, zabije, ale czy odda?" a potem jeszcze nie wiem, ale zastanawiam się nad trzecim, którego tytuł będzie [prawdopodobnie] brzmiał "Magia: to jest skomplikowane, jak sznurówki", i być może czwarty, ale mówię od razu, że niczego nie obiecuję. To wyjdzie w praniu, co prawda ja prania nie umiem robić, ale... zresztą.... dobra to czekam na komentarze i piszcie co myślicie o tym drugim sezonie. Możecie również pytać bohaterów o co chcecie... buźka miśki ;**
poniedziałek, 13 maja 2013
rozdział 18: Julka piła krew
*Zayn*
Co ona sobie myśli? Że znajdę Dess? Ja nawet nie wiem, gdzie
ona ostatnio była. Louis też nie wie. Po lekcjach cała nasza paczka podzieliła
się na dwie grupy. Aga, Carol, El, Harry, Liam i Niall ruszyli zdobywać nowych
sprzymierzeńców, a ja i Lou przenieśliśmy się do domu Destiny. W salonie
siedział Nik, Cole, Elijah i ich ojciec.
-Gdzie jest Dess?!- wrzasnął Lou i w błyskawicznym tempie
znalazł się obok Elijah, którego złapał za serce.
-Nie wiem
-Louis puść, go on nie wie- ojciec naszej blond przyjaciółki
próbował go odciągnąć, ale nie dał rady.
-Elijah dobrze wiesz- podszedłem bliżej i włączyłem się do
tej rozmowy- przy okazji powiedz gdzie Julka
-Nie wiem, gdzie ta idiotka i moja kretyńska siostra- Lou go
puścił, a ja uśmiechnąłem się sztucznie i odwróciłem, by po chwili skręcić mu
kark. Cole i Nik zaczęli śmiać się pod nosem.
-A wy wiecie, gdzie Destiny?- Louis szukał wsparcia u jej
braci.
-Sorry Louis, ale nie wiem. Jak wtedy z Julką zniknęły nie
mieliśmy z nią kontaktu, ale zobaczymy w jej pokoju- poszliśmy w czwórkę do jej
pokoju, a ich ojciec siedział przy swoim najstarszym synu. Nie było nikogo, ale
na łóżku leżał jakiś dziennik. Nik wziął go do ręki i zaczął czytać:
„Jak on mógł to zrobić? Jak mógł patrzeć, jak ona zabija
naszą matkę? Nienawidzę go z całego serca, jest wrzodem na włochatym zadku
diabła. Najgorszy brat na świecie. Nie, nie jest już moim bratem, jest osobą,
której chętnie wbiła kołek z białego dębu w serce. Osobą, której urwałabym
głowę, wyrwała serce bez żadnych skrupułów. Nie pozwolę mu znowu na to. Nie
będzie współpracował z Katherine, ani Neronem, Aresem i braćmi Julki. Muszę coś
zrobić, czyli…”
-Czyli co?-
zapytał Cole.
-Nie wiem,
nie napisała
-Musimy ją
znaleźć. – Lou usiadł na jej łóżku i zakrył twarz dłońmi, a potem przejechał
nimi przez głowę. – nie wiem czy Julka albo Dess wam mówiły o wojnie, ale
musimy znaleźć sprzymierzeńców. Pomożecie?
-Jasne, a
gdzie jest Julka?- zapytał Nik, a ja lekko się wkurzyłem. Może jestem
zazdrosny? Jak to brzmi? Heh jestem zazdrosny o moją przyjaciółkę, prawie
dziewczynę, której kazałem wyłączyć uczucia, bo nie mogłem patrzeć jak się
męczy, a ona teraz nic nie czuje.
-Jest
uwięziona, tak mi mówiła w myślach- do pokoju blondynki wszedł jej ojciec i
Elijah.
-Wiecie już
gdzie Dess?- ziewnął Elijah, Nik nie wytrzymał i cisnął w niego nogą ułamaną z
krzesła. Kołek wbił mu się w obojczyk.
-Nie zgrywaj
niewiniątka, tylko mów gdzie Destiny!- trafiony zaczął się głupkowato śmiać.
-Postanowiłeś
się jej pozbyć, bo wiedziała, że pomogłeś swojej laluni zabić matkę, a teraz
pomagasz Katherine?- rzucił drugą nogą krzesła w niego Cole.
-Co ci do
tego smarkaczu?!- wrzasnął i wyjął oba kołki.
-Przestańcie
chłopcy jesteście dorośli, a zachowujecie się jak szczeniaki- powiedział ojciec
Dess do Nika i Cola. Zmarszczyłem brwi, przecież on jest inny chyba, że… chyba,
że go zahipnotyzował. Z prędkością światła znalazłem się obok ich taty.
Spojrzałem w jego oczy i rozkazałem, żeby przypomniał sobie wszystko. – co się
dzieje? Elijah nie próbuj tego więcej- warknął w kierunku swojego najstarszego
syna.
-Jak ty to?-
zapytał a w jego głosie można było wyczuć przerażenie wymieszane ze
wściekłością. Uśmiechnąłem się.
-Czary-
poruszałem zabawnie brwiami. Rzucił we mnie jakim ciężkim przedmiotem, który w
połowie drogi się stopił, ale jak to możliwe? Czekaj Julka gadała, że mam
zdolności podobne do jej.
-No tak
przecież jesteś powiązany z tą suką- zaklaskał w dłonie, jak typowy zły
charakter- Heh mogłem się tego spodziewać
-Nie nazywaj
jej tak- cisnąłem w niego kulą ognia, która go trafiła. – a teraz mów gdzie
Dess!- warknąłem.
-Tajemnica-
poruszał brwiami dokładnie tak jak ja, za co oberwał, a potem znikł.
*Agata*
Ja, Liam,
Niall, Elena, Caroline, Harry udaliśmy sie do Egiptu, na poszukiwanie Feniksa. Błądziliśmy
po pustyni, aż w końcu znaleźliśmy, po kilkunastu godzinach oazę. Weszliśmy do
tej mini, a’ la wysepki, która składała się z kilkunastu palm i zbiornika, z
krystaliczno czystą wodą. Było też kilka jaskiń. Najpierw napiliśmy się i
zjedliśmy zdjęte przez Harrego kokosy, a później weszliśmy do jednej z jaskiń.
Było ciemno, ale Hazz zapewnił światło magią ognia. Nad jego ręką był średniej
wielkości płomień, a my kroczyliśmy dalej. Na początku ta grota nie wydawała
się taka długa, wręcz przeciwnie.
-Aaaaaa –
wrzasnęliśmy wszyscy, gdy runęliśmy w dół. Po upadku, każdy wstał i otrzepał
swoje ciuchy. Nie mogliśmy używać mocy, co jest bardzo dziwne. Grota była
głęboka, a jej ściany były pokryte mchem. Nagle z nikąd pojawiło się światło,
każde z nas patrzyło na każdego.
-Po co tu
przyszliście?- zapytał ptak wielkości łabędzia, ze złotym ogonem, szponami i
dziobem. Bardzo piękny.
-Szukamy
pomocy- odpowiedziała Caroline.
-Jesteś
aniołem prawda?- dziewczyna pokiwała potwierdzająco głową.- a ty jesteś
dziewczyną z proroctwa, tylko gdzie jest twoja siostra?
-Julka?
Julka jest gdzieś uwięziona
-No tak,
przecież Ares i Neron chcą ją zabić- poczułam jak moje serce przyśpiesza, a
dłonie zaciśnięte są w pięści.
-Nie pozwolę
ani im, ani Katherine tego zrobić. Straciłam już rodziców, mam tylko ją-
czułam, że mój głos zaczyna się łamać. Liam mocno mnie do siebie przytulił.
-Masz czyste
serce, ale boisz się straty. Ja i moi bracia wam pomożemy- podał mi jakiś
metalowy przedmiot.- jak będziecie potrzebować pomocy w walce, Feniksy wam
pomogą. Złóżcie cały ten przedmiot- zniknął, a my nadal siedzimy w tej dziurze.
Elena i Caroline za pomocą skrzydeł mogły latać, dlatego wyniosły każdego z
osobna na górę. Potem przeniosłam wszystkich do domu. W naszym pokoju byli już
Zayn, Louis, Nik i Cole.
-Nie wiemy
gdzie jest Dess- powiedział Lou tempo gapiąc się w ścianę. – a Zayn może używać
mocy Julki.- czemu? A no tak przecież jest z nią powiązany. Malik odebrał ode
mnie przedmiot, który dostałam od feniksa i włożył do pudełka Julii. Całą noc
rozmawialiśmy o tym co się stało. Nie spostrzegliśmy nawet, kiedy zastał nas
dzień. Każde poszło do siebie się ogarnąć. Weszłam do łazienki po aniołkach.
Wzięłam relaksujący prysznic, który w połowie ukoił moje zszarpane nerwy.
Następnie ubrałam się w to. Włosy zostawiłam rozpuszczone i
lekko się pomalowałam. Zeszłam na dół gdzie czekała reszta naszej paczki. Aniołki
jadły płatki, Niall kanapki, Harry coś pił z kubka, Liam zajadał się jajecznicą,
Lou tak jak Zayn pił krew z torebki. Podali mi jedną, ale odmówiłam. Tata
prosił, żebyśmy z Julką nie piły.
-Julka piła
krew- odpowiedział Zayn.
-Mógłbyś
łaskawie nie grzebać w moich myślach?- zapytałam lekko zirytowana. Nie lubię
jak ktoś wtrąca się w moje wewnętrzne monologi, czy przemyślenia.
-Przepraszam-
znowu napił się. Na dół zaczęli się schodzić inni uczniowie, a kiedy już
wszyscy byli przyszedł dyrektor.
-Od dzisiejszego
dnia, każde z was będzie ćwiczyło swoje moce oraz doskonalić techniki walki. Za
kilka miesięcy czeka nas wojna.
-Jak to
wojna?- zapytała Stella, niewysoka brunetka, która przeważnie chodzi ubrana w
spódniczki.
-Wiem, że to
trudne, ale takie jest proroctwo. Od dawna mówiono, że w tym roku odbędzie się
wojna dobra ze złem.
-Czyli
wygramy, tak?- odezwała się Susan.
-Tego nikt
nie wie- powiedział z powagą w głosie.
-Przecież
dobro zawsze zwycięża- zaprotestowała Alison, a poparła ją Bonie.
-To nie jest
jakaś bajka blondi- odezwał się Kevin. Resztę popołudnia spędziliśmy na
morderczych treningach, a około godziny 16 znowu ruszyliśmy szukać
sprzymierzeńców. Padło na las, gdzie znaleźliśmy hipogryfa, którego atakowali
łowcy. Elfy i krasnoludy, którym pomogliśmy. Zayn uwolnił skrzyżowanie grywa i
klaczy, Niall i aniołki rozwiązali krasnoludy, jak i przegonili resztę łowców,
którzy zdążyli podpalić las. Wszędzie był ogień. Harry zmniejszył go, Liam
razem ze mną ugasiliśmy go wodą, z pobliskiego jeziora, a Louis sprawił, że
przyroda na nowo odżyła. Wszędzie było zielono, tak jak wcześniej.
-Jak wam się
odwdzięczymy?- ukłonił się król Elfów, a w jego ślady poszła reszta.
-Pomóżcie w
wojnie- odezwał się Harry.
-Macie nasze
wsparcie- powiedział krasnolud, a potem każde z przedstawicieli tych gatunków
podał nam jakąś część tej dziwnej układanki.
-Mam jeszcze
jedno pytanie- powiedział jeden z elfów, kiedy mieliśmy iść. Mężczyzna o
złotych włosach, przystojny, o migdałowych oczach, a z pod włosów wystawała
para szpiczastych uszu.
-O co
chodzi?- zmarszczyłam brwi.
-Czy w
proroctwie nie było mowy o dwóch siostrach?
-Moja
siostra jest w niewoli u Aresa i Nerona
-Przepraszam,
nie wiedziałem- spuścił głowę.
-Nie
szkodzi, ale my musimy już lecieć- uśmiechnęłam się lekko, a potem przeniosłam
nas do pokoju. Malik włożył części do skrzyneczki Julki. Nagle usłyszeliśmy
jakiś krzyk, dlatego wybiegliśmy z pokoju i zobaczyliśmy Alison z Bonie, które
stały naprzeciwko Susan, Kevina i jego watahy.
-Więc jak
będzie? Dołączycie do nas, Susan, Aresa, Nerona i Katherine?
-Nie-
pokiwała przecząco głową Ali.- Susan ty też nie powinnaś.
-Zamknij
się! Za długo, żyję w twoim cieniu- złapała Kevina pod ramię i odeszli.
-Alison?-
blondynka popatrzyła na mnie i resztę. – chodźcie do naszego pokoju, jeśli
chcecie nam pomóc. – przyjaciółki weszły do pomieszczenia wraz z nami, a my
wtajemniczyliśmy je w całe to proroctwo.
-Gdzie
Dess?- zapytała nagle, a te słowa powędrowały do jej starszego brata, czyli
Nika.
-Nie wiem,
Elijah ją gdzieś uwięził- odrzekł i zaczął rozdawać karty. Zaczęliśmy grać w
pokera. W między czasie też rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. To jest
naprawdę głupie. Strasznie boję się, że stracę siostrę, a tego to bym nie
przeżyła. Rozkleiłabym się na dobre. Zmęczeni zasnęliśmy.
-Aga, Aga, Aguś!-
wrzasnął mi ktoś do ucha. Otworzyłam oczy i spostrzegłam, że znajduję się na
jakiejś polanie. Piękna zielona pustynia, na której rosły rozmaite kwiaty i
drzewa. Niebo było błękitne, bez żadnej białej, puchatej chmurki, a zdobiło je
duże, złote słońce. Wzniosłam się do góry i zaczęłam latać, to jedna z mocy,
które już w pełni opanowałam.
-Radzę ci się w to nie
mieszać Agata- ktoś warknął w moją stronę. Wylądowałam, ale nikogo nie
widziałam, ale słyszałam. Poczułam ciepły oddech na mojej szyi, gwałtownie się
odwróciłam, ale dalej nikogo nie ujrzałam.
-Zostaw ją- do uszu
dobiegł ten melodyjny głos, za którym bardzo tęsknię.
-Nie możesz nic zrobić,
bo należysz do mnie, a ona i dobro, nie wygrają. Nie ważne jak będą się starać,
bo moi synowie i tak zawładną światem. Ktoś cisnął we mnie kulą wszystkich
żywiołów.
-Nieeee- znowu krzyk,
tego pięknego głosu. – nie rób jej krzywdy, zrobię co będziesz chciał. –
powiedziała zrezygnowana.
-To dobrze, ale i tak
muszę ją zniszczyć- grunt pod moimi nogami zaczął znikać, a ja zaczęłam biec
ile sił w nogach. Powoli opadałam z sił, ale nie mogłam przestać, bo przepaść
była coraz bliżej. Zatrzymałam się przy krawędzi do wielkiej przepaści.
Stanęłam przed wielkim wyzwaniem, próbowałam użyć mocy, ale nie mogłam. To było
takie jak w jaskini feniksa, gdzie nie mogliśmy się posługiwać mocą. Ktoś mnie
popchnął i spadłam. Leciałam ku dołowi.
-Aaaaaa- krzyczałam.
-Aga, Aga, Agata obudź
się!- ktoś zaczął mną potrząsać. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że każdy się na
mnie patrzy.
-Co się
stało?- zapytałam i złapałam się za głowę. Byłam cała spocona.
-Krzyczałaś
przez sen- oznajmił mi Liam. – co ci się śniło?
-Że ktoś
mnie popchnął w przepaść, a Julka była w niewoli u samego diabła- mój chłopak
mocno mnie przytulił i gładził dłonią moje kasztanowe włosy. Mocno się w niego
wtuliłam, czułam się bezpiecznie w jego ramionach. Bardzo bezpiecznie.
______________________________
Dobra, nie wiem co myśleć, bo pod ostatnim rozdziałem pojawiło się tylko 7 komentarzy ;/ Jak wam sie coś nie podoba, to powiedzcie, przecież zawsze mogę usunąć tego bloga... no, ale nic co myślicie miśki?? Właśnie chciałabym też żebyście zobaczyli tego bloga. I zapraszam na mojego drugiego bloga, którego macie w zakładce u góry lub pod tym linkiem ^.^
Subskrybuj:
Posty (Atom)







