niedziela, 23 lutego 2014

3.18. Zależy mi na tobie



*Julka*
Czuję się jak wrak człowieka. Nie chcę widzieć Zayna, już nigdy. Na domiar złego zapomniałam oddać pracę na czas. Jestem beznadziejna! Siedziałam na murku i uczyłam się do testu, kiedy przede mną pojawił się mulat z jakąś blondynką. Była bardzo ładna i pewna siebie. Uśmiechnęła się do mnie szeroko i przyjaźnie.
-Hej Julka- zmarszczyłam brwi.
-Znamy się?- zapytałam dziewczynę, która przysiadła obok mnie. – nie kojarzę cie.
-Jestem Dess, miałyśmy się poznać wczoraj, ale ten idiota cie pomylił z tą pojebaną Charlie, która próbuje go bezskutecznie uwieść- patrzyła na Malika z kpiną. Chwilę później pojawił się Curly, który mnie przytulił.
-Jak tam? – wzruszyłam tylko ramionami od niechcenia.- a ty co Malik dalej zamierzasz ją ranić?- Zayn ruszył na niego, a potem przyłożył mu w twarz. Zaczęli się okładać, ale na całe szczęście Dess ich rozdzieliła.
-Lokaty idioto chodź- złapała go pod rękę.- oni muszą pogadać- wskazała na mnie i mulata, który patrzył się tempo na mnie. Nie chcę z nim gadać.- uwierz mi chcesz i to bardzo.- przyznała.
-Czy ty…
-Tak- powiedział Zayn.- każde z nas potrafi czytać w myślach. –Destiny i Harry gdzieś odeszli, mimo sprzeciwów ze strony loczka. Dess odciągnęła go siłą. Mulat przysiadł obok mnie na murku, a ja się trochę odsunęłam. – Julka proszę.- mruknął. Usiadł na murku okrakiem i zgarnął niesforny kosmyk za moje ucho.
-Daj mi…
-Panno Adams, kiedy odda pani pracę?- nagle przede mną wyrósł profesor, który wykłada sztukę.
-Jeszcze jeden dzień proszę- próbowałam go udobruchać, ale marnie mi to wychodziło.
-Masz czas do dzisiejszego popołudnia- odruchowo spojrzałam na zegar, na jednej ze ścian budynku. Było za 5 dwunasta. To jakieś żarty!?
-Jutro o- Zayn w błyskawicznym tempie znalazł się przy mężczyźnie i złapał go za kark. Spojrzał na mnie, a później na okrągłą tarczę zegara.- w południe dostaniesz pracę Julki – warknął, a następnie go puścił.- rozumiemy się?
-Tak, oczywiście- wykładowca odszedł.
-I po co to zrobiłeś? Przecież ja nie mam pomysłu co mam namalować- jęknęłam z bezsilności. Wampir usiadł znów obok i chciał przytulić, ale odsunęłam się. – proszę daj mi spokój.
-Nie mogę- powiedział przez zaciśnięte zęby.- nie mogę.
-Czemu?! Dlaczego, aż tak bardzo ci zależy!?- zaczynał mnie irytować.
-Bo cie kocham! Zrozum to wreszcie! Kochałem, kocham i będę kochał, niezależnie od tego co ta suka wymyśli, rozumiesz!?- odległość między nami zmniejszyła się diametralnie. Malik przycisnął mnie do ściany i pochylił się, patrząc prosto w moje oczy. – nie pamiętasz, bo miałaś durne życzenie, żeby zostać człowiekiem- teraz mówił ciszej, ale jego głos dalej był przesiąknięty złością.- to głupie, byłaś najpotężniejszą istotą we wszechświecie i po prostu się tego wyrzekłaś.
-Coś ty jarał?- zmarszczyłam brwi. – proszę daj mi spokój- jęknęłam błagalnie. Nie chcę kłopotów.
-Dobra zapomnij o tym- stwierdził zrezygnowany. – może namalujesz Nowy Orlean? – przytaknęłam, a potem pobiegłam po walizkę z moimi przyborami. Kiedy wróciłam obok chłopaka był zgromadzony cały wianuszek dziewczyn. Nagle obok mnie pojawił się mulat, objął mnie w pasie przyciągając bliżej swojego torsu. Chwilę później byliśmy już w Nowym Orleanie. Jak tutaj pięknie!  -Julka chcesz kawy?
-Nie. Chcę zrobić obraz, a potem odstawisz mnie do akademika. Nigdy więcej się nie spotkamy.- powiedziałam bez żadnego uczucia, rozstawiając sztalugę. Zaczęłam kreślić pierwsze kształty, które niekonkretnie były czymś pięknym, ale jak to mówią: Najpierw powstaje szkic, dopiero później arcydzieło. Nagle ktoś zasłonił mi oczy.- możesz przestać!?- wrzasnęłam poirytowana. Ten to ma tupet! – mam cie dość człowieku, zachowujesz się jak skończony…- zdarłam jego dłonie i się odwróciłam… to nie był Zayn! Przede mną stało jakiś trzech gości, nawet przystojnych. – dupkiem.- dokończyłam i byłam pewna, że jestem czerwona jak burak. Świetnie! Po prostu świetnie! Nie dość, że zrobiłam z siebie idiotkę przed całym kampusem, kłócąc się z Mattem; w tym cholernym Sawet zbłaźniłam się… to jeszcze jakby wszystkiego było mało w Nowym Orleanie drę się na całe gardło na obcych mężczyzn! Wszechświat się chyba na mnie uwziął.
-Kto jest skończonym dupkiem kochanie?- zapytał ten ubrany w jeansy oraz dopasowaną koszulkę z długim rękawem.
-Klaus – jak na zawołanie pojawił się Zayn. Przybił z każdym z nich sztamę, a potem ich wzrok powędrował na mnie. O co biega?
-Mhy… pachniesz… przepysznie- stwierdził ten w skórzanej kurtce. Zmarszczyłam brwi.
-Dlaczego?- teraz odezwał się ten w marynarce, patrząc na Malika z uniesionymi brwiami.
-Długa historia – machnął na to ręką.- ale mamy czas.- usiedli na pobliskiej ławeczce i zaczęli rozmawiać. Jednym uchem słuchałam. – …no i tym oto sposobem Julka jest człowiekiem, a Harry należy do Przemytnika.
-To niemożliwe, do tego potrzeba wielkiej mocy.
-Elijah mówię jak było, nie wymyśliłem tego.- mam dość!
-Jesteś po prostu zakłamanym chujem!- odwróciłam się do nich przodem. –nie dość, że zmyślasz, to jeszcze robisz z nich idiotów! Pogrywasz sobie zupełnie jak ze mną! Zależy mi na tobie- zaczęłam naśladować jego ton głosu.- kocham cie, właśnie widziałam jak to udowodniłeś. Wiesz co boli najbardziej? – pokiwał przecząco głową, a jego towarzysze patrzeli raz na mnie, raz na niego.-to, że widziałeś we mnie tylko i wyłącznie jej twarz. – dodałam ciszej.- dlatego zrób coś dla mnie i wróć do tej swojej dziewczyny. Po prostu daj mi spokój.- wstał, a jego oczy pociemniały. Zniknął, a z moich oczu zaczęły spływać łzy.
-Julka nie płacz proszę- Cole podszedł i schował mnie w swoich ramionach. – dobrze wiesz, że nie cierpię, gdy płaczesz.
-Cole nie wiemy o czymś? –uśmiechnął się chytrze Klaus. Cole wywrócił oczami, a potem przeniósł się… gdzieś.
*Zayn*
Zabije sukę. Te jej blond kudły będą się walały po całym Sawet jak z nią skończę. Wkurwiony do granic możliwości przeniosłem się do magicznego wymiaru, po czym pewnym krokiem ruszyłem w stronę szkolnego dziedzińca. Moi przyjaciele siedzieli przy naszym drzewie, a Charlie i reszta tych wywłok zajmowały schody. Twarze miały zwrócone ku słońcu i przymknięte oczy.
-I co, pogodziliście się?- całkowicie zignorowałem pytanie Louisa. Fajnie, że mnie wspierają i pomagają, ale teraz załatwię to raz na zawsze. Nareszcie będę miał święty spokój z tą psychopatką, która nie wiadomo, co sobie w tej tępiej główce ubzdurała. Zatrzymałem się przed trójką idiotek.
-Gościu zasłaniasz…- Martina otworzyła oczy i zamarła. Bała się i słusznie, pogrywały sobie ze mną, rozwaliły mój związek, cały czas mnie prowokują i sprawdzają jaki mam czas reakcji. Szczerze? Na początku to było nawet fajne, małolata się we mnie zabujała… potem zaczęło być dziwnie, a teraz!? Kurwa, mam ochotę rozpierdolić jej łeb o asfalt! – Zayn to nie tak- zaczęła się tłumaczyć.- to Charlie chciała- głos jej się łamał.
-Co?!- pisnęła Charlie oburzona i spojrzała gniewnie w stronę wampirzycy. – sama chciałaś się zabawić! Kto się ślinił do Harrego i Louisa!?
-Ey laski, wyluzujcie- Moore próbowała złagodzić sytuację, ale oberwało jej się za to.
-Sama się jarasz Niallem jak Kubuś Puchatek miodem!- wrzasnęła Matty.
-Mam na to wyjebane, czyj to był pomysł! Bo każda teraz za to zapłaci!- wydarłem się, a rozmowy całej szkoły ucichły. Teraz my byliśmy w centrum uwagi, my zapewnialiśmy im rozrywkę. Nad budynkiem szkoły zaczął wiać potężny wiatr, padał deszcz i uderzały o ziemię błyskawice. Ziemia się rozstąpiła, a ja jeszcze nie zacząłem się mścić. Zacząłem rzucać w nie pociskami telekinetycznymi i trafiać w nie piorunami. Chciałem, żeby cierpiały, żeby miały piekło na ziemi.
-Stary wyluzuj – poczułem jak ktoś odciąga mnie w tył. – a wy – Dess wyszła przede mnie i wskazała palcem na trio idiotek.- nie myślcie sobie, że wam odpuścimy. Na razie trzymamy Zayna na smyczy, a ty suko – tu wrzasnęła na Charlotte.- jeśli chcesz, poznać złego Malika to powiedz. A teraz wypieprzać na lekcje!- wszyscy jak na komendę jakiegoś króla się rozeszli. Co jak co, ale Destiny ma potężny głos. Moje ofiary również poderwały się ze schodów i uciekły. Tchórze, małe, pierdolnięte, nic niewarte zdziry!
*Louis*
Wszystko się spierdoliło, a było tak fajnie. Każdy z nas był szczęśliwy, ale ta cała Charlie i jej sługuski musiały się wpierdalać. Od chwili, kiedy Zayn próbował je zabić, nie gadał z Julką, olał szkołę i przestał jeść. To mój przyjaciel, jest dla mnie jak brat. Nie mówiąc nic nikomu, przeniosłem się do Chicago. Muszę to z nią załatwić, Julka musi mi pomóc.
-Ey gościu- zaczepiłem jakiegoś blondasa- gdzie mieszka Julka Adams?- jego twarz poczerwieniała, a szczęka zacisnęła się. Był wkurwiony, na co nie ogarniając całkowicie sytuacji zmarszczyłem brwi.- więc?
-A ty co kolejny chłoptaś do wydymania?!- prychnął.
-Przeginasz stary- stwierdziłem. Ludzie zatrzymywali się i patrzeli na nas jak na główne postaci, w przestawieniu zatytułowanym „Prymitywne ludzkie sprzeczki”. Czemu prymitywne? Bo ten gość jest skończonym dupkiem i zerem. – pytam ostatni raz, GDZIE JEST JULKA?!- warknąłem przez zaciśnięte zęby. Nie lubię się powtarzać, a ten frajer mnie coraz bardziej wkurwia. Kruchy człowieczek z naiwną nadzieją na to, że jest kimś ważnym, a Julia jest od niego uzależniona. Phi co za szpaner z przerostem ambicji i ślepym przekonaniem o swojej wyższości.
-Pierdol się!- splunął na moje nowe buty. Prychnąłem pod nosem, a potem wziąłem zamach i mu zajebałem. Blondyn się przewrócił, a po chwili zaczął zbierać z brukowej kostki resztki swojej godności.
-Grzeczniej śmieciu- odwróciłem się na pięcie i zobaczyłem ją. Szła cała przygnębiona i zamyślona. Ubrana w szorty, botki, luźną białą bokserkę i kurtkę kroczyła patrząc w dal. Włosy miała lekko zakręcone, a w oczach była pustka. – Julka!- brunetka popatrzyła na mnie i podeszła. –jestem Louis, przyjaciel Zayna.- prychnęła.
-Nie dam mu się pobawić moimi uczuciami.
-Pomóż mi- uniosła brwi i czekała wyczekująco. Wywróciłem oczami, a potem złapałem ją za łokieć i prowadziłem w stronę parku. – Zayn się załamał.
-Nie kłam, przecież ja dla niego jestem niczym, śmieciem, kruchym człowiekiem, któremu, gdyby tylko chciał mógłby urwać głowę.
-On by cie nigdy nie skrzywdził, bo cie kocha całym sercem i wiem, że ty też go kochasz. – na wysepce ogrodzonej wodą ze stawu, rosła ogromna wierzba. Rozejrzałem się dookoła i po stwierdzeniu, że nikt nas nie widzi, szybko ją do siebie przyciągnąłem i przeniosłem pod drzewo. Siedzieliśmy oparci plecami o pień. – przestał jeść, nie chodzi na zajęcia. Wiesz, że po waszej ostatniej sprzeczce chciał zabić te trzy wywłoki? Miał wyjebane na to czy go wyrzucą czy nie. Przekonaj go chociaż, żeby się pożywił- powiedziałem zrezygnowany. Wiem, że Julek ma trudny charakter i trudno jej schować swoją dumę do kieszeni.- nie bądź egoistką, chłopak skoczyłby za tobą w ogień.
-Eh daj mi trochę czasu na przemyślenie okay?- westchnęła głęboko, a potem odstawiłem ją do akademika. Wróciłem do Sawet, gdzie dopadła mnie Destiny, a potem zgwałciła.
*Julka*
Naprawdę mi ciężko. Louis- czy jak mu tam- za dużo ode mnie wymaga. Jak mam mu pomóc, nie myśląc o tym co mi zrobił? Czuję się jak Daisy, którą Donald zdradził z Myszką Minie. Tępo gapiłam się w ścianę i rozważałam wszystkie za i przeciw.
-Jula, wszystko dobrze?- zmieniłam punkt widzenia, teraz gapiłam się na Caroline, która patrzyła na mnie jak na idiotkę. – gapisz się na tą ścianę dobre 15 minut. – blondynka usiadła obok mnie. –mała?- pokiwałam tylko przecząco głową. – co się stało?- przyjaciółka przytuliła mnie mocno do siebie.
-Zayn się stał. – westchnęłam powstrzymując łzy.
-Przystojny wykładowca tak?- zamruczała, na co dźgnęłam ją w żebra. Przecież mówiłam jej, że on nie jest nauczycielem. – co z nim?
-Ma problem i według jego przyjaciela tylko ja mogę mu pomóc…
-Ale…
-Ale skrzywdził mnie i złamał serce.- z trudem powstrzymywałam łzy. Nigdy nie płakałam, nawet jak byłam mała i się przewróciłam i rozbiłam kolano. Teraz wszystko wywraca się do góry nogami i to przez chłopaka, a oni nigdy nie byli tak ważni jak przyjaciele.
-Zawsze chciałaś takiej miłości. – w sumie to prawda, ale…- więc dzwoń do tego idioty!- wyrwała mi telefon i wykręciła numer. – hej, tu Caroline, przyjaciółka Julki… właśnie Jula ma kłopoty mógłbyś przyjechać?… jest w cholernym niebezpieczeństwie!- rozłączyła się, a potem cmoknęła mnie w policzek.
-Zwariowałaś!?
-Podziękujesz później – złapała za kurtkę i wybiegła z pokoju. Chwilę później pojawił się Zayn.
-Wszystko w porządku?- podbiegł do mnie i dokładnie mnie z lustrował.
-Nie- pokiwałam przecząco głową.- boli mnie serce.
-Nie ciebie jedną.- mruknął. –chodź – przytulił mnie do siebie, a potem gdzieś przeniósł. Staliśmy na jakiejś skale, a pod nami była woda. – naprawdę nie chciałem- stwierdził patrząc mi prosto w oczy. Wzięłam zamach i przyłożyłam mu z liścia.
-To za to, że mnie zraniłeś, a to za to, że przyszedłeś i się martwisz- wspięłam się na palce i złapałam go za kark i pocałowałam, kiedy chciałam się odsunąć, nie pozwolił na to. Zaczął mnie zachłannie całować, a ja się temu poddawałam. Odepchnął mnie lekko. Jego twarz mówiła jedno: „jestem głodny!”.- nie krępuj się- odchyliłam głowę w prawo.
-Nie chcę ci sprawiać bólu.
-Dla mnie to czysta przyjemność- zaśmiał się cicho po nosem, a potem pochylił się i złożył pocałunek na obnażonym karku, po czym wbił w niego ostre kły.
-Dziękuję- cmoknął mnie w usta, a potem przetarł je kciukiem. – jesteś wyjątkowa wiesz?- uśmiechnęłam się lekko i spuściłam głowę. Później usiedliśmy na zielonej trawie. Pochylałam się nad chłopakiem i co chwila całowałam jego usta.
-O co chodziło z tym moim rzekomym życzeniem?- prychnął.
-To było tak: Dziewczyna Harrego, Gin została porwana do Czeluści, a Mai cały czas nawijał o waszych rodzicach i Jai’ u. Postanowiłaś pomóc Harremu i młodemu, dlatego poszliśmy do Przemytnika. Chciał twojej krwi, ale się nie zgodziłem, jak ja chciałem oddać swoją to ty nie chciałaś, dlatego dałaś mu wino Czarna Magia. Niestety loczek był uparty i był u Przemytnika przed nami i teraz jest jego marionetką. – wzruszył ramionami, a ja dalej uważnie go słuchałam. – musieliśmy zdobyć klucz i różę, żeby dostać się do teatru. Po pewnym czasie się to udało. Po drodze spotkaliśmy Katherine, która cie kiedyś zabiła, a ty jej pomogłaś. Potem, w teatrze Hazz odnalazł Ginny, a ty uwolniłaś Jai’ a i rodziców, ale twój wujek cie złapał i przekabacił. Kazał zdradzić twoje największe pragnienia. Powiedział: „A jeśli mogłabyś wieść zwykłe życie? Bez tego całego napięcia. Zwykła nastolatka, która imprezuje, studiować na Accademia di Belle Arti di Macerata?”. Chiałaś zwykłego życia i w pewnym sensie cie rozumiem, bo masz 19lat powinnaś szaleć i mieć wszystko w dupie, a ty od dziecka toczysz ciągłą walkę. I Wiem, że nie powinienem na ciebie tak naciskać, ale zrozum też mnie. Kocham cie najmocniej na świecie i chcę cie mieć zawsze przy sobie. Jest mi źle kiedy się kłócimy, kiedy cie nie ma boli mnie serce. Julka zrozum, chcę żeby było jak dawniej- zgarnął kosmyk za moje ucho, na co się lekko uśmiechnęłam. – Liam cały czas szuka sposobu, żeby twoja moc wróciła.
-Jestem taka jak wy?- nie wierzyłam w to co słyszę.
-Nie. – podsumował.- jesteś potężniejsza, od zawsze miałaś wielką moc i wiedziałaś jak jej używać, tylko, że dopiero niedawno dowiedziałaś się, że ludzie, do których od dziecka mówiłaś „mamo i tato” nie są twoimi rodzicami, a sama jesteś Awatarem. – uniosłam brwi.
-Przecież moi rodzice mieszkają w San Diego.
-Twoi rodzice nie żyją, bo Katherine ich zabiła, a ci rodzice rodzice są w Cytadeli- cooo? On mi tu chyba ściemnia. Wymyśla jakieś bezsensowne nazwy.- to taki jakby wymiar, w którym żyją Awatarzy. –machnął na to ręką.- wiesz o czym marzę?- pokiwałam przecząco głową. Niby skąd mam wiedzieć, skoro to on potrafi czytać w myślach.- chcę żeby to wszystko wróciło, twoja pamięć, my, nasza rodzina.
-Jeśli poprawi ci to humor, to też bym chciała- nagle jego telefon rozdzwonił się jak oszalały. Niechętnie go wyjął i odebrał.
-Stary przeszkadzasz mi- warknął od niechcenia.-… że co kurwa?!- przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz na ten ton.-… niemożliwe! Przecież miała być czarownicą, a nie jakimś Gerani, czy chuj wie czym… nie, czekaj. Jak to, że atakują Sawet?!… jaja sobie ze mnie robisz?!… dobra, dobra zaraz będę… jak nie!? Pogrzało cie?!… w domu Julki?… dobra, w garderobie…  dobra najpierw załatwimy jej moc, a potem wam pomożemy. Nara i trzymaj się pajacu- rozłączył się, a ja lustrowałam go badawczo.- mała musimy iść do Florencji- przytaknęłam, a on się pocieszająco uśmiechnął. Schował mnie w swoich ramionach, a potem staliśmy w jakimś pokoju i zmierzaliśmy do garderoby. Chłopak zaczął pukać w deski. Nie wiem czego szuka. Po chwili wyrwał jeden z paneli i wyjął z wnętrza dziury jakąś szkatułkę. Otworzył ją, a potem wyjął jakiś rulon. Zaczął go czytać, a potem wypowiedział wiązankę przekleństw pod nosem. – musimy wrócić do Czeluści.
-Co w tym złego?- zmarszczyłam brwi.
-Musimy znowu umrzeć…     
________________________________________
O jo mam dla was niespodziankę, to czy fajna czy nie zależy jak na to spojrzeć, za niedługo będziemy kończyć z tym opowiadaniem (:( jeszcze kilka rozdziałów i epilog. 
Ale! Mam pomysł na nowe opowiadanie z Zaynem hmm? Co wy na to?? Dobra czekam na opinie buźka miśki ;** 

piątek, 7 lutego 2014

3.17. Ty i on never ever rozumiesz!?



*Charlie*
Stałyśmy z Matty i Justine przy stoliku z ponczem i rozkoszowałyśmy się idealnym smakiem trunku, kiedy poczułam dźgnięcie w bok. Zakrztusiłam się lekko, a potem z gniewem spojrzałam na wampirzycę.
-Czy to nie twoja przyjaciółeczka?- zaśmiała się wskazując postać brunetki, która stała jak przybłęda i rozglądała się po sali balowej. Wkurzona zaczęłam szukać wzrokiem Malika, który jak później zobaczyłam gadał ze swoją paczką- mówi, że ma dla nich niespodziankę i że zaraz poznają jego nową laskę.
-Oj to na pewno- mruknęłam- Jus- spojrzałam na przyjaciółkę, która tylko wywróciła teatralnie oczami.
-Podobno chciała być człowiekiem, jakiś gościu to spełnił, ale o wszystkim zapomniała. Zayn próbuje ją znowu uwieść- wzruszyła ramieniem, a potem dokładnie zaczęła oglądać swój turkusowy lakier na paznokciach.
-Założę się, że jej nie odzyska.
-Przyjmuję- Stanford uścisnęła moją dłoń. Użyłam mocy i zmieniłam swój wygląd, na taki sam jak ma ta jego wywłoka. Byłam dokładnie taka sama jak Julka. Zarzuciłam włosami do tyłu, a następnie podeszłam do niej.
-Hej- uśmiechnęłam się szeroko.
-E… cześć?
-Widziałaś może MOJEGO CHŁOPAKA? – zmarszczyła brwi- Zayna Malika?- uniosła brwi. – zdradził mnie i chce odzyskać. – machnęłam ręką.
-Ale on… - zaczęła szybko mrugać powiekami. Charlie Zayn idzie! Przesłała mi telepatycznie Moore. Dałam jej znać, żeby mnie zastąpiła, a sama wyszłam naprzeciw mulata, który się szeroko uśmiechnął. Cmoknął mnie w usta, a potem obiął w pasie.
*Julka*
Dlaczego kłamał!? Sam mówił, że mu na mnie zależy, ale widocznie kłamał. I dlaczego jego była wygląda dokładnie tak samo jak ja!? To jest chore! Czy on robił to wszystko tylko dlatego, bo mam taką samą twarz jak jego dziewczyna!? To podłe i płytkie! Mulat pocałował ją przelotnie w usta, a potem obiął w pasie i prowadził do grupki przyjaciół, z którymi moment wcześniej rozmawiał.
-Słuchaj oni są ze sobą dwa lata- przekręciłam głowę i zobaczyłam jakąś dziewczynę w turkusowej sukience oraz drugą w bandamce oraz ubranej w czarne, skórzane rurki oraz białą zwiewną koszulkę. Wyglądały naprawdę ładnie. – nie warto.
-Lepiej sobie odpuść- wyższa obięła mnie ramieniem .- Jus wyjaśnij koleżance o co chodzi.
-Ty i on never ever rozumiesz!?
-Chcę do domu- zaśmiały sie na tyle głośno, żeby zwrócić uwagę całego towarzystwa.
*Zayn*
Cieszę się, że w końcu się zaczęło między mną, a Julką układać. Trochę boję się jak zareaguje na to, że Aga wygląda tak samo jak ona, ale to szczegół. Prowadziłem ją w stronę przyjaciół, którzy się szczerze uśmiechnęli. Wszyscy ją uściskali, a potem wdaliśmy sie w dyskusję. Adams była jakaś dziwna, jakby spięta. Naszą uwagę jednak przykuł głośny rechot. Justine i Martina śmiały się z jakiejś… kurwa mać!
-Ja jebie- przywaliłem sobie w czoło.
-Coś się stało Zayn?
-TY – wskazałem na dziewczynę, którą pomyliłem z Julką- się kurwa lepiej nie odzywaj Charlie, bo mnie coraz bardziej wkurwiasz!
-Pojeb!- wrzasnął Hazz- jak można pomylić swoją dziewczynę z jakąś tanią podróbką?!
-Daj se spokój z tym kazaniem, to nie ja należę to Przemytnika!
-Przynajmniej umiem rozpoznać swoją dziewczynę- dzieliły nas milimetry, a napięcie wisiało w powietrzu. – wiesz co mam cie w dupie. My chcieliśmy zobaczyć tylko Julkę, a ty zobowiązałeś się, że pomożesz jej wrócić, ale zjebałeś na całej linii!- wrzasnął, a potem w błyskawicznym tempie znalazł się przy Julce.
*Harry*
Co za pojeb! No kurwa nie mogę! Jak można pomylić laskę, z którą był dwa lata! Zna ją od trzech lat! Nie ogarniam tego gościa. Jus i Matty dalej szydziły z Julki, dlatego postanowiłem to zakończyć. Stanąłem z nimi.
-Bawi was to?- odwróciły się, a Matty spuściła głowę.
-Harreh to nie tak, jak…
-Zamknij ryj i nie mów tak na mnie! Odpierdol się od niej i tobie radzę to samo Jus, bo to może być ostatnia noc w waszym życiu. A tej trzeciej idiotce powiedz- wskazałem palcem na wampirzycę- że jeszcze jeden przekręt, w który zamieszana będzie Julka, albo którekolwiek z nas to nie dożyje walentynek! Spieprzać!- szybko się ulotniły, a Adams patrzyła na mnie przerażona- chodź, odprowadzę cie do domu- zarzuciłem ramię na jej barki i wyprowadziłem z zamku, w którym odbywała się impreza. Brunetka cała się trzęsła, dlatego zdjąłem marynarkę i zarzuciłem na jej drobne ramiona.
-Dzięki- powiedziała prawie nie słyszalnie. Chwała za to, że mam ten idealny słuch. – chcę do domu Curly- spuściła głowę.
-Czekaj co!? Możesz powtórzyć!? – czy ona nazwała mnie tak jak myślę, że mnie nazwała!?
-Chcę to domu?
-Nie, to po tym.
-Curly?- przytaknąłem.
-Dlaczego tak mnie nazwałaś?
-Bo jesteś loczek. –zaśmiałem się pod nosem, a potem przyciągnąłem bliżej siebie. Przeniosłem nas do Florencji. – chciałam do domu.
-No, a gdzie ja cie przyniosłem?- zdziwiłem się.
-No właśnie nie wiem. Ja mieszkam w Chicago.
-Od kiedy!?- zdziwiłem się.
-Od jakiś trzech miesięcy- wzruszyłem ramionami i znowu przytuliłem przyjaciółkę do klatki piersiowej. Przeniosłem nas do wskazanego miejsca- dzięki loczku-  cmoknęła mnie w policzek, a potem otworzyła drzwi akademika i trzasnęła nimi. Słyszałem jak wbiega po schodach. Wróciłem do Sawet. 
______________________________
O boziu, ale krótki rozdział ;/ wiem, wiem lama ze mnie, ale WY TEŻ SIE POPISUJECIE, NIE MA CO -_-  108 WEJŚĆ, A 5 KOMENTARZY O.o
JAK ROZDZIAŁ?? POSTARACIE SIE O WIĘCEJ KOMENTARZY?? TAK DLA MNIE I WGL ŻEBYM WENĘ MIAŁA 
buźka miśki ;**

niedziela, 19 stycznia 2014

3.16. Nie lubisz mojej krwi?



 *Zayn*
-No mówię ci Liam- już po raz setny gadam mu o tym, że piłem krew z Adams.
-TO. NIE. MOŻLIWE.- mówił wolno jak do tępego szczyla. Do pokoju weszła Dess razem  z Louisem. Blondynka już od dobrego miesiąca męczy mnie, żebym zabrał ją do Julki. Tylko, że odpowiedź brzmi NIE. Ja sam muszę odzyskać Julkę, a jak Destiny się przypieprzy to tego nie zrobię, bo ona chce odzyskać przyjaciółkę.
-Malik- dziewczyna zatrzepotała rzęsami- dzisiaj ide…
-Nie, nigdzie nie idziesz Dess!- wrzasnąłem i teleportowałem się do Chicago. Julka leżała na łóżku z jakąś książką i gadała przez telefon.
-Mam po prostu cie dość i nie, nigdzie dziś z tobą nie idę Matt- jęknęła. Długo to jeszcze potrwa!? Zahipnotyzowałem tego pedałka, żeby przelizał się z jakąś laską! Co jeszcze mam zrobić!? Sprawić, żeby się z pierwszą lepszą przespał!? Kurwa jak ja nim gardzę! Grrr- muszę kończyć- rozłączyła się, a potem wstała i podeszła do mnie przytulając. – hej
-Ta hej- mruknąłem od niechcenia odpychając ją lekko. Była zmieszana- idziesz dzisiaj ze mną na imprezę do mojej szkoły?
-Serio? Myślałam, że ty się uczysz w tym magicznym wymiarze
-Bo się tam uczę, ale chcę żebyś szła ze mną  
-To legalne?- skrzywiła się siadając na łóżku.
-Obchodzi cie to?- poszedłem w jej ślady. Ułożyłem głowę na jej udach, a brunetka zaczęła gładzić moje włosy niszcząc tym samym moją idealną fryzurę, którą dość długo układałem. Kocham ją, dlatego jej jako jedynej pozwalam całą moją pracę podeptać i wypierdolić do kosza. Ta to właśnie jest miłość, nie zwracasz uwagi na nic poza nią. Wszystkie złości, żale i wady znikają jak za sprawą magicznej różdżki, a cała nieidealna dziewczyna staje się ósmym cudem świata.
-Nie- odpowiedziała szybko, na co się zaśmiałem. Przynajmniej jedna rzecz się nie zmieniła. – ale muszę iść na zakupy- zrobiłem dziobek na ustach i przytaknąłem. Julka zmarszczyła brwi, a potem popatrzyła na mnie znacząco. Westchnąłem i wstałem.
-Skoro nalegasz, to pójdę- uśmiechnęła się uroczo. Złapała za torebkę i kurtkę. Ubrała buty, a potem jaki na cywilizowanych „ludzi” przystało wyszliśmy drzwiami. Szliśmy ramię w ramię przez cały akademik, aż dotarliśmy do głównych drzwi, które prowadziły na dwór. Było w sumie ciepło, ale wiał lekki wiaterek. Ruszyliśmy w stronę centrum, ale znowu przydupił się ten blondasek. W sumie ja nie mam nic do blondynów, ale jak go widzę to mnie kurwica trafia. Chłopak zaczął się pluć, a Adams tak jak ja była zmieszana.
-Teraz to z nim się bujasz!? Mam cie dość, bo znalazłam sobie nowego chłoptasia na posyłki!?- zaczął naśladować jej głos, ale marnie mu to wychodziło.  
-Przestań- warknęła.
-Dlaczego? Tobie wolno wszystkich obrażać, poniżać i oceniać po okładce, ale jeśli ktoś to robi z tobą to się wkurwiasz…
-Zamknij się- zacisnęła dłonie w pięści.
-Jesteś po prostu chorą manipulantką!
-Nie prawda- jęknęła, a potem przymrużyła oczy jakby coś ją bolało. Świadczył o tym grymas wymalowany teraz na jej ładnej buźce.
-Ty po prostu…- złapałem go za kołnierzyk koszuli w kratę i uniosłem troche w górę, co jak co, ale on był ode mnie niższy i mniej umięśniony.
-Posłuchaj teraz ty mnie- na razie byłem spokojny- jeśli jeszcze raz…- i dostałem po ryju. Okay, spoko miły Zayn się skończył. Postawiłem go na ziemi i odwróciłem się do Julki. – Julek daj mi chwilę okay?- zdezorientowana przytaknęła. Zacisnąłem dłonie w pięści, a potem przywaliłem mu. Zaczęliśmy się okładać. Wierzgał tymi witkami na wszystkie strony. Nie potrafił się bić, on stwarzał tylko takie pozory. Nie przestawałem obijać mu pyszczka, nawet wtedy kiedy się potknął. Blondasek nie potrafił się ruszyć, a ja nie potrafiłem i nie chciałem przestać. Obrażał ją, a mnie uderzył. Co z tego, że nic nie poczułem, bo siły to to ma ile motyl. Poczułem czyjąś dłoń na ramieniu, dlatego zaprzestałem. Przekręciłem głowę na bok i zobaczyłem ją. Stała przerażona i cała blada, kurczowo trzymała się za brzuch z wykrzywionymi ustami w grymasie.
-Chodźmy już, proszę- jęknęła. Zacisnąłem zęby i przymrużyłem oczy. Nie chcę przestawać! Chcę mu dać nauczkę, za wszystko! Za to, że cie krzywdzi, zdradza, za to, że mi cie UKRADŁ! Siłowałem się właśnie z własnymi wartościami, a prośbą dziewczyny, która jest dla mnie najważniejsza- Zayn- mruknęła. Uwielbiam jak mówi do mnie w ten sposób. Przeważnie robi to w momencie jak się pieprzymy, a raczej pieprzyliśmy, bo… w sumie też ją zdradziłem i ktoś powinien obić mi mordę. Niechętnie wstałem, a brązowooka złapała za mój nadgarstek i zaczęła biec ciągnąc mnie za sobą. Dopiero jak przebiegła park to się zatrzymała. Znowu pobladła i ledwo co trzymała się na nogach.
-Ey wszystko gra?- skrzywiła się.
-Tak- skłamała- nie martw się o mnie
-Jak mam się nie martwić skoro…!- w porę urwałem.
-Skoro?- zmarszczyła brwi.
-Skoro masz iść ze mną do Sawet- zastanowiłem się chwilę, czy aby na pewno dobrze dobrałem słowa, ale po głębszym zastanowieniu się doszedłem do wniosku, że dobrze to rozegrałem. Dalej szliśmy w stronę centrum za ręce. Droga zajęła nam dobre 10 minut, a potem to Julka wpadła w zakuposzał. Wybierała kiecki, przymierzała, WYGLĄDAŁA ZAJEBIŚCIE, ale ich nie kupowała.
-Nie- pokiwała głową- wyglądam w niej grubo- jęknęła z bezsilności. Też już powoli traciłem cierpliwość. Przecież ona jest chuda. Codziennie rano biega, zdrowo się odżywia, no i zawsze razem ćwiczyliśmy nie tylko na siłowni w weekendy, ale też codziennie wieczorem. Westchnąłem i zgarnąłem z wieszaka sukienkę, która już dawno skupiła całą moją uwagę. Rzuciłam nią w Adams, a ona uniosła na mnie brwi- serio?!- prychnęła- chciałbyś, żeby twoja dziewczyna ubierała się w takie coś?- teraz to ja uniosłem brwi- wybacz to pytanie było nie na miejscu- zaczęła przeglądać inne ubrania.
-Niby czemu nie na miejscu?
-No, bo… sam mówiłeś, że twoja dziewczyna… no wiesz- czekaj mówiłem co? Zastanowiłem się chwilę przypominając sobie co ja jej wtedy powiedziałem. Za cholerę nie potrafiłem sobie tego przypomnieć, dlatego tylko pokiwałem głową. Uśmiechnęła się przepraszająco, a potem mnie przytuliła- serio, przepraszam Zayn
-Nic nie szkodzi Julek
-Przyniosłam wam kilka nowych sukienek- nie no to są chyba jakieś żarty! Serio w takim momencie!? Właśnie teraz, kiedy tulę moją byłą, którą za wszelką cenę chce odzyskać przyłazi jakaś baba i gada, że ma nowe sukienki. Zero wyczucia czasu kobieto! Brunetka oderwała się ode mnie i zabrała kreacje, z którymi poszła do przymierzalni. Ruszyłem za nią. Wyszła w czerwonej, potem w czarnej i na końcu w błękitnej. Uśmiechnąłem się. Wyglądała świetnie, tak niewinnie jak aniołek, MÓJ aniołek.
-Weź wszystkie, ale ubierz się w niebieską
-Ale…- wywróciłem oczami i przejąłem ciuchy, z którymi ruszyłem do kasy. Podałem sprzedawczyni, która zadziornie się do mnie uśmiechnęła, a potem skasowała i podała cenę. Podałem jej kartę kredytową, a potem wpisałem kod. Podała mi reklamówkę, a ja ją Julce, która właśnie wyszła wkurzona z kabiny. – idiota- skwintowała- sama mogę za siebie płacić, nie jestem głupią laleczką, która chce cie wykorzystać. Zaraz ci oddam kasę- skrzyżowała ręce na piersi, a ludzie patrzyli na nas jak na debili. Złapałem ją za łokieć i wyprowadziłem ze sklepu. – no świetnie teraz to już się mnie nawet wstydzisz- słowa wypadały z jej ust jak z armaty. Nadawała jak przekupka na targu. – ała- złapała się za głowę. Lekko zachwiała się na nogach i padłaby na glebę, ale zdążyłem ją złapać.
-Julka na pewno wszystko dobrze?
-Tak. Przepraszam za tą scenę w sklepie, jak ci to wynagrodzić?- teraz do głowy przychodziło mi wiele próśb. Począwszy od zwykłego buziaka, a kończąc na seksie. Wskazałem jednak palcem na jeden ze sklepów, a wzrok dziewiętnastolatki powędrował na moim palcem. – kpisz sobie? Myślałam o kawie i ciastku, a nie o…
-To się obrażam- wzruszyłem ramieniem.
-No okay- westchnęła, po czym poszliśmy do sklepu z bielizną.    
*Julka*
Stałam przed lustrem i dokładnie oglądałam swoje odbicie. Szczerze powiedziawszy całkiem ładnie mi było w tej niebieskiej sukience, którą wybrał i kupił mi Zayn. Pomalowałam się lekko, a włosy rozczesałam i pozostawiłam lekko falowane, tylko że zgarnęłam je na lewe ramię. Do pokoju weszła Caroline, która popatrzyła na mnie jak na idiotkę.
-Wybierasz się gdzieś? – skrzyżowała ręce na piersi i popatrzyła na mnie wzrokiem matki, której córka nic jej nie powiedziała o swoich planach na wieczór.
-Właściwie… to tak
-Z Mattem?- uśmiechnęła się głupkowato, na co pokręciłam przecząco głową- z tym nauczycielem plastyki?
-Co!? Z jakim nauczycielem!? Za kogo ty mnie masz!? Idę z Zaynem- czy ona ma mnie za taką, co sypia z nauczycielem!? Nie jestem taka!
-Przecież sama mówiłaś, że prowadził twoje zajęcia
-Nie mówiłam tego!
-Ta, jasne- prychnęła. – Julka nie wymyśliłam sobie tego!
-Ja też! Zayn nie jest nauczycielem plastyki!
-Gadałaś…
-Nic takiego nie mówiłam- drzwi się otworzyły, a stanął w nich mega przystojny gość. Zayn ubrany był na czarno. Czarne spodnie, koszulka i skórzana kurtka. Włosy nienagannie ułożone i ten chytry uśmieszek sprawiły, że moje policzki przybrały barwę purpury.
-Idziemy?- przytaknęłam i złapałam za dłoń, którą wystawił w moim kierunku. Wyszliśmy, a potem przeniósł nas… gdzieś. Nadal nie wiem jak on to robi, ale to jest fajne. – podoba ci się w Nowym Yorku?
-Myślałam, że…
-Tak, tak pójdziemy do Sawet tylko, że chce jeść- złapał za ramię jakiejś dziewczyny, a potem powiedział:- nie krzycz i nie uciekaj- już miał ugryźć ją w kark, ale nie chciałam tego. Chciałam, żeby napił się ze mnie! Czułam się jakby… zazdrosna?
-Nie rób tego- warknęłam, a on zdziwiony spojrzał na mnie. – pozwól jej odejść
-Jestem głodny Julka. Muszę jeśli nie chcesz, żebym zrobił ci krzywdę- odchyliłam głowę w lewo dając mu do zrozumienia, że chcę aby pożywił się na mnie- nie mogę- warknął – Julka przestań!- wrzasnął, a potem lekko mnie odepchnął.
-Nie lubisz mojej krwi?- mruknęłam cicho- dlaczego chcesz iść ze mną? Zabierz ją- wskazałam na platynową blondynkę, którą trzymał teraz w ramionach. Czułam się teraz jak te wszystkie panienki z desperacji. Było mi strasznie wstyd, a w oczach gromadziły się łezki, które próbowałam zatamować szybkim mruganiem. Zrobiłam piruet na pięcie i odwróciłam się, odchodząc. Zagryzłam wargę na tyle mocno, że poczułam metaliczny smak krwi. Nie chciałam się teraz odwracać i patrzeć jak pije z niej. Tak bardzo chciałam być teraz na miejscu tej blondynki, która była bardzo ładna i szczupła, no i miała duże cycki co uwydatniał dekolt różowego topu. Przede mną pojawiła się postać mulata. Złapał mnie za ramiona i spojrzał prosto w oczy. Mówiłam już, że on ma piękne oczy? Nie? Cóż… teraz to mówię: On ma zajebiste tęczówki. – zostaw mnie- próbowałam się wyrwać z jego silnych ramion, ale nie pozwalał. – Zayn mówię do ciebie! Wracaj i dokończ posiłek- spuściłam głowę, bo znowu zbierało mi się na płacz. Nie rozumiem, dlaczego tak się dzieje. Nie znam go zbyt długo, bo zaledwie niecały tydzień, a nie dość, że jestem zazdrosna, to czuję, że mogłabym zrobić dla niego wszystko. – puszczaj- szarpałam się, a on nadal na mnie patrzył jakoś dziwnie.
-Nie chcę cie krzywdzić, zrozum- powiedział w końcu. Nie chce, ale to robi. Normalka, ja nie mam szczęścia do facetów. Złapał za moją brodę i zmusił, żebym na niego spojrzała- twoja krew jest najlepsza na świecie, ale nie chcę sprawiać ci bólu
-Nie sprawiasz- zapewniłam, a Malik zaczął się chwilę zastanawiać.
-Naprawdę ci tak na tym zależy, żebym pił tylko z ciebie?- uniósł brwi, a ja zażenowana przytaknęłam. Cała moja pewność siebie przy nim gdzieś ulatuje, a ja sama zamieniam się w nieśmiałą dziewczynkę, która tylko chichota zamiast podejść do kolesia i powiedzieć mu, że ją kręci. – dlaczego?- wzruszyłam ramionami. – nie piłem z niej
-To nie spowiedź Zayn
-Wiem, ale… - uniosłam na niego swoje brwi. Chłopak podrapał się w kark- zależy mi na tobie- odwrócił twarz, na której zaczęły pojawiać się charakterystyczne żyłki. Teraz to ja zwróciłam jego twarz ku sobie, a następnie odgarnęłam włosy, pokazując mu w ten sposób, że może się pożywić. Spojrzał mi prosto w oczy, a potem musnął moje wargi. Lekko ukuł mnie w szyję, a potem zaczął ssać. Czułam się trochę słaba, ale strasznie mi się to podobało. Odsunął się, a potem wytarł usta. Nadgryzł swój nadgarstek i podsunął mi pod nos. – wymiana- uśmiechnął się lekko. Złapałam jego rękę, a potem spojrzałam na niego i kończynę. Dwudziestolatek przytaknął, a ja niepewnie przyłożyłam wargi do rany, z której ciekło troche krwi. Napiłam się trochę, ale szybko przestałam. Głowa znowu zaczęła mnie potwornie boleć- za dużo wypiłem. Koniec, więcej z ciebie pił nie będę. Jesteś cała blada!
-Nie! To nie przez ciebie ostatnio jestem osłabiona. Już wcześniej byłam, zanim się poznaliśmy
-Powiedzmy, że ci wierzę. Chodź- przycisnął mnie do swojego idealnie wyrzeźbionego torsu, a chwilę później staliśmy w wielkiej sali, gdzie było pełno nastolatków, żarcia, napoi oraz głośna muzyka.
-Wszyscy są tacy jak ty?
-W sensie, że mega przystojni?- wywróciłam oczami z rozbawieniem- ja jestem najfajniejszy, a jeśli chodzi o rasę to jest nas tylko osiem. Ta blondynka- wskazał na dziewczynę, która tańczyła z loczkiem – to Gin jest człowiekiem, a Mel- teraz pokazał na rudą- jest wampirem. Niall, Harry, Liam, Lou, Dess i Aga to mieszanka. Daj mi chwilkę okay?- przytaknęłam, a on pocałował mnie w policzek po czym gdzieś poszedł zostawiając mnie samą. 
____________________________________________

poniedziałek, 6 stycznia 2014

3.15. woli brunetów takich jak ja



*Zayn*
Wróciłem do Sawet. Jestem wkurwiony na tego typka. Odebrał jej pamięć! Zapomniała o mnie. Już wolałem jak mnie nienawidziła za buziaka z tą blondyną. Wtedy przynajmniej była blisko mnie. Do pokoju wparowali wszyscy, a ja już wiedziałem, że moja chwila spokoju nie potrwa długo. Aga usiadła na przy mnie i głęboko westchnęła. Było jej już widać brzuszek.
-Znalazłeś ją?- w jej głosie była nadzieja. Prychnąłem pod nosem. – Zayn powiedz
-Ona mnie nie pamięta
-Przecież miała być normalna tak? –Harry zaczął filozofować. Teraz mu się zachciało. – odebrali jej moc i pamięć- zaczął wywijać głową.
-Nie mogą jej odebrać mocy, bo się taka urodziła. Jesteście serio tacy pojebani?- Liam stał się ostatnio jakiś drażliwy. Jak się nie uczepi Agi, że powinna odpoczywać, to znowu siądzie na nas. – jesteście…- i stało się. Zabrakło mu wyzwisk. Nasz przyszły członek Rady Starszych. – zróbmy tak. Zayn wymarz jej pamięć, a potem zacznij wszystko od początku. Na spokojnie
-Liam nie zacznę na spokojnie, bo mnie kurwica trafia jak widzę tego jej nowego blondasa. Przecież ona woli brunetów takich jak ja- całe towarzystwo zaczęło się śmiać…
Teleportowałem się do Chicago, do pokoju Adams. Dziewczyna była wystraszona i zdenerwowana.
-Jak ty to…?! Przecież…! – plątała się już we własnych słowach. Użyłem szybkości i znalazłem się przy niej. Bez namysłu wpiłem się w jej wargi. Na początku była zaskoczona, ale po chwili odwzajemniła. Oderwaliśmy się żeby zaczerpnąć powietrza- nie powinniśmy- spuściłem głowę głośno wzdychając.
-Wiem. Żałuję, że muszę to zrobić…
-Ale…- złapałem jej policzki w obie ręce i zmusiłem, żeby spojrzała na mnie.
-Nigdy w swoim normalnym życiu mnie nie spotkałaś. Prawdopodobnie kilka razy ci się śniłem. – źrenice Julki powiększyły się, a kiedy się już otrząsnęła mnie już nie było. Za jakąś godzinę ma się odbyć impreza, dlatego postanowiłem załatwić kilka spraw.
*Julka*
Czuję się dziwnie, jak na ostrym haju, albo kacu, bo właśnie nie pamiętam dzisiejszego dnia. Potrząsnęłam głową na boki. Przede mną stała zdezorientowana Caroline.
-Co ty odwalasz laska?- zaśmiała się.- ubieraj się na ognisko- podeszłam do szafy, z której wyjęłam ciuchy i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, a potem ubrałam się w krótkie jeansowe szorty i koszulę w kratę. Na nogi wsunęłam botki. Rozczesałam włosy i pomalowałam się. Wyszłyśmy i wolnym krokiem zmierzałyśmy w stronę miejsca, gdzie odbyć się miała impreza. Na miejscu przywitał mnie Matt krótkim buziakiem w usta. Zabawa się zaczęła. Piliśmy, tańczyliśmy i wygłupialiśmy się. Wszystko było zajebiście zajebiste, do czasu kiedy mat nie zaczął mi znowu opowiadać o swoich planach na przyszłość.
-I jak się pobierzemy, to będziemy mieć czwórkę dzieci- chłopak ledwo trzymał się na nogach.
-Przestań mi ustawiać życie, ono się samo potoczy. Nie chcę mieć tylu dzieciaków!- wrzasnęłam. Życie, przyszłość, on ma już wszystko nakreślone. Wkurza mnie to! To chore, żeby mówić komuś jak żyć. –spadam- już miałam wracać, kiedy ten idiota zacisnął dłonie na moim nadgarstku sprawiając mi tym samym potworny ból. Pchnęłam go – odpieprz się psycholu!- udałam się w drogę powrotną kiedy wpadłam na jakiegoś gościa. Nie panuję teraz nad sobą, bo ten kretyn mnie wkurwił! – przepraszam- mruknęłam.
-Nie przyjmuję- zdziwiona odwróciłam się do chłopaka, który był mega przystojny. Ubrany cały na czarno, czarne spodnie, koszulka oraz kurtka skórzana, na nogach miał tenisówki. Włosy idealnie ułożone na żelu i te brązowe przeszywające mnie tęczówki. – chyba, że się ze mną przejdziesz –mimo, że teraz byłam wytrącona z równowagi, to uśmiech sam zawitał na moich ustach. –Zayn- wystawił do mnie rękę.
-Julka- uścisnęliśmy sobie dłonie, ale on zamiast ją puścić, to jeszcze pocałował jej wierzch. Chodziliśmy po mieście i gadaliśmy jak starzy znajomi. Jakbyśmy się znali dobre kilka lat.
-Jesteś jakaś smutna. Stało się coś?- zapytał i przystanął.
-Pokłóciłam się z chłopakiem- z grymasem wzruszyłam lewym ramieniem. Mogłabym przysiąc, że w jego oczach pojawiła się radość.
-O co?
-Ustawia mi życie. A ty?- zmarszczył brwi- czego tajemniczy nieznajomy, który zna wszystkie odpowiedzi tutaj szuka? – zaśmiał się. Spuścił głowę, a potem popatrzył na mnie z uśmiechem, który mnie rozwalił. Oblizał górną wargę i wyglądał zajebiście seksownie. Wiem, że mam chłopaka, ale on mnie oczarował.
-Wiesz… - westchnął- mam problem. Trzy lata temu poznałem zajebistą dziewczynę, która najpierw mnie niezbyt lubiła, potem się przyjaźniliśmy no i zostaliśmy parą. Wiele przeszliśmy, ale popełniłem jeden cholerny błąd i przelizałem się z jakąś blondyną. Powyzywaliśmy się i straciłem ją
-Na zawsze?- sama nie wierzę, że zadałam to pytanie. No okay zawsze byłam wścibska, ale bez przesady!
-Miejmy nadzieję, że nie, bo nie przeżyję tego- nie czekając dłużej przytuliłam go. Schował głowę w zagłębieniu mojej szyi. Staliśmy wtuleni w siebie, ale chwilę później znowu szliśmy dalej.
-Skoro nie chcesz, że by chłopak ustawiał ci życie to mu powiedz czego chcesz
-Problem w tym, że nie wiem czego chcę. Matt traktuje mnie jak dziecko i jego własność, to chore
-Czekaj mówiłaś, że jak wygląda ten twój chłopak?- zmarszczyłam brwi.
-Czemu pytasz?- wskazał palcem w jakimś kierunku, a ja podążyłam za nim wzrokiem. Zawał! Pieprzony dupek jak on tak może!? – jebany skurwiel- mruknęłam i już miałam iść i mu wygarnąć, ale Zayn mnie zatrzymał.
-Pokaże ci coś okay?
-Słuchaj nie jarają mnie popisy magików- zaśmiał się ukazując szereg białych zębów.
-Julek zaufaj mi. – westchnęłam i pokiwałam głową, że się zgadzam. Uśmiech na jego ustach jeszcze bardziej się powiększył- zabiorę cie do jakiegokolwiek miejsca na ziemi, to gdzie chcesz się znaleźć?
-Nie kręcisz?- pokiwał przecząco głową- okay w takim razie chcę do Rio de Janeiro – skrzyżowałam ręce na piersi, a on się triumfalnie uśmiechnął.
-Zamknij oczy i chodź tu do mnie- wystawił ramiona w moim kierunku. Niepewnie zbliżyłam się i wtuliłam w jego idealnie wyrzeźbiony tors. Zamknęłam oczy. – okay otwórz- staliśmy na Corcovado obok gigantycznego pomnika Jezusa Odkupiciela. Podniosłam na niego oczy.
-Ale jak…- przyłożył palec do ust, żebym się zamknęła. Odgarnął niesforny kosmyk z mojego policzka i pochylił się. Serce przyśpieszyło, a on był coraz bliżej moich ust. Niespodziewanie cmoknął mnie w policzek. Odsunął się na kawałek, a potem cichutko zaśmiał pod nosem. – jak to zrobiłeś?
-Magia – powiedział to w taki tajemniczy sposób, że … sama nie wiem jak to określić. Spodobało mi się to. Mam dziwne uczucie w brzuchu, to na pewno nie są motylki, ale… no w pewnym sensie czuję, że go znam. Problem jednak tkwi w tym, że nie wiem skąd. – podoba ci się?- pokiwałam pionowo głową.
-Mogę ci zadać durne pytanie?
-Jasne
-Spotkaliśmy się wcześniej?- chwilę się zastanawiał, a potem oblizał górną wargę i wypuścił powietrze ze świstem.
-Mijałem cie na korytarzu, czemu pytasz?
-Bo… pewnie uznasz mnie za idiotkę, która próbuje cie wyrwać, ale uwierz, że nie chcę tego robić. Wydaje mi się jakbym cie znała od dawna- w jego oczach pojawiła się jakby radość.
-Nie jesteś idiotką Julek
-To dlaczego on mi to zrobił?- moje oczy zaczęły się pocić przez co słona woda spływała po policzkach.
-Ey nie płacz- szybko schował mnie w swoich ramionach gładząc moje włosy.- obiecuję ci, że zapłaci za złamanie ci serca- odsunął mnie na kawałek, a potem posłał pocieszający uśmiech- wracajmy, późno już
-Nie chcę- wydęłam dolną wargę, a on pacnął mnie w nos.
-Jutro zabiorę cie w takie jedno miejsce, co ty na to?- obiecujesz? Moja podświadomość jest głupia. Dlaczego ja zadaję takie pytania!? Przecież on ma na pewno inne rzeczy na głowie niż pomaganie mi w sklejaniu złamanego serca. –obiecuję mała
-Czytasz też w myślach!? Kim ty jesteś!? Jakimś kurewsko dobrym iluzjonistą!?- byłam pełna podziwu. Jeszcze nikt nie zrobił na mnie tak piorunująco dobrego wrażenia. Rozejrzał się na boki, a potem pochylił się nad moim uchem.
-Wampirem i czarodziejem- zachichotałam pod nosem. Teraz to on mnie wkręca! Heh chłopcy z dnia na dzień wymyślają durniejsze chwyty na podryw. Ja się nie jaram Zmierzchem i Edwardem… nawet nie znam jego nazwiska! – a skoro jesteśmy już na tym temacie to muszę cie przeprosić jestem głodny- odsunął się na jakiś metr i starał się na mnie nie patrzeć. Zbliżyłam się, ale on się znów odsunął- nie podchodź- warknął. Nie posłuchałam go. Znowu byłam bardzo blisko niego. –Julka nie chcę zrobić ci krzywdy, dlatego…
-Nie zrobisz. Mimo, że chcę teraz uciekać, to każda część mojego ciała surowo mi tego zabrania- odgarnęłam włosy na prawe ramię i odchyliłam szyję.- dlatego proszę- pokiwał przecząco głową i walczył dalej z pragnieniem- Zayn zrób to, ja nie mam nic przeciwko. Ty pomogłeś mi, teraz ja chcę pomóc tobie- westchnął i zbliżył się. Złapał za mój kark, a potem lekko musnął wargami szyję, w którą w pewnej chwili wbił kły. Było to podobne do ukucia szpileczek… 
______________________________
OK no to już za nami 15 rozdział 3 sezonu 
KOMENTUJCIE bo to MOTYWUJE