sobota, 13 kwietnia 2013

rozdział 12: Mówiłam ci, że cie zabiję



*Julia*
Nie no to są chyba jakieś jaja. Zajebie ją, jak tylko spotkam. Siedmiogród. Nie mogła mnie wysłać gdzie indziej? Dobra to teraz tylko przenieść się do Sawet. Pojawiłam się w tym samym lasku, gdzie Katherine skręciła mi kark. Nad jeziorem siedziała postać ubrana na czarno, włosy idealnie ułożone. Na sam widok uśmiech wkradł się na twarz. Podeszłam bliżej i zasłoniłam mu oczy. Złapał mnie za ręce, a potem ściągnął je ze swoich oczu. Przekręcił głowę, a ja doznałam szoku.
-Cześć piękna, jak tam nasz plan?- jaki plan i co ten idiota tu robi? Nie było mnie około dwóch miesięcy. To aż tak długo?
-E… dobrze, Julka jest uwięziona a my przechodzimy do planu wskrzeszenia Aresa- uśmiechnęłam się, a on pociągnął mnie za rękę i wpił w moje usta. Szybko to przerwałam i odepchnęłam go.- nie rób tego więcej. – wstałam.
-Dziś jest ten bal, idziemy razem?
-Teraz nie mogę gadać, zapytaj mnie później- ruszyłam w stronę szkoły. Po lewej stronie stał oparty o mur Zayn. Teraz to wiedziałam na 100%, bo stał przodem. Podeszłam i wyjęłam papierosa z jego ust, a następnie pocałowałam go. Odepchnął mnie. – co ty odwalasz?- zdziwiłam się.
-Jakbyś nie wiedziała- prychnął. Dobra spróbujmy jeszcze raz. Znowu musnęłam jego usta, a sytuacja znowu się powtórzyła. – ogarnij dupe jesteś podłą suką- powiedział patrząc mi prosto w oczy.
-Czemu tak mówisz? Przecież ja nic takiego nie zrobiłam
-Weź się już do mnie nie odzywaj, idź się pieprzyć z Kacprem.- wyszczerzyłam na niego oczy.
-Dobrze wiesz, że już z nim nie jestem
-Fajnie, ale wczoraj to prawie pieprzyłaś się z nim przy szafkach. – to nie był sen, to była wizja.
-O czym ty kurwa do mnie mówisz?!
-Jesteś żałosna- już miał zniknąć, ale go zatrzymałam. Rozejrzałam się, a kiedy nikogo nie było zaciągnęłam go do biblioteki szkolnej. Ta wiem słabe miejsce, ale ona tu nie przyjdzie. – możesz sobie darować?
-Nie, nie mogę.
-Nie chce mi się z tobą gadać. Możesz to pojąć?!
-Proszę o cisze- upomniała nas bibliotekarka.
-Ale to nie byłam ja- powiedziałam szeptem, a on zaczął się ze mnie zgrywać.
-Włącz uczucia i nie marudź
-Nie wyłączałam uczuć- zaczęłam odczuwać potworny głód, w końcu nie jadłam przez 2 miesiące, a dwoma osobami się nie najadłam. – uwierz. Pamiętasz jak ci mówiłam o Katherine?
-Nic mi o niej nie mówiłaś- nie rozmawiałeś ze mną, może z Agatą? Nie ważne teraz muszę iść na zajęcia, bo ta idiotka na pewno szkoły nie skończy. Katherine, przeszedł mnie niemiły dreszcz, chłopak to zauważył i się lekko skrzywił jeszcze nie widział jak się trzęsę. – Agata, czemu robisz ze mnie idiotę?- zaśmiał się.
-Ale czy ty tego nie pojmujesz?!
-Weź ogarnij się dziewczyno- wkurzona wyszłam z tego pomieszczenia. Bal ma się zacząć o 20, Ares ma zostać wskrzeszony o 24. Przyjdę o 22, a ta wywłoka zdechnie o 22.01. Genialny plan, teraz tylko muszę skombinować sukienkę. Wróciłam do domu, w pokoju Agi wisiała piękna różowa suknia do ziemi, przy sukienkę, dobrałam do niej czarne szpilki, jakąś biżuterię oraz maskę. Wyszłam i szybko zasłoniłam zasłony. Poszłam do łazienki wziąć prysznic, w końcu po dwóch miesiącach się umyję. Ubrałam to co wcześniej dla siebie przygotowałam. Wysuszyłam włosy, które później ułożyłam. Pomalowałam się i psiknęłam ulubionymi perfumami.
szafie leżały czarne szpilki. Będzie wyglądała ślicznie. Ciekawe co ubiera Dess? Weszłam do mojego pokoju. Na łóżku leżała piękna czerwona sukienka, z przedłużonym tyłem. Pod moim łóżkiem leżały czarne koturny. Dalej nie mam mojego pierścionka. Zaczęłam czuć jak pali mi się ręka. W Sawet nie było to odczuwalne, ponieważ tam wampiry mogą poruszać się swobodnie. Weszłam do garderoby i zaczęłam szperać w ubraniach. Po jakiś 15 minutach wybrałam
-Tak, ubierzemy sukienki i za godzinkę pojedziemy tato!- to był głos Agaty. Powiedziała my, czyli jest z Katherine. Wyszłam szybko z łazienki i odsłoniłam okno. Schowałam się w garderobie. Do mojego azylu weszła ta suka. Dziwka ma jeszcze moją komórkę. Buzowało we mnie.
-Julka rusz się już jesteśmy spóźnieni- dobiegł mnie z dołu głos mamy.
-Chwila!- wrzasnęła.- jeszcze was dzisiaj zabiję. O 22 będziecie zdychać, a o 22.15 powstanie Ares- mruknęła. Nie pozwolę jej na to. Kiedy wyszła z pokoju, wzięłam pelerynę i kopertówkę. Do torebki włożyłam maskę, a pelerynę ubrałam. Jestem głodna, czułam jak moja twarz zmienia się. Teleportowałam się do klubu w N.Y. było pełno ludzi. Grała fajna muzyka. Zaczęłam tańczyć, potem podeszłam do jakiejś dziewczyny i ugryzłam. Wyssałam prawie całą jej krew, nie chciałam jej zabić, dlatego dałam jej swojej krwi, żeby wróciły jej siły. To samo stało się w przypadku dwóch innych osób. Na zegarku była godzina 21.55. Mam pięć minut. Poszłam do łazienki gdzie umyłam twarz od krwi. Założyłam maskę i poprawiłam włosy. Teleportowałam się do Sawet, z samochodu wysiadła właśnie Agata, wyglądała zjawiskowo, zaraz przy niej znalazł się Liam ubrany w garniak. Pocałował ją na powitanie. Weszli do środka razem z Katherine i rodzicami. Szłam za nimi. Po wejściu na salę odszukałam znajomych. Harry i Carol lecieli w ślinkę, tak jak Lou i Dess oraz Niall i Elena. Caroline miała ubraną na sobie białą sukienkę do ziemi, czarne koturny, włosy związane w fikuśny kok. Elena w niebieską suknię do ziemi i czarne szpilki. Dess była przyodziana w śliczną, żółtą suknię bez ramiączek. W ręce trzymała małą, złotą torebkę, a na nogach czarne sandałki na szpileczce. Chłopaki ubrani byli w garnitury. Zayn ubrany w czarną koszulę podpierał ścianę i tępo gapił się na Kacpra i Katherine, mógłby zabić mojego byłego. Uparty palant, który nie potrafi posłuchać. Obok niego stała Susan ubrana w fioletową sukienkę do ziemi, nie widziałam ich butów. Podeszłam do niego i pociągnęłam za rękę.

-Co ty odpierdalasz?!- wrzasnął, zasłoniłam mu usta dłonią.
-Czy ty musisz być taki uparty?- zmarszczył brwi. Zdjęłam maskę. – teraz wierzysz?
-Julka, ale przecież ty… i… i Kacper… tam- słodki jest kiedy się denerwuje. Nie czekając długo pocałowałam go. Przyciągnął mnie bardziej do siebie i odwzajemniał każdy pocałunek.
-Teraz Julia Adams wygłosi mowę- odepchnęłam go.
-Co ci?
-Ona…- splótł nasze palce razem.- chodź- pociągnęłam go kiedy usłyszeliśmy jej pierwsze słowa.
-…niestety jest to wasz koniec- uśmiechnęła się chytrze. Puściłam rękę Malika i wyszłam przed szereg.
-Mówiłam ci, że cie zabiję- powiedziałam przez zaciśnięte zęby. – zraniłaś moich przyjaciół, chciałaś zabić ich i rodziców- stworzyłam ogromną kulę z ognia, powietrza, wody, ziemi i metalu i cisnęłam w nią. Nie potrafiła jej zatrzymać. Trafiła ją, a ona upadła. Szybko się podniosła i rzuciła we mnie osikowym kołkiem, złapałam go i odrzuciłam, ale cisnęła jeszcze jednym. Trafiła mnie w brzuch, wyjęłam go i zaczęłam przekładać w palcach. Oddałam jej. W tym samy czasie Kevin i Kacper rzucili się na moich przyjaciół. Za pomocą telekinezy cisnęłam  nimi o ścianę. Jej przyjaciele wilki i jeszcze jakieś wiedźmy zaczęły rzeź, próbowałam, ale nie mogłam im pomóc. Musiałam chronić moich bliskich i ich rodziny. Połączyłam wszystkie możliwe moce i użyłam ich przeciwko niej, nie potrafiła się podnieść. Przemieniłam się w tygrysa i rzuciłam na nią. Zatopiłam kły w jej karku i wyssałam z niej krew. Zniknęła, uciekła jak ostatni tchórz. Przyjęłam moją normalną postać. Poprawiłam sukienkę. Na Sali było cicho jak makiem zasiał. Uniosłam głowę i zobaczyłam, że każdy się na mnie gapi. Poczułam silne ukłucie w boku i lekko się skrzywiłam. Powoli skierowałam się do wyjścia, kiedy upadłam, a potem zostałam zaatakowana przez przytulasy i buziaki. Jedynie Zayn stał i się patrzył z tym swoim łobuzerskim uśmieszkiem.
-Przepraszamy, że nazywaliśmy cię suką- zaczęli przepraszać- myśleliśmy, że ona to ty- wstaliśmy i podeszłam do rodziców. Tata mnie przytulił, tak jak mama.
-Przepraszam, powinnam być bardziej ostrożna- powiedziałam ze spuszczoną głową. – jakbym uważała to nie skręciła by mi karku i Ares by nie powstał.
-Wróćmy do ceremonii- mój wzrok padł na scenę, na której stał „dziadek”. Uśmiechnęłam się lekko. – tytuł czarodzieja roku, chyba każdy się zgodzi, że powinna przyjąć Julia Adams. Zapraszam cię tu kochana- podeszłam do staruszka z długą, siwą wręcz białą brodą. Ubrany w białe szaty, jak na druida przystało. Stanęłam obok niego, a on zawiesił mi na szyi złoty medal. Podziękowałam i wróciłam do reszty. Poczułam jak ktoś obejmuje mnie od tyłu i delikatnie całuje w obojczyk. Odchyliłam głowę i przymknęłam oczy. Chłopak pociągnął mnie do tyłu i przeniósł nas do jego pokoju. Potem pchnął na ścianę i namiętnie całował.
-Tęskniłem za tobą- mrukną mi na ucho.
-Ja za tobą też- zachłannie wpiłam się w jego wargi. Teraz nic się nie liczyło tylko my. Nie ja, nie on, tylko my, razem. Zdarł ze mnie sukienkę, a ja z niego koszulę. W błyskawicznym tempie moje plecy stykały się z sąsiednią ścianą. Całował moją szyję. Potem już leżeliśmy na łóżku. Pozbyłam się jego spodni. Już miał zrobić to samo z moim stanikiem, ale do jego pokoju weszła jego mama. Kurwa myślałam, że się spalę ze wstydu.
-O jesteście tu. Julka rodzice o ciebie pytali. Jeśli zostajesz u nas na noc to zadzwoń do nich- czułam, jak moje policzki przybierają kolor purpury. Zayn pożycz mi telefon.
-Masz swój
-Mój ma ta wywłoka- wstał i wyjął ze spodni komórkę. Podał mi ją, a ja wybrałam numer do Agi. Wolę powiedzieć siostrze, że śpię u niego niż słuchać wykładów ojca.
(rozmowa, A- Agata, J- Julia)
A – coś się stało Zayn?
J- to ja Julka
A – widzę, że nie próżnujecie Hahahaha
J- ogarnij dupe. Zostaję u Zayna na noc
A – powiedzieć tacie?- byłam pewna, że teraz ma banana na twarzy.
J- nie. Tylko wiesz, że ja wiem co teraz ty i ON robicie u ciebie, a tata tego nie wie
A – Julka to już nie twoja sprawa co ja robie
J- też cie kocham- rozłączyłam się i oddałam chłopakowi komórkę.
-Kupujesz mi kartę- zmarszczyłam nos. Jego mama się tylko zaśmiała i wyszła. Opadłam znużona na poduchę. – może dokończymy?- odwrócił się na bok i zaczął nawijać sobie moje włosy na palec.
-Lepiej nie
-Nie widziałem cie dwa miesiące, powiedz chociaż co robiłaś?- odwróciłam głowę w jego stronę.
-Byłam przykuta do ściany łańcuchami- zmarszczył brwi. – nie jadłam nic i tęskniłam za wami. – pocałował mnie w czoło.
-To jutro idziemy się najeść co ty na to?- na znak, że się zgadzam musnęłam jego usta. Potem położyłam głowę na jego klatce piersiowej i zasnęłam.

Poczułam, że coś się pali. Otworzyłam oczy i o kurwa to ja. Palę się. W błyskawicznym tempie
wyskoczyłam z łóżka i pojawiłam się w cieniu. Mulat powoli zaczął się budzić.
-Mógłbyś zasłonić okno?- zapytałam wchodząc jeszcze bardziej w cień.
-Czemu?
-Bo się palę?- odpowiedziałam pytaniem, na pytanie.
-A czemu?- uniósł pytająco brew, a na jego ustach pojawił się chytry uśmieszek.
-Nie mam pierścionka, jakbyś nie zauważył brakuje mi oprócz komórki, łańcuszka i tego pierścionka, który chroni mnie przed słońcem- zaśmiał się i podszedł do okna. Spuścił zasłony, a potem podszedł do mnie. Pocałował w usta.
-Czyli co idziemy jeść w nocy?
-Chyba tak, ale teraz jest ważniejszy problem- zmarszczył brwi- Katherine, Ares? Zapomniałeś? Chcą wszystkich pozabijać
-Spoko, ale ja idę jeszcze do łóżka- położył się powrotem na materacu. Przewróciłam oczami i ubrałam jego czarną koszulę z wczoraj, bo z moją sukienką było nie za dobrze. Leżała cała potargana. Poszłam do łazienki gdzie załatwiłam potrzeby fizjologiczne i rozczesałam włosy. Potem wróciłam do pokoju Zayna i rzuciłam się na łóżko obok niego. 
____________________________________
 Okay rozdział 12 za nami. Fajnie że dużo osób komentuje. INFO DLA TYCH, KTÓRZY TEGO NIE ROBIĄ : głosujcie chociaż w ankietach, bo chce wiedzieć ile was jest. Jestem troche zawiedziona, bo pod rozdziałem 10 pojawiło sie aż 15 komentarzy, ale to nic nie zmienia. Chodzi o to, że te opinie są dla mnie bardzo ważne, bo dzięki nim mam ochotę na pisanie i wiem czy wam sie podoba. Komentujcie miśki ;**
 

środa, 10 kwietnia 2013

rozdział 11: chora manipulantka i egoistka z przerostem ambicji i pieprzoną dumą w zanadrzu



*Julia*
-Ogarnij dupe Julka, jesteś podłą suką- powiedział mi prosto w oczy Zayn.
-Czemu tak mówisz? Przecież ja nic takiego nie zrobiłam?- byłam zmieszana, no bo co on mi zarzuca?
-Weź się już do mnie nie odzywaj, idź się pieprzyć z Kacprem.- wyszczerzyłam na niego oczy.
-Dobrze wiesz, że już z nim nie jestem
-Fajnie, ale wczoraj to prawie pierzyłaś się z nim przy szafkach.
-O czym ty kurwa do mnie mówisz?!
-Jesteś żałosna- zniknął jak gdyby nigdy nic.
Kurwa, ale mnie wszystko boli. Czuję się jakbym była przypięta łańcuchami do ściany. Otworzyłam, z lekką trudnością oczy i spostrzegłam, że jestem w jakiejś jaskini. Najlepsze było to, że byłam przykuta do ściany. Miałam przywiązane dłonie i nogi.  
-Co to kurwa ma być?!- wrzasnęłam w kierunku 10 gości, którzy jak sądzę miało za zadanie mnie pilnować. Jeden z nich podszedł do mnie z laptopem, włączył skype, a na ekranie zobaczyłam Agatę.
(rozmowa skype, K- Katherine, J- Julka)
J- Agata co ty odpierdalasz co?
K- to ja kretynko, jesteś jeszcze głupsza niż twoja blond przyjaciółeczka
J- Katherine do cholery co to ma być?!
K- zemsta, myślałam, że słyszałaś mnie w lesie. Nawet nie próbuj uciekaj, bo to ci się nie uda. Łańcuchy są przesiąknięte werbeną, a jak się zaczniesz szarpać, to zacisną się mocniej. Żeby wyjść z groty, musiałabyś opanować wszystkie możliwe moce, a tego jeszcze nie potrafisz. 30 listopada planety ustawią się w jednej linii z księżycem, a ja obudzę Aresa, który zniszczy cały świat. Będziemy rządzić razem, a ty do tego czasu wyschniesz, bez krwi. Nie masz też swojego pierścionka na słońce oraz twojego łańcuszka z księżycem . - odruchowo spojrzałam na nadgarstek i palce. Zawsze wiąże łańcuszek na nadgarstku. Nie było ich.
J- ty suko, wyjdę stąd a potem zabiję ciebie i Aresa- jeden z ich sługusów zamknął komputer i wrócił do swoich kolegów. To może od początku, jak zaczęła się moja „znajomość” z Katherine. Wprowadziliśmy się właśnie do Florencji, bo wcześniej mieszkaliśmy w Soffi, stolicy Bułgarii. Tata wstąpił do rady. Pamiętam, że podsłuchiwałam wtedy z Agatą pod drzwiami ich konferencji, mówili o niejakiej Katherine Darwin. Poszłam do salonu, a Adzia do kuchni po soczek. Czekałam na nią kiedy usłyszałam krzyki i płacz. Od razu pobiegłam do kuchni, zobaczyłam ją. Piękna kobieta, o długich kręconych włosach, brązowych oczach. Ubraną w czarną bokserkę, rurki oraz szpilki. Na ręce miała bransoletkę. Trzymała moją siostrzyczkę za włosy w powietrzu i groziła jej kołkiem.
-Puść ją- zaśmiała się gorzko. Do góry wbiegli wszyscy z rady, ale ona za pomocą manipulacji materią zablokowała drzwi. Nie minęła chwila, a wszyscy dorośli z rady stali za oknem, słyszałam krzyk mamy. –zostaw moją siostrę- zacisnęłam dłonie w pięści.
-A jeśli nie to co mi zrobisz?- zakpiła ze mnie. Zacisnęłam powieki i stworzyłam kulę ognia i powietrza cisnęłam w nią. Moja bliźniaczka ruszyła w moją stronę. –ty mała suko- warknęła i cisnęła we mnie kulą wody. Na szczęście Agata zatrzymała ją i odwróciła przeciwko niej. Złapałyśmy się za ręce i połączyłyśmy nasze moce i kulą żywiołów „rzuciłyśmy” w nią. Niestety moja siostra nie miała już sił i osunęła się na ziemię. – teraz jesteś sama. Zabiję cię, a później ją- wskazała na dziewczynkę w krótkich brązowych włosach, która leżała oparta o drzwi.
-Nie pozwolę ci skrzywdzić mojej siostrzyczki- byłam wtedy wściekła. Dokładnie pamiętam co wtedy czułam i myślałam. Nagle coś się ze mną stało, a na jej twarzy był strach. Rzuciłam się na nią i obaliłam. Byłam wtedy tygrysem i pierwszy raz posłużyłam się transmutacją. Wgryzłam się w jej kark i napiłam krwi, krwi wampira. Ona zniknęła, a ja szybko pobiegłam do siostry i otworzyłam drzwi, tą samą metodą, którą zostały zamknięte. Mama pobiegła do Agi i przeniosła ją do pokoju. Do mnie zaś podszedł tata i reszta rady, starsi zaczęli mi się kłaniać. Ojciec wziął mnie na ręce i poszliśmy pożegnać naszych gości. Ostatni wychodził starszy, siwy pan, w długiej pelerynie.
-Zaprawdę powiadam ci, że twoja córka jest tą z legendy. Ona ocali świat- dziadek- bo tak się do niego zwracałam kiedy nas co roku odwiedzał- ucałował moje czoło oraz podał tacie dwa pierścionki i  wisiorki. Jeden przedstawiał słońce, a drugi sierp księżyca. – dla Julii jest księżyc, ponieważ ona będzie trudnym dzieckiem, za to twoja druga córka potulna. Do zobaczenia.
-Pa dziadku- pomachałam mu i wyszedł. Ten dzień mimo młodego wieku został mi w pamięci, w całym magicznym świecie rozniosła się wieść o niezwykłych siostrach bliźniaczkach, które jako małe dziewczynki pokonały Katherine. Jednak to nie prawda, bo nie pokonałyśmy jej, a ona wróciła i chce się zemścić. Nie dopuszczę do tego, żeby coś stało się moim przyjaciołom, rodzinie i mojej kochanej siostrzyczce. Muszę się stąd wydostać.
-Rozkuj mnie z tego łańcucha- wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
-Zapomnij- rzucił mięśniak w czarnej, skórzanej kurtce. Katherine to chora manipulantka i egoistka z
przerostem ambicji i pieprzoną dumą w zanadrzu. W domu jest jej zdjęcie z 1864 roku, najgorsze w tym wszystkim jest to, że wygląda dokładnie tak jak ja. Ma takie same włosy, kręcone długie i brązowe. Różnią nas tylko oczy, w jej widać tylko chęć zemsty i gorycz.
-Wypuść mnie stąd!- wrzasnęłam, a łańcuchy zaczęły się zaciskać. Krzyczałam z bólu, ale nie przestawałam się szarpać. Muszę się z tego wyswobodzić.
-Przestań się szarpać, bo to ci nic nie da- próbowali mnie powstrzymać po jakiś 4 godzinach. Nie mogę przestań oni mnie potrzebują. Podszedł do mnie jeden z nich, chciał poprawić łańcuchy, ale zdążyłam go ugryźć i wypić troche jego krwi. Dalej próbowałam. Zamknęłam oczy i opadłam zmęczona na glebę, zamknęłam oczy, a do nozdrzy doszedł zapach papierosów. Ktoś powie zapach jak każdy inny, ale one pachniały jak te od Zayna. Nie wybaczę sobie jak coś się stanie temu kretynowi, będę to miała na sumieniu, bo jest moim przyjacielem. Przyjacielem, który dobrze całuje i mnie rozumie, ale też ma wady-każdy je ma. Myśli, że może mieć kogoś na własność. Nawet jeśli obrażam się na niego, kłócimy się nie zamieniła bym go na nikogo innego na świecie. To jest skomplikowane bardziej niż sznurówki. Czuję się jak głupia, mała dziewczynka, która da radę, bo musi. Znowu podjęłam próbę, robię to od miesiąca, dzień w dzień. Przez 12 godzin z 10 minutową przerwą i kolejne 12 godzin.
-Który dzisiaj?- byłam wysuszona. Żaden z nich już do mnie nie podchodzi. Z ledwością mogłam wydusić z siebie jakieś słowa.
-29 listopada, jutro o północy twoi przyjaciele zginą z ręki Katherine. – powiedział z chamskim uśmieszkiem Josh. Znam ich imiona i słabe punkty, znam ich na wylot.
-Wypuść mnie stąd muszę im pomóc i zabić tą dziwkę- wycedziłam przez zęby.
-Najpierw pogadamy z dzwoneczkiem- furia jaką teraz czułam była nieogarniona. Zagryzłam wargę i szarpnęłam dłońmi w dół. Myślałam o metalu, o tym że muszę się go pozbyć. Łańcuchy pękły, a oni byli przerażeni.
-Zabiję was, a potem Katherine- wysyczałam. Znalazłam się przy George’ u i wgryzłam się w jego kark.
*narracja trzecioosobowa*
Furia jaka ją teraz ogarnęła była wielka, nie potrafiła nad sobą zapanować. Zatopiła kły w karku George’ a i wyssała z niego całą krew. Nabrała sił. Potem wyrwała serca Josh’ a, Sama, Jake’ a, Chrisa, Jamesa, Carlosa, Logana i Filipa. Na końcu stanęła naprzeciwko Kendalla, który dziennie ją poniżał i gnoił.
-Mówiłam ci, że cię zabiję jak się uwolnię- warknęła. Jej oczy były czerwone niczym krew, którą była wysmarowana cała jej twarz.
-Pomogę ci, ale oszczędź mnie- próbował wzbudzić w niej litość, ale ona już dawno zapomniała czym jest to uczucie. Ona od początku była inna. To taki typ samotnika. Zamiast bawić się grzecznie z dziećmi w piasku, kazała im wypierdalać. Krzyczała, że mają jej oddać wszystkie zabawki. Chciała mieć cały piach dla siebie. Potrafiła żyć w samotności. Bawiąc się w deszczu omijała kałuże. Lubiła patrzeć na słońce bez okularów. Jest oryginalna w każdy calu. Żyje w swoim świecie.
-Zapomnij- wbiła ostre jak szpikulce zęby w jego kark. Przebiła aortę, a on zmarł od razu. Cała ufajdana krwią próbowała się wydostać. Najpierw pokonała ścianę ognia, potem metalu, wody, powietrza i ziemi. Była w dziurze. Czarnej, głębokiej, ale ona potrafi latać. Uniosła się do góry, a po 5 minutach była na jednym, wielkim zadupiu. Dookoła była pustka, nie wiedziała gdzie jest, ale wiedziała, że musi pomóc przyjaciołom.
*Zayn*
Julka stała oparta o szafki i rozgrzewała się przed meczem. Wstąpiła do składu cheerleaderek. Podszedłem do niej.
-Powiesz co ci się stało?- uniosłem pytająco brew. Położyła nogę na moim barku i dalej się rozciągała.
-Jak to co? Znudziłeś mi się, myślisz, że ja i ty moglibyśmy być razem?
-Nie, to by się nie udało, ale przyjaźniliśmy się. I jak to robisz, że nie słyszę twoich myśli?- na jej twarzy pojawił się niepokój. Zdjęła nogę i poszła przed siebie. Jutro jest bal i będą na nim wszyscy. Nasi rodzice, rodzeństwo i inne ważne osobistości. Samorząd szkoły, czyli Agata, Carol, Elena i Dess przygotowały salę na tą uroczystość. Julka powiedziała, że w takie gówno się angażować nie będzie. Ogłoszą też kto jest czarodziejem roku.  
*Agata*
Może nie powinnam tak mówić o mojej siostrze bliźniaczce, ale stała się ostatnio jeszcze większą suką niż zazwyczaj. Całowała się z moim chłopakiem, nie jest moją siostrą. Jest obca. Zadała mi cios w serce, nie bolało by tak mocno, gdyby zrobiła to Caroline, albo Dess, ale to świństwo, że to była Julka. Do mojego pokoju wszedł Liam.
-Słuchaj ja naprawdę, chciałem ją odepchnąć- złapał mnie za rękę i gładził kciukiem po jej wierzchu.
-Rozumiem cie, ale powiedz mi co się z nią stało? Nigdy taka nie była- oparłam głowę o jego bark, a on pocałował mnie w czubek głowy.
-Może wyłączyła uczucia, to się zdarza. 
___________________________________
wow 15 komentarzy!! dzięki ;** no to tak mamy już rozdział 11 co o nim myślicie?? standardowo dzięki za komy, głosy w ankietach, wejścia i obserwowanych... komentujcie miśki ;**

niedziela, 7 kwietnia 2013

rozdział 10: Zazdrosny jesteś?



Obudziłam się rano i spojrzałam na zegarek 11.33. Lol spóźniliśmy się do szkoły, ale wisi mi to. Umiem posługiwać się czarami. Bezszelestnie i zwinnie wypełzłam z ramion mojego przyjaciela. Zabrałam moje rzeczy i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i ubrałam bieliznę. Przeniosłam się do mojej garderoby, z której wybrałam to, rozczesałam włosy i pomalowałam się. Wzięłam portfel i „poszłam”, czyli
zniknęłam do najlepszej pizzerii we Włoszech. Zamówiłam jedną pizzę, na którą czekałam jakieś 15 minut. Potem razem z kartonem teleportowałam się do domu Zayna. Chłopak jeszcze spał, ale zaraz się to zmieni. Odstawiłam jedzenie na stolik i podeszłam do łóżka, które na marginesie jest bardzo wygodne.
-Wstawaj – trąciłam go lekko.
-Jeszcze chwila- gorzej niż z dzieckiem, wstawaj bo sięgnę po inne środki- 5 minut i wstaję. – się mówi trudno, wzięłam pustą butelkę, po naszej wczorajszej „małej imprezce” i wlałam do niej wody. Wróciłam do chłopaka wylałam zawartość mu na twarz. Wstał jak poparzony. – jesteś pojebana!- krzyknął, a ja tylko wywróciłam oczami.
-Już dawno to stwierdzili- wystawiłam mu język, a ten pokręcił głową z politowaniem.- chodź jeść, bo wystygnie- usiedliśmy na sofie , włączył jakieś bajki, a potem każde wzięło trójkątny kawałek i zaczęliśmy zajadać.
*Destiny*
Na pierwszej lekcji, czyli w-fie graliśmy wyjątkowo z chłopakami w koszykówkę, na Sali. Byłam w drużynie z Lou, Harrym, Caroline i Robin, a graliśmy przeciwko Agacie, Liamowi, Niallowi, El. Wygrała nasza drużyna i kolejny mecz był przeciwko Alison, Susan, Bonie, Kevinowi i Cole’ owi. Był remis a dokończyć nie mogliśmy ponieważ zadzwonił dzwonek. Ruszyliśmy do szatni. Poszłam jak każdy zresztą pod prysznic, następnie ubrałam się w moje ubrania. Razem z Lou i resztą poszłam na matematykę. Siedziałam razem z niebieskookim brunetem. Lekcja była nudna, ale zaraz, zaraz kogoś tu brakuje.
-Louis, widziałeś Zayna albo Julkę?- szepnęłam pochylając się nad zeszytem. Przekręcił głowę i uśmiechnął się szeroko.
-Pewnie się gwałcą- zaśmialiśmy się- albo w najgorszym wypadku Zayn został zabity za pomocą kołka- lekko się skrzywiłam. Wyjęłam komórkę i napisałam SMSa do brunetki.
„Czemu cie nie ma? Zayn jeszcze żyje? D”
„Na razie tak ;P ej skąd wiem, że jestem z nim? J”
„Teraz już wiem ;P będziecie dzisiaj jeszcze w budzie D”
„Nie, ale jutro chyba tak ;**  powodzenia z Lou ^^ J”
„Spadaj i sama się Zaynem zajmij ;p D”
„Skąd wiesz, że już się nie zajęłam? J”
„Osz ty ;P D”
-I co mój przyjaciel, jeszcze żyje?- zaśmiał się.
-Na razie tak, już ona się nim zajmie- chłopak zaczął ruszać zabawnie brwiami, ja już nie wytrzymywałam i wybuchnę łam głośnym śmiechem.
-Panno Petrova przeszkadzam pani?- zapytał Amus, który również uczył powietrza.
-Nie
-Ona przecież nic takiego nie zrobiła. Zresztą śmiech to zdrowie- wstawił się za mną Tomlinson, za co mu się oberwało. Amus wysłał nas do dyrektora.
-Nie musiałeś tego robić- powiedziałam patrząc w podłogę. Nagle poczułam jak łapie mnie za rękę i odwraca w swoją stronę. Uniósł mój podbródek i patrzyłam w te jego niebieskie patrzałki.
-Chciałem, co ty się tak gapisz?- zmarszczył brwi.
-Masz śliczne oczy, takie niebieskie. Ukradłeś kawałek nieba i nie miałeś go gdzie schować, tak?- zażartowałam, ponieważ chciałam rozładować atmosferę. Jego towarzystwo mi się udziela ponieważ cały czas się śmieję.
-Lubię cię, nawet bardzo. Jesteś śliczna i zabawna- czułam, że oblewam się rumieńcem, co nie jest w moim stylu, bo nigdy nie czuję się niekomfortowo. Pochylił się troche i złożył delikatny buziak na moim policzku. Splótł nasze palce razem i poszliśmy na dywanik. Tommo zapukał, a kiedy usłyszeliśmy proszę nacisnął klamkę i pchnął drzwi. Przepuścił mnie pierwszą. Dżentelmen.
-Dzień… a ty co tu robisz pajacu?!- krzyknęłam widząc mojego starszego brata. Wstał i się chamsko uśmiechnął.
-Cole będzie się tu uczył- stałam tam z miną wtf? Co on kombinuje? On i szkoła to dwie inne rzeczy, tak jak magnesy, które się odpychają. Z transu wyrwał mnie niebieskooki, który mocniej ścisnął moją rękę.
-Ta jasne, bo uwierzę. Wy chcesz chodzić do szkoły? Słyszysz sam siebie? olewasz wszystko i wszystkich, co ty odpierdalasz?!
-Destiny słownictwo- powiedział szorstkim głosem dyrektor Tomson.
-Przepraszam- mruknęłam.
-Co was tu sprowadza?- spojrzał na mnie spod okularów.
-Amus, bo przeszkadzał mu śmiech Dess- odpowiedział Louis.
-Ona się śmiała?- zdziwił się Cole- ostatnim razem robiłaś to kiedy żyła mama, czyli jakieś dwa lata temu. – czułam, że moje oczy robią się szklane. Nie lubię jak o niej wspomina, boli mnie to, że ktoś robi takie świństwo. Czemu akurat musiała to był MOJA mam, a nie na przykład kogoś innego? Zacisnęłam zęby. –sorka Dess.
-Musiałeś no nie? Zawsze to robisz! Mam dla ciebie radę. Przepuść najpierw słowa przez maszynkę, a potem wypowiadaj!- krzyknęłam i wybiegłam z gabinetu. Wyjęłam komórkę i zadzwoniłam do Elijah’ a. Odebrał po drugim sygnale.
(rozmowa, E- Elijah, D- Destiny)
E- mów Dess
D- Elijah proszę cie przyjedź
E- do Sawet?
D- no
E- zaraz będę, gdzie jesteś?
D- nad jeziorem- rozłączyłam się i skierowałam się w stronę wody. Byłam szybko na miejscu, co zawdzięczam niezwykłej prędkości. Usiadłam na brzegu i tępo gapiłam się w ścianę. Po chwili pojawił się mój starszy brat.
-Co się stało?- zapytał z troską w głosie. Zawsze mi pomaga ogarnąć moje skąp likowane życie.
-Mam taki burdel w głowie, że tylko czekać aż się dziwki zalęgną. – oparłam głowę o jego ramie.
-Dess mów jaśniej
-Cole się stał i zaczął gadać o mamie- teraz to już nie tamowałam łez, spływały po moich policzkach.
-Dess nie płacz, wiem że za nią tęsknisz, ale nic nie możesz na to poradzić, nie wskrzesisz jej. Nie zwrócisz jej życia, bo to prawie nie możliwe. – poderwałam się.
-Prawie?- zapytałam z nadzieją.
-Destiny jest legenda, że jak wszystkie planety ustawią się w linii prostej z księżycem, co zdarza się raz na 50 lat pojawia się Feniks, ale nie taki zwykły. Jest to uosobienie piękna, mądrości i nadziei. Osoby o czystym sercu tylko mogą z nim porozmawiać, a te złe, no cóż giną. Może on dać nadzieję na lepsze jutro. Doradzić, jak rozwiązać problem, ale może też zgubić proponując piękno. Musisz być rozważna, ale…
-Dess tu jesteś, szukałem cie- na moich ustach od razu pojawił się uśmiech. Chłopak od razu mnie przytulił. – a to kto?
-Elijah, starszy brat Destiny. – podali sobie dłonie. – wiesz, że masz dobry wpływ na moją siostrę. Przy tobie się uśmiecha, a u niej to rzadkość
-Elijah przestań- skarciłam go wzrokiem, na co Louis się zaśmiał. –a ty się nie śmiej. Mów kiedy się te planety tak ustawią.
-Nie wiem, nikt nie wie- skrzywił się.- ja już pójdę obiecałem ojcu, że mu pomogę- zniknął. Ma moc teleportacji. Poczułam, że mam czyjeś ręce na biodrach. Moje oczy były skierowane ku dołowi, bo znowu bym się zarumieniła.
-Dess, popatrz na mnie- zachęcał.
-Nie, bo się zarumienię
-O to mi chodzi, do twarzy ci w purpurze- złapał za moją brodę i pociągnął ku górze. – powiedz mi jedną rzecz. Przywaliłabyś mi, gdybym cie pocałował?
-Nie wiem- wzruszyłam ramionami- spróbuj- zachęciłam go, a chwilę później poczułam jego usta na swoich.
*Julia*
Gadaliśmy z Malikiem, kiedy pojawił się Nikolas. Był jakiś taki zdenerwowany, jak nie on. Nik jest opanowany. Dziś jednak taki nie był. Coś go gryzie i musi się wygadać.
-Julia musisz powstrzymać Dess, od zrobienia głupstwa.
-O czym ty mówisz?- uniosłam brwi.
-Ona i ten wasz kolega- razem z Zaynem zmarszczyliśmy brwi. – niebieskie oczy, brązowe włosy, kolorowe spodnie, koszulki w paski.
-Louis- sprostował mulat.
-No, chcą rozmawiać z Feniksem
-I co w tym złego? Feniks to mądre stworzenie- wzruszyłam ramionami, ponieważ nie wiedziałam o co mu takiego chodzi. Wywrócił teatralnie oczami.
-Planety, jedna linia z księżycem, zło, musisz ich powstrzymać. Ona chce wskrzesić matkę, a żeby to zrobić musi wskrzesić Aresa.
-Co?- zdziwiliśmy się oboje.
-Ares to 9 000 letni wampir i czarownik. Jest martwy, a żeby go wskrzesić musi zabić 36 osób. Jeśli to zrobi on powstanie, a z nim wszyscy zmarli. W tym starożytni wojownicy i bogowie, herosi, którzy kiedy kol wiek chodzili po ziemi. – wszyscy, ale przecież. Nie ona chyba nie. – Katherine też.
-Skąd wiedziałeś, że o niej myślałam?
-Proszę cie, zabiłaś 649 letnią wampirze wiedźmę w wieku 3 lat, byłaś bardzo potężna. Wtedy piłaś ostatnim razem krew, ale zwierzęcą. Już się boję co by było, gdybyś piła ludzką- zaśmiał się. Dołączyliśmy do niego z Zaynem ze sztucznym chichotem.
-Ona pije ludzką krew
-Julia ojciec ci zabronił
-A skąd to wiesz Nik?
-Julka ty się nie interesuj- puścił mi oczko i zniknął.
-Kręciłaś z nim?!- oburzył się Malik.
-Zazdrosny jesteś?- uniosłam brwi. Przecież miało być jak w tenisie.- i jest.
-Nie jest bo masz pretensje, że on o mnie coś wie!
-Wali mnie to, że wie! Wisi mi to!
-I dobrze!
-Super!- zaczęliśmy się kłócić.
-Super!
-Ekstra!
-Ekstra!- przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Odepchnęłam go trochę. – widzisz, na czym się to kończy? Na kłótniach.
-A teraz będziesz mi wmawiała, że nie lubisz mieć ostatniego zdania.- skończ. Proszę nie chce mi się dziś dyskutować. Idę szukać coś o tym Aresie. – idę też.
-Ale jak mnie wyprowadzisz z równowagi to przekuję cie kołkiem jasne?- kiwnął głową, że się zgadza. Złapałam go za nadgarstek i przeniosłam nas do katakumb w Ruinach Starej Akademii dla wiedźm z czarnej strony.
-Co to jest?
-Katakumby, a za tymi drzwiami jest biblioteka- pociągnęłam go za rękę w stronę książek. Za biurkiem stała stara pomarszczona kobieta.
-Czego wy tu szukacie?- warknęła.
-Co wiesz o ustawieniu planet w jednej linii z księżycem, Feniksie i Aresie- zarechotała.
-Nic wam nie powiem, bo Ares i tak powstanie i zawładnie całym wszechświatem.
-Chodź, bo ona i tak nam nie pomoże- chciał mnie wyprowadzić z tego pomieszczenia, ale nie pozwoliłam mu.
-Zostaw mnie, a ty stary babsztylu gadaj!
-Zapomnij laleczko, nic się ode mnie nie dowiesz-  Julia ogarnij się, nie warto. Uległam, wyszłam z Malikiem z katakumb.
-Umiesz latać?
-No, a co?
-Naucz mnie i teleportacji też.
-Musisz tego chcieć, bardziej niż czego kol wiek innego- chcę ciebie- nie możesz mnie mieć, bo nie jestem przedmiotem! Jesteś płytki, że tak myślisz. – chwyciłam jego rękę i przeniosłam nas do Sawet, na plac główny szkoły. Następnie puściłam go i poszłam do pokoju. W środku siedziała Dess i Lou, lecieli w ślinkę. – wow nie było mnie dzień, a wy już się liżeciecie- oderwali się od siebie. – Dess gadaj co ty wymyśliłaś z tym Feniksem.
-O czym ty gadasz?- zdziwiła się.
-Nie rób ze mnie idiotki! Planety w jednej linii z księżycem.
-Skąd o tym wiesz?! Gadałaś z Elijah?!
-Nie. Nik do mnie przyszedł. Nie możesz tego zrobić, ludzie umierają taki jest krąg życia.
-Moja matka nie była człowiekiem. Pojmij to wreszcie ty masz oboje rodziców, a tego nie doceniasz! Tak jak tego, że Zayn się o ciebie stara!- boże oni chyba powariowali, przecież jak Katherine powstanie, to mnie chyba zajebie. Zresztą. Sama mogę to zrobić, wyjęłam z szuflady wygrawerowany kołek. Idealnie zaostrzony. Mam dość tego pieprzonego życia, jest za trudne. Najlepiej jak z tym skończę. – nie rób tego- uśmiechnęłam się sztucznie i dźgnęłam się w brzuch.
-Coś ty zrobiła?- zdziwił się Tomlinson.- czemu jeszcze żyjesz, przecież powinnaś już spłonąć w płomieniach.
-Nie wiem co się kurwa dzieje, byłam pewna, że zdechnę i nie będę się z wami już użerać- warknęłam i wyszłam z hukiem, na korytarzu wpadłam Malika.
-Gdzie idziesz?
-Nie wiem
-A co wiesz?- czy on musi mnie jeszcze bardziej dzisiaj wkurzać?
-To, że kołki na mnie nie działają. Nie można mnie przekuć kołkiem.- wyszłam ze szkoły i poszłam do lasu. Chodziłam między drzewami, dało mi to troche spokoju.
-Nie uciekniesz mi, zginiesz, zabiję cie, ale najpierw będziesz patrzeć jak morduję twoich bliskich. Ojca, matkę, siostrę, Destiny, Zayna, Liama, Louisa, Nialla, Caroline, El, Harrego, Nika, Elijah, Cole’ a. Na końcu przyjdzie czas na ciebie, ale jeszcze wcześniej pozbawię cię całej mocy.- głos był znajomy, a towarzyszył mu mocny wicher. Mówiła z takim spokojem i tajemniczością. Potem poczułam tylko jedno, a mianowicie, że ktoś skręca mi kark. Następnie pustka.
*Zayn*
Dziwne, Julka nie wróciła jeszcze ze swojego spaceru. Nie ma jej od czterech dni. Troche dziwne, bo jakby szła na imprezę to zabrałaby nas ze sobą, albo chociaż odebrałaby komórkę, a tu nic. Głucho. Louis robi postępy z Dess.
-Widzieliście Julkę?
-Nie, sorka Zayn, ale twojej laski tu nie było- odezwał się Kevin. – chyba pieprzy kogoś innego.
-Stul ryj psie- warknąłem. Jebany wilkołak mógłbym go zajebać. – bo przebiję ci serce srebrnym sztyletem.
-Zbastuj, oboje wiemy, że nie masz jaj, żeby to zrobić. Julia, ona by z czystą premedytacja, bo jest podłą suką.- prychnął. Nie pozwolę jej obrażać. Stoi taki kundel ze swoją watahą i kłapie pyskiem. Na trawie leżała szpada, ponieważ odbywały się tu zajęcia z szermierki, na które uczęszczał Niall i ten kundel. Chwyciłem miecz i cisnąłem prosto w serce jego rudego przyjaciela. Zmienił się w wilka i zaczął warczeć.
-Jeszcze raz wyszczekasz coś na jej temat to będziesz to ty- wskazałem na zdychającego wilkołaka.
*Destiny*
Julka zniknęła. To przeze mnie nie powinnam na nią tak naskakiwać. I ja mam czelność nazywać się jej przyjaciółką. Phi. Głupia,  blond kretynka. Ostatnio zrobiło się też zimno, było -26°C. Co jest dziwne, we wrześniu. Fuck! Przyłożyłam ręką w drzewo, które złamało się i poleciało na kilka metrów do przodu.
-Ej, wyluzuj siłaczko- objął mnie ramieniem mój chłopak Louis. Tak, jesteśmy razem od 4 dni, tak jak Niall i Elena oraz Harry i Carol.
-Przepraszam, ale mam wyrzuty sumienia- szukaliśmy jej znowu, w miejscach, w których powinna być. Zayn ostatnio opanował teleportację i to on nas przenosi.
-Jak ktoś już jest tu winny to ja, bo ją wkurzałem- oznajmił Malik. – tylko, że to dziwne, bo nigdy się tak nie czułem przy żadnej dziewczynie. Nie mogę słuchać jak Kevin po niej jeździ.
-Zayn- odwróciliśmy się wszyscy w stronę grona nauczycieli, którzy stali za nami.
-Co?- mruknął.
-Zostajesz zawieszony, za zabicie Micka- skrzywiliśmy się.
-Mojego przyjaciela- sprostował Kevin.
-Mógłbym to zrobić po raz kolejny.- warknął mulat.
-To, że Julka dała ci kosza nie znaczy, że masz wszystkich powybijać- zakpił, Zayn ruszył na niego, ale z Louisem zdołaliśmy go powstrzymać.
-Wiesz coś mi się wydaje, że wiesz gdzie jest Julia, dlatego gadaj- stanęłam naprzeciwko niego.
-Zapytaj mojego kuzyna- zza jego pleców wyszedł Kacper.
-Co ty tu kurwa robisz?- warknął Zayn.
-Patrzę jak Julka robi cie w chuja- wyśmiał go. Odciągnęliśmy naszego przyjaciela i wróciliśmy do pokoi. Kacper jest wilkołakiem? Ciekawe czy Julka o tym wiedziała. Jedno jest pewne, ona zniknęła, a on może wiedzieć gdzie jest. Idąc korytarzem usłyszeliśmy kłócące się trzy psiapsiółki, czyli Alison, Susan i Bonie.
-Nie powiem Dess, że zabiłam jej matkę- to głos Alison. Czułam, że zaraz się rozpłaczę. Ja ją kurwa zajebię, za to. Popatrzyłam na chłopaków, obaj kiwali głowami, żebym tego nie robiła. W szybkim tempie pojawiłam się obok niej.
-Tu mała suko- wydusiłam z siebie. Potem wgryzłam się w kark i wypiłam prawie całą krew z jej żył. Następnie wykręciłam jej dłoń, z której zaczęła wystawać kość. Chłopcy mnie odciągnęli. – nikomu o tym nie mów, bo przebiję cie kołkiem. Powiedz mi jeszcze gdzie jest Julia!
-Nie wiem, przyszła tu i powiedziała, że wróci jutro oraz dołączy do składu cheerleaderek. – wyjaśniła Bonie. Julka cheerleaderką? Pojebało ich? Ona nie lubi tych plastikowych lasek, w spódniczkach do ud. Sądzi, uwag cytuję : „wyglądają jak dziwki, wolałabym sobie wyrwać serce niż stać się jedną z nich”. Zmęczona wróciłam do pokoju. Umyłam się, przebrałam w piżamę i poszłam spać.
/miesiąc później/
Julka wróciła, ale jest jakaś dziwna, zachowuje się jak nie ona. To nie jest nasza przyjaciółka, tylko zimna suka, która zarywa do każdego. Co ona odpierdala? Wyłączyła uczucia? Zaczęła nawet przyjaźnić się z Susan i Bonie. Alison jeszcze nie wróciła, z wakacji, które jej zafundowałam. Chłopaki dostali się do drużyny i niedługo grają mecz z czarodziejami z wymiaru Wertez. Ostatnimi czasy nie imprezujemy tak ostro. Zdaje mi się, że to nie jest Julka, znaczy widzę, że wygląda jak Julia, ale nie jest Julią.
-Agata?- zapytałam jej siostrę.
-Co?
-Co jest z Julką nie tak?- uniosłam pytająco brew. Aga prychnęła pod nosem, bo jej też Julek zaszła za skórę, mam na myśli pocałunek z Liamem.
-Jest podłą suką, to się stało- nie mam tego w zwyczaju, ale spróbuję.
-Wiesz… może ja ci pomogę, chodź- złapałam ją na nadgarstek i pociągnęłam w stronę pokoju chłopaków. Weszłam bez pukania. Siedzieli i o czymś gadali. Kiedy weszłyśmy ich wzrok padł na nas.
-Weź Julka stąd idź, bo mam cie dość- warknął Malik.
-To Agata- sprostowałam. – każdy się zgodzi, że Julia się zmieniła.
-Jest zdzirą?
-Zlituj się Zayn, jeszcze jakiś czas temu na nią leciałeś- ogarnęłam go, bo jakiś miesiąc temu zapił przez nią Micka. Teraz wielce się wypiera uczuć.
-Nie bo to prawda. Ona nienawidzi cheerleaderek, a jest jedną z nich. Po chuj nazywała Kacpra skurwielem, a teraz z nim znowu jest! Po jaką cholerę…- zawiesił się.
-Co?- zapytał Harry.
-Nieważne idę połazić. – wstał i wyszedł. Usiadłam na łóżku mojego chłopaka i oparłam głowę o ścianę. 
______________________________________
Okay rozdział 10 jest. Jak wam się podoba? Co odwala Julia?Czyżby wyłączyła uczucia? A może to coś innego? Komentujcie, obserwujcie i głosujcie w ankietach miśki ;** w zakładce pojawiły się postaci Cole, Elijah, Nik- bracia Dess oraz Kacper i Kevin . ;P